Finansowanie pomostowe
Strona główna / Szczypta soli / Dlaczego Titanic zatonął

Dlaczego Titanic zatonął

Odpływamy na margines, a niedługo znajdziemy się w pobliżu dna. A jednak PiS trzyma się mocno. Dlaczego? Oto sześć odpowiedzi ? pod dyskusję, autorstwa Magdaleny Środy. Kolejny sondaż i kolejny raz silna pozycja PiS. Partii rządzącej ?nie spada?, mimo że niszczy państwo prawa, łamie konstytucję, ogranicza swobody obywatelskie; Polska PiS traci wiarygodność, pozycję i prestiż w Europie. Odpływamy na margines, a niedługo znajdziemy się w pobliżu dna. A jednak PiS trzyma się mocno. Dlaczego?
Magiczna moc ?500 plus?? Nie sądzę, bo główni beneficjenci tej reformy (wielodzietne rodziny na prowincji) są na ogół pasywni politycznie. Jakie są więc przyczyny ciągłej popularności PiS? Przedstawiam sześć możliwych odpowiedzi. Pod dyskusję.
Pierwsza ? ekonomiczna. Polska transformacja zorganizowała kraj według reguł wyścigu: w przedsiębiorczości, w pracy, w bogaceniu się. Jedni się załapali i pobiegli, inni pozostali w ogóle poza linią startu. PiS obiecał, że to zmieni, że zajmie się wykluczonymi. I w pewnym sensie to zrobił. Dziś najbiedniejsze wielodzietne rodziny, które nie mogły związać końca z końcem, stały się chłonnymi beneficjentami dobrej zmiany (chłonnymi, bo chcąc polepszyć swą sytuację finansową będą chciały się mnożyć). Na wsiach, zwłaszcza tam, gdzie ludzie nie mają pracy, a zwłaszcza zwyczaju pracy, dokonała się prawdziwa rewolucja. Najbiedniejsi są teraz najbogatszymi! PiS obiecywało niektórym raj na ziemi i słowa dotrzymało. Zwyciężyła nie ekonomia ani nawet demografia, ale eschatologia; PiS swoim programem wpisało się w porządek obietnic biblijnych. ?Błogosławieni ubodzy…. albowiem do nich należeć będzie Królestwo?. Religijność w PiS jest tu nie bez znaczenia. To partia wyraźnie teokratyczna.
Druga odpowiedź ? ideologiczna. PO pozostawiło kraj w dobrej kondycji ekonomicznej i międzynarodowej, ale pozostawiło też wiele ugorów, domen porzuconych, zarośniętych, które omijało z daleka, bo nie umiało ich zagospodarować, bało się, nie miało ideologicznych narzędzi, nie umiało się nimi posługiwać. Ugorem okazała się być wspólnota, więzi, kwestie tożsamości, patriotyzmu, zbiorowej symboliki, upodmiotowienia. Okazało się, że ludzie mając letnią wodę w kranie pragną ognia, przy którym mogą się wspólnie ogrzać. Letniość (nie tylko PO) nie jest wartością, nie zagrzewa, nie daje poczucia wspólnoty. Letniość jest przekleństwem liberalizmu, tak jak indywidualizm jest przekleństwem demokracji, bo obraca się przeciwko niej. PiS zrozumiało, że w polityce nie liczą się realia, racje, wiedza. W polityce skuteczny jest język wartości, skonsolidowany wokół kilku haseł. Wartości i ideologie mają większą siłę niż fakty (na naszych oczach rodzi się dziś zupełnie nowa ?historia? Polski). Nie liczą się również rzeczywiste interesy ludzi, a nawet interes wspólnoty. Liczy się jej duch. Część z nas wspiera politycznie nie tego, kto obiecuje racjonalne zaspokojenie potrzeb, ale tego, z kim się symbolicznie i egzystencjalnie identyfikuje. Nawet wbrew potrzebom, a na pewno wbrew rozumowi. Bo polityka wcale nie jest domeną rozumu.
Odpowiedź trzecia ? propagandowa. PO, tak jak i inne partie, nie doceniło propagandowej i politycznej roli Kościoła. Dawało liczne przywileje tej instytucji, zamykało oczy na nadużycia. Większość rządzących starała się dowodzić swojej polskiej tożsamości religijną gorliwością: przed biskupami i kamerami (w czasie uroczystości narodowo ? religijnych, czyli wszystkich ?państwowych?) klęczeli kolejni prezydenci i premierzy. Jak się dało, to wsiadali do papa mobile i zabiegali o spotkanie z papieżem, bynajmniej nie po to by, negocjować konkordat, tylko po to, by złożyć odpowiedni hołd (religijno-polityczny). Większość ustaw parlamentarnych była konsultowana z hierarchami i prawnikami Episkopatu. Nikt nie bronił neutralności światopoglądowej państwa i chyba nikt nie zauważył, na jaką marketingową i propagandową potęgę wyrasta Kościół. Od kilku dobrych lat jest on na usługach jednej partii, zaangażowany po uszy, z dziesiątkami tysięcy księży gotowych stanąć do walki o każdą sprawę, jaką zgłosi Prezes, z własnymi mediami i autorytetami. Kościół jest dziś w Polsce w mniejszym stopniu instytucją religijną, co polityczną. Nie jest nawet partią pana Boga, tylko prezesa. Nie trzeba oglądać i słuchać publicznych mediów (propagandowej tuby PiS), wystarczy chodzić do kościoła, by wiedzieć na kogo głosować i kogo wspierać.
Odpowiedź czwarta ? edukacyjna. Jesteśmy co prawda narodem wykształconym, ale ? w znaczącym stopniu ? skażonym politycznym analfabetyzmem. Ludzie nie czytają, nie rozumieją tego, co dzieje się na świecie, nie wiedzą, czym jest demokracja, czym Unia, czym autorytaryzm. Nie znają historii, nie słuchają debat, nie znają intelektualnego zaplecza ani politycznych konsekwencji swoich decyzji. Analfabetyzmowi towarzyszy mediatyzacja i celebrytyzacja polityki. Dzięki niej świat jawi się jako wielkie show, a politycy jak gwiazdy, które się wybiera bądź nie, w zależności od wzruszeń, poruszeń, a nawet zabawy, jakiej nam dostarczają. Kto nie porusza (bo jest np. twardym analitykiem), nie szokuje, nie bawi ? ma mniejsze szanse na wygraną niż na przykład Pawłowicz, Macierewicz, Kukiz. Więc wygrywają.
Odpowiedź piąta ? frommowska. Erich Fromm, analizując przyczyny narodzin i kariery faszyzmu, wysunął tezę o ?ucieczce od wolności?. Ludzie co prawda pragną wolności (?od?) i widać to zarówno wtedy, gdy dojrzewają i za wszelką cenę chcą uciec spod jurysdykcji rodziców, jak wtedy, gdy żyją pod jarzmem innego narodu, ale gdy wolność lub suwerenność osiągną, nie potrafią z niej korzystać. I nie chcą. Szukają wtedy autorytetów, idoli, wodzów, którzy im tę wolność zorganizują, którzy postawią przed nimi jakiś cel i powiedzą, co robić. Byliśmy wolnym krajem przez trzydzieści lat i cieszyliśmy się swobodami obywatelskimi i indywidualnymi, widocznie wielu z nas przestało to odpowiadać. Nie chcą już więcej wolności ?od?, która kojarzy im się z chaosem, z anonimowością, z odpowiedzialnością. Chcą celu, chcą wodza, który cel im wskaże. Nie chcą prywatności, chcą zrobić coś razem. Cokolwiek. Choćby i wojnę.
Odpowiedź szósta opiera się na tezie o dwóch narodach. To najsmutniejsza odpowiedź, ale być może najbardziej prawdziwa. Jesteśmy państwem obojga narodów. Dwóch plemion, które nie potrafią się komunikować ze sobą, bo mówią innym językiem, które mają inną historię, inne ideały i wartości, innych polityków (i inne rozumienie polityki). Wszystko inne. Dla wielu przeciwników PiS, zwolennicy tej partii są bardziej obcy niż kosmici i odwrotnie: dla wielu zwolenników PiS, wszyscy antypisowcy są super-wrogami. Między plemionami nie ma pomostów, nie ma punktów stycznych. Ani w polityce, ani w historii, ani w życiu rodzinnym czy towarzyskim. Nawet jeśli PiS przegra kiedyś z kretesem, przegrywając Polskę, to jego zwolennicy będą obarczali winą jego przeciwników. Jeśli PiS osiągnie sukces i Polska będzie szczęśliwym krajem, mimo teokratycznego autorytaryzmu, to przeciwnicy PiS nigdy tego nie uznają. Nie wiem, która z tych propozycji odpowiedzi na pytanie o niesłabnącą siłę PiS jest bardziej prawdziwa czy bardziej aktualna. Ale zdaje się, że mamy jeszcze sporo czasu, by się nad tym zastanowić.
Magdalena Środa
Źródło: koduj24.pl

Sprawdź także

Bijemy, bo lubimy

Policja podsumowała działania wobec Marszu NiepodległościZatrzymano łącznie 309 osób, w tym 36 – wobec podejrzenia …