Finansowanie pomostowe
Strona główna / Szczypta soli / Co może „szeryf” w SN

Co może „szeryf” w SN

Pełniącemu obowiązki Pierwszego Prezesa SN nie wolno podejmować innych działań władczych niż te związane ze zwołaniem i przeprowadzeniem posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN. Pozostałe jego czynności władcze są nielegalne.

Trudno o większą profanację świątyni sprawiedliwości – gmachu Sądu Najwyższego przy pl. Krasińskich w Warszawie – niż ta, która miała tam miejsce w ostatnich dniach.

Nie trzeba tu wyliczać wszystkich naruszeń prawa, jakich w toku obrad Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN (ZOSSN) dopuścił się przewodniczący mu dr hab. Kamil Zaradkiewicz. Rzecz omówił już bowiem sędzia SN prof. Włodzimierz Wróbel.

Kamil Zaradkiewicz nie poddał nawet pod głosowanie porządku obrad. „Zgromadzenie to ja!” – wydaje się wyżej wymienionemu. Nie udało się wybrać komisji skrutacyjnej? Nic to! Zaradkiewicz ogłosił, kto wejdzie w jej skład, pohukując na sędziów SN, nadymając się, wyłączając mikrofony i marszcząc czoło niczym karykatura (i tak już karykaturalnego) Mussoliniego. Albo raczej niczym jeszcze bardziej groteskowy Andrzej Duda.

(Kto zacz, Andrzej Duda? Gdyby ktoś nie zauważył – Prezydent RP. Można nie zauważyć. To jedyny po 1989 r. piastun urzędu, którego urzędowanie czyni urząd nieobsadzonym).

Liczne bezprawności popełnione przez Kamila Zaradkiewicza na wspomnianym posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN same w sobie dyskwalifikują go jako prawnika. Bardziej nawet niż nocna wizyta w piżamie pod ogrodzeniem TK. Tamta ułańska fantazja długo szkodziła tylko jemu samemu. Obecna – szkodzi Rzeczypospolitej Polskiej.

W kontekście ostatnich wyczynów Zaradkiewicza w SN należy wyeksponować kluczowy aspekt problemu. Mam tu na myśli wątek umocowania p.o. Pierwszego Prezesa SN (p.o. PP SN) do podejmowania określonych władczych rozstrzygnięć.

Po upływie 6-letniej kadencji i nieprzedstawieniu przez ZOSSN kandydatur na nowego PP SN (do wyborów nie doszło z uwagi na pandemię koronawirusa) Prezydent Andrzej Duda powierzył wykonywanie obowiązków PP SN dr. hab. Kamilowi Zaradkiewiczowi. Działanie to za podstawę prawną miało art. 13a § 1 ustawy z 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (ustawa o SN).

Art. 13a pojawił się w ustawie o SN dopiero 14 lutego 2020 r. Wtedy weszła w życie ustawa z 20 grudnia 2019 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 190). Ustawa określana mianem „kagańcowej”, bo jej cel to przypieczętowanie operacji przekształcenia SN i sądów powszechnych w organy posłusznej realizacji woli centralnego ośrodka dyspozycji politycznej z siedzibą przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Dlaczego art. 13a jest tak istotny? Bo powiela mechanizm zastosowany już przez PiS w 2016 r. względem Trybunału Konstytucyjnego. Wówczas to ustawowo wykreowano niewystępującą w Konstytucji instytucję sędziego-p.o. Prezesa TK. Mimo że na stanowisku, po upływie kadencji sędziowskiej prof. Andrzeja Rzeplińskiego i zakończeniu przezeń urzędowania w roli Prezesa Trybunału, pozostawał Wiceprezes TK, prof. Stanisław Biernat.

PiS doskonale wiedziało, że prof. Biernat nie tylko nie przyłoży ręki do politycznego podporządkowania Trybunału, ale nawet wprost przeciwnie – będzie bronił konstytucyjnie wymaganej niezależności tej instytucji. Dlatego sięgnęło po obejście Konstytucji. Nowa ustawa przewidziała powierzenie przez Prezydenta jednemu z sędziów TK obowiązków Prezesa Trybunału do czasu powołania „właściwego” prezesa.

20 grudnia 2016 r. Prezydent powierzył obowiązki Julii Przyłębskiej, która zwołała i przeprowadziła nielegalne posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK, a następnie przedłożyła Prezydentowi nieistniejącą (bo nie poddaną w formie projektu pod głosowanie Zgromadzenia) uchwałę o przedstawieniu kandydatów na Prezesa TK.

Prezydent Andrzej Duda tradycyjnie pokazał, w jakiej pogardzie ma Konstytucję RP, a jak wielką estymą darzy Jarosława Kaczyńskiego. Posłusznie wykonał polecenia Nowogrodzkiej, 21 grudnia 2016 r. powołując Przyłębską już na „właściwego” Prezesa Trybunału.

Jak wygląda działalność TK pod rządami Julii Przyłębskiej? Tyle już na ten temat napisano, że powtarzanie tego mija się z celem.

Nietrudno wskazać konkretną datę upadku niezależności TK. To 20 grudnia 2016 r. Wtedy Przyłębska dopuściła do podjęcia obowiązków sędziowskich trzy osoby niemające – w świetle orzecznictwa TK (m.in. wyrok z 3 grudnia 2015 r., K 34/15) – statusu jego sędziów, a następnie odbyło się nielegalne posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK.

Instytucja sędziego-p.o. Prezesa TK była w sposób oczywisty i rażący sprzeczna z Konstytucją. Równie oczywiście i rażąco sprzeczna z Konstytucją jest analogiczna instytucja funkcjonująca obecnie w Sądzie Najwyższym.

Funkcjonariusz „rzucony” przez Partię „na odcinek” SN to dr hab. Kamil Zaradkiewicz. Z perspektywy celu Partii – podporządkowania politycznego tej instytucji – kandydat idealny.

Ma dorobek naukowy – co dobrze wygląda w mediach – ale jest niespełniony zawodowo (jego ambicje zostania sędzią TK są tajemnicą poliszynela).

Nade wszystko zaś to osoba, która swoimi „niekonwencjonalnymi” zachowaniami z przeszłości dostarczyła znakomitego i bogatego materiału na szantaż. Napisałem o tym ja, napisali później w artykule pt. „Niebezpieczna przeszłość Kamila Zaradkiewicza” – i to znacznie szerzej, eksponując szczególnie bulwersujący wątek mobbingu pracowników Biura TK z rąk Kamila Zaradkiewicza – Wojciech Czuchnowski oraz Justyna Dobrosz-Oracz w „Gazecie Wyborczej” z 4 maja 2020 r.

W obliczu tych informacji na temat przeszłości dr. hab. Zaradkiewicza, a także jego cech charakteru (wyniosłość, megalomania, pogarda okazywana osobom znajdującym się niżej w hierarchii) mniej zaskakuje sposób prowadzenia przezeń obrad posiedzenia ZOSSN.

Do powyższej listy przymiotów charakteru Zaradkiewicza należy dopisać jeszcze jedną cechę: to człowiek bardzo inteligentny. Z tego powodu może okazać się jeszcze skuteczniejszym wykonawcą woli Partii w SN niż Julia Przyłębska w murach TK. Zaradkiewicz to Przyłębska+.

Nic to jednak nie zmienia pod względem prawnym. Jako p.o. PP SN nie wolno mu podejmować jakichkolwiek innych czynności władczych niż te związane ze zwołaniem posiedzenia ZOSSN mającego na celu wybór i przedstawienie kandydatów na PP SN.

Warto porównać p.o. PP SN z tymczasowo wykonującym obowiązki Prezydenta Marszałkiem Sejmu/Senatu. Porównanie to wypada mocno niekorzystnie dla p.o. PP SN.

Marszałek Sejmu tymczasowo wykonujący obowiązki Prezydenta RP jest w takim właśnie charakterze wymieniony w Konstytucji. Jednoznacznie stanowią o tym art. 131 ust. 1 i 2 tejże. Tymczasem sędziego p.o. PP SN w Konstytucji nie odnajdziemy. PP SN, prezesów SN – owszem (art. 183 ust. 3, art. 187 ust. 1 pkt 1, art. 191 ust. 1 pkt 1, art. 192, art. 144 ust. 3 pkt 20 i 23). Ale nie p.o. PP SN. Nigdzie go nie ma.

Ustawowe wykreowanie p.o. PP SN byłoby dopuszczalne tylko wtedy, gdyby Konstytucja nie znała zastępców PP SN, a sytuacja wymagałaby ustanowienia tego rodzaju zastępstwa.

Z niczym podobnym nie mamy do czynienia w obecnych warunkach. Obsadzone są przecież stanowiska prezesów SN kierujących poszczególnymi izbami tego Sądu.

Z tego względu ustawowa funkcja p.o. PP SN stanowi oczywiste i rażące obejście przepisów Konstytucji (art. 144 ust. 3 pkt 20 i 23) dotyczących powoływania prezesów Sądu Najwyższego. Polega ono na powołaniu inaczej nazwanego odpowiednika prezesów SN, i to w celu wyzucia ich z uprawnienia do zastępowania PP SN.

Przejdźmy do analizy ustawy o SN. Art. 13a jasno stanowi, kto (Prezydent RP), w jakich okolicznościach (gdy kandydatów na PP SN nie wybrano zgodnie z zasadami określonymi w ustawie) i kiedy (niezwłocznie) powierza wykonywanie obowiązków PP SN wskazanemu przez siebie sędziemu. O tym mowa w art. 13 a § 1.

Z kolei § 2 określa termin, w którym sędzia-p.o. PP SN zwołuje posiedzenie ZOSSN, mające na celu wybór kandydatów na stanowisko PP SN. Przesądza też, że to właśnie p.o. PP SN przewodniczy temu zgromadzeniu.

Wreszcie, art. 13a § 3 stanowi, że quorum wynosi 32 sędziów SN, a także, że art. 13 § 1, 2 i 5–7 „stosuje się”.

Ustawa o SN nie zawiera przepisu, który na wzór art. 131 ust. 4 Konstytucji stanowiłby, że p.o. PP SN nie może wykonywać któregoś z obowiązków PP SN. Czy z tego należy wnosić, że wolno mu wszystko to, co wolno Pierwszemu Prezesowi SN?

Skądże!

Zgodnie z art. 7 Konstytucji RP organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Nie wystarczy więc brak zakazu. Niezbędne jest istnienie przepisu kompetencyjnego, aby organ władzy publicznej mógł podejmować władcze działania.

W przypadku Marszałka Sejmu/Marszałka Senatu wykonującego obowiązki Prezydenta RP owa podstawa kompetencyjna, oprócz art. 131 ust. 1 i 2, ma charakter swoisty, bo oparty na wnioskowaniu a contrario, czyli z przeciwieństwa.

Skoro art. 131 ust. 4 Konstytucji stwierdza, że osoba wykonująca obowiązki Prezydenta RP nie może postanowić o skróceniu kadencji Sejmu, to uznaje się, że ma ona prawo wykonywać wszelkie kompetencje Prezydenta RP, z jednym wyjątkiem wskazanym w art. 131 ust. 4 Konstytucji.

Analogicznej regulacji nie znajdziemy w odniesieniu do p.o. PP SN ani w Konstytucji (nie dziwota, skoro Konstytucja nie zna takiego bytu ustrojowego), ani nawet w ustawie o SN.

Dlatego wszelkie inne czynności władcze oprócz tych związanych ze zwołaniem trwającego posiedzenia ZOSSN i przewodniczeniem jego obradom, które podejmował od początku maja Kamil Zaradkiewicz, są czynnościami nieznajdującymi oparcia w przepisach prawa.

Oznacza to, że np. „odmrożenie” Izby Dyscyplinarnej jest nie tylko nielegalne, ale również w sensie prawnym nieważne.

Oznacza to również, że p.o. PP SN nie wolno korzystać z kompetencji PP SN do wyrażania albo odmowy wyrażania zgody na dodatkowe zatrudnienie sędziego SN.

O tym wszystkim powinien wiedzieć dr hab. nauk prawnych Kamil Zaradkiewicz.

I pewnie wie.

Oprócz wiedzy prawniczej sędzia powinien jednak posiadać odpowiednie przymioty charakteru.

Odpowiednie dla sędziego, a nie np. dla skina.

Zakończę dedykacją w postaci cytatu z „Ballady o smutnym skinie” zespołu Big Cyc:

Nałóż czapkę skinie,
Skinie nałóż czapkę
Kiedy wicher wieje,
Gdy pogoda w kratkę
Uszka się przeziębią,
Kark zlodowacieje
Resztki myśli z mózgu
Wiaterek przewieje

Warto zastosować się do tej wskazówki.

„Ballada…” zawiera wszak przestrogę, co może stać się w przeciwnym wypadku:

Nasz skin był odważny,
Czapki nie założył
Całą zimę biegał łysy,
Wiosny już nie dożył
Główka mu zsiniała,
Uszka odmroziły
Czaszka na pół pękła,
Szwy wewnątrz puściły.

PS: Tekst powstał przed rezygnacją Kamila Zaradkiewicza z funkcji p.o. Pierwszego Prezesa SN. Uznałem, że zachowuje on aktualność, a to ze względu na fakt, że nowy p.o. PP SN dr hab. Aleksander Stępkowski będzie działał w identycznym reżimie prawnym, a także z uwagi na dalsze wykonywanie przez Kamila Zaradkiewicza czynności sędziego SN. To ostatnie powinno jak najszybciej ulec zakończeniu.

Maciej Pach

*Autor jest konstytucjonalistą. Publikuje w periodykach naukowych, a teksty publicystyczne głównie na portalu Konstytucyjny.pl.

Sprawdź także

PiS daje miliony „swoim”

„W 2017 roku powołano państwową agencję wykonawczą o nazwie Narodowy Instytut Wolności. Ma ona za …