Finansowanie pomostowe
Strona główna / Aktualności / 3 lata za kradzież Moneta

3 lata za kradzież Moneta

Zainteresowanie mediów procesem 41-letniego Roberta Z., oskarżonego o kradzież obraz Claude’a Moneta „Wybrzeże w Pourville” było tak wielkie,ze zmieniono salę rozpraw. Po dwóch godzinach procesu sędzia Mariusz Sygrela skazał sprawcę na 3 lata więzienia

Kradzież obrazu z poznańskiego Muzeum Narodowego spostrzeżono 17 września 2000 roku. Na życzenie sędziego prokurator Artur Domański z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu odczytał akt oskarżenia, który odsłonił kulisy kradzieży, motywy sprawcy i śledztwa, umorzonego w 2001 roku i wznowionego w 2010 roku.
Po odczytaniu aktu oskarżenia Robert Z. przyznał się do kradzieży. Wyraźnie speszony liczbą dziennikarzy i kamer telewizyjnych, z trudnością 00 formułując słowa, przyznał się do winy i powiedział: „Żadne słowa nie są w stanie wyobrazić tego, jak żałuję tego, co zrobiłem. Jest mi ogromnie wstyd. Do tego, co się stało, nigdy nie powinno nigdy dojść. Nie potrafiłem właściwie pokierować swoim życiem – mówił oskarżony. – Kiedy urodziło mi się dziecko, przyjechałem do Poznania, ale zabrakło mi odwagi, aby wejść do komendy. Proszę o szansę, abym mógł wieść uczciwe życie, które starałem się przez ostatnie lata prowadzić?
Robert Z. w 1989 roku kilka miesięcy pracował w Paryżu i poznał wówczas malarstwo impresjonistów , które go zachwyciło. Gdy dowiedział się, że w poznańskim muzeum jest jedyny obraz Moneta w Polsce postanowił go ukraść. Zaczął się przygotowywać w 1999 roku. W Krakowie wszedł w kontakt z malarzem z Ukrainy, który mu za 300 złotych namalował kopię ?Wybrzeża w Pourville? z wręczonej mu kolorowej pocztówki. Zdaniem biegłych kopia ta jest bezwartościowa. Następnie wysłał z poczty głównej w Olkuszu, gdzie mieszkał fax z prośbą o zgodę na wykonanie kopii obrazu z XIX wieku ze szkoły holenderskiej, który wisiał obok Moneta. Jego znajoma zrobił mu szkic ?Holendra? i kiedy pojawił się w Poznaniu, 15 września 2000 roku, udając, że szkicuje obraz holenderski, przez prawie 5. godzin wycinał centymetr po centymetrze ?Wybrzeże w Pourville? ( czy też jak niektórzy utrzymują ?Plażę w Pourville). Wykorzystywał fakt, że był sam w sali ekspozycyjnej, bo pilnujące salę kobiety zajęte były omawianiem rodzinnych spraw. Fakt, że chodziły w butach na wysokich obcasach powodował, że słyszał, gdy się zbliżały. Ukradł obraz nie dla pieniędzy, ale z miłości do Moneta. Chciał go od czasu do czasu w samotności kontemplować i być może kiedyś oddać do muzeum. To co się wydarzyło po odkryciu kradzieży przerosło jego najśmielsze oczekiwania, ta cała sytuacja przerosła go. Wystraszył się i przez 9 lat ani razu nie zajrzał do schowka w mieszkaniu rodziców, gdzie go ukrył.
Warto dodać, że policyjne przeszukanie nic nie dało. Dopiero podczas przesłuchania w poznańskiej prokuraturze Robert Z. przyznał się do kradzieży i dobrowolnie wskazał schowek z cennym zabytkiem. Robert Z. wpadł, gdy w kartotece daktyloskopijnej pojawiły się jego odciski palców. Pojawiły się, bo wkroczył na drogę przestępstwa, odciski jego palców. W 2005 roku dwukrotnie był skazywany przez sąd w Olkuszu na kary ograniczenia wolności za uchylanie się od płacenia alimentów i groźby karalne pod adresem bliskich. Dlaczego policja skojarzyła fakt zbieżności linii papilarnych po czterech latach, pozostaje tajemnicą policyjnych detektywów.
Trzeba dodać, że Robert Z. nie może odpowiadać za zniszczenie dzieła sztuki, bo w 2000 roku, kiedy dokonał aktu wandalizmu nie obowiązywały w tej mierze żadne przepisy. Odpowie więc tylko za kradzież obrazu o wielkiej wartości muzealnej i historycznej.
Proces zakończył się po jednym dniu. Obie strony zrezygnowały z przesłuchiwania kilkunastu świadków i wysłuchiwania opinii biegłych ekspertów, które są przecież w aktach sprawy i nie budzą w świetle wszystkich zebranych dowodów żadnych wątpliwości . Dlatego też sędzia Mariusz Sygrela zamknął przewód sądowy. W mowach końcowych prokurator zażądał kary 4 lat pozbawienia wolności, jego obrońca, adwokat Mikołaj Pomin, wskazywał, że bardziej adekwatną karą z uwagi na skruchę oskarżonego byłby dwuletni pobyt w zakładzie karnym.
Sąd wypośrodkował racje, skazując Roberta Z. na trzy lata pozbawienia wolności i nakazując mu zwróci Muzeum Narodowemu w Poznaniu kwotę 28.000 złotych za poniesione szkody. M. Sygrela uzasadniając wyrok powiedział m.in. że z całą pewnością oskarżony nie działał z chęci zysku, że przeszedł do historii współczesnej kryminalistyki zapisując się udaną kradzieżą strzeżonego obrazu. Zaspokajając jednak swoje impresjonistyczne pasje- podkreślił M. Sygrela – pozbawił satysfakcji tysięcy innych ludzi, którzy także kochają impresjonizm, a w Polsce tylko w Poznaniu mogli podziwiać autentyczny obraz Moneta. Za taki czyn musi być kara i sąd ją orzekł w postaci nakazu pobytu w więzieniu przez trzy lata. Wyrok nie jest prawomocny.

Sprawdź także

PiSIzby SN, to nie sądy

Dwoje sędziów zostało pozbawionych prawa do rzetelnego procesu, bo orzeczenia w ich sprawach wydała Izba …