Finansowanie pomostowe
Strona główna / Szczypta soli / Syndrom suwerena

Syndrom suwerena

Wiele osób jest przekonanych, że prezydent Andrzej Duda odpowie za łamanie konstytucji przed Trybunałem Stanu. Oczywiście w przyszłości. Ja też tak do niedawna sądziłem, ale zmieniłem zdecydowanie zdanie po wysłuchaniu wywiadu z prezydentem w dniu 9 kwietnia br. w Sygnałach Dnia w Polskim Radio.

Na wszelki wypadek zapoznałem się z drukowaną wersją tego wywiadu. Okazało się, że dobrze usłyszałem. Pan Prezydent przedstawił się w tym wywiadzie jako reprezentant narodu. Suweren. Powiedział bez ogródek: „Jestem reprezentantem narodu. Suwerenem.”

Od biedy można by ostatecznie przyjąć, że ostatniego suwerena mieliśmy w XVI wieku. Może to był Zygmunt August, może raczej Zygmunt I, zwany Starym, w odróżnieniu od syna, króla młodego. A może Kazimierz Wielki, bo wszyscy następni byli już wybierani, i, jak wiadomo, niewiele mieli do powiedzenia. W Dawnej Rzeczypospolitej nie wykształciła się w ogóle feudalna struktura społeczna, charakterystyczna dla państw zachodnich, w której zwieńczeniem precyzyjnie opisanej hierarchii był władca. Nie mieliśmy więc problemów z ustaleniem, czy wasal mojego wasala jest moim wasalem, czy nie.

Bodinowska teoria suwerena właściwie runęła po Rewolucji Francuskiej i od tego czasu próbowano za suwerena uważać Naród. Jeśli pominąć totalitarne czkawki suwerenności w pierwszej połowie XX w. we Włoszech, Niemczech, czy Hiszpanii (zostawmy też na marginesie Romanowych), to trzeba powiedzieć, że o ile można dyskutować o suwerenności jako zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji bez oglądania się na siły zewnętrzne – tak moim zdaniem podchodzi do tego nasza Konstytucja w preambule – to szalenie trudno jest w ogóle określić dzisiaj Naród jako podmiot. Oczywiście, posługujemy się tym pojęciem i trudno sobie wyobrazić, by przestało ono mieć znaczenie przez kolejne dwa, trzy pokolenia, ale kiedy próbujemy zdefiniować współczesnego suwerena, jako najważniejszego decydenta, co rusz natrafiamy na trudności. Bo czy za Naród mamy uważać tylko żyjące pokolenia? Niektórzy sądzą, że to niemożliwe. Poprzednie pokolenia miały nawet większy wpływ na obecny stan rzeczy, niż obecne. I co oni myślą, czy myśleliby – gdyby żyli? Czy zaliczyć do Narodu tylko dorosłych? A może suwerenem jest po prostu większość sejmowa? A może cały parlament, tak jak w Wielkiej Brytanii? Itd. itd.

Średniowieczny suweren stał ponad prawem, bo sam tworzył prawo. Pamiętamy, że w Sejmie poprzedniej kadencji entuzjastycznie przyjęto oświadczenie Marszałka-Seniora, że czasami prawo musi ustąpić woli Narodu, czym trwale zapisał się w dyskusji o istocie suwerenności. Na Uniwersytecie Śląskim z kolei prawnicy twierdzą, że współczesnym suwerenem jest prawo.

Końca tego sporu nie było widać widać, aż tu prezydent Andrzej Duda 9 kwietnia z samego rana ogłasza wszem i wobec, że suwerenem to jest on. Może tak go uczyli na UJ? Raczej jednak wątpię, bo nic o tym nie słyszałem, a byłoby o tym głośno, na wszelki wypadek popytam, ale myślę że go tam tak jednak nie uczyli. A jeśli nie uczyli, a wie o tym skądinąd, to może się okazać, że źródłem tej wiedzy jest… on sam.

A może odkrył tego suwerena w sobie dopiero niedawno? Dotychczas się z tym przecież nie zdradzał? Odkryć w sobie suwerena, to tak jakby odkryć w sobie dziś Napoleona. Gdyby więc do Trybunału Stanu nad tym naszym odkrytym nagle suwerenem kiedyś by doszło, to pierwszym zadaniem przewodniczącego, a jak wiadomo jest nim właśnie wybierany I Prezes SN, było zasięgnięcie opinii biegłych lekarzy wiadomej specjalności. A gdyby oni orzekli, że jest to słynny zespół napoleoński, znany im z placówek, w których pracują, to do skazania dojść by nie mogło.

Był we Francji nawet taki przypadek, że świeżo wybrany prezydent, bezpośrednio niemal po wyborze wsiadł do pociągu, po pewnym czasie zaciągnął hamulec, wysiadł i ruszył w pole. I tyle go Republika Francuska widziała. I ostatecznie nie wiemy, czy też czuł się suwerenem.

Jerzy Adam Stępień

Komentarz opublikowany został na profilu Jerzego Stępnia na Facebooku

Tytuł pochodzi od Redakcji Poprawnego

Sprawdź także

Co może „szeryf” w SN

Pełniącemu obowiązki Pierwszego Prezesa SN nie wolno podejmować innych działań władczych niż te związane ze …