Finansowanie pomostowe
Strona główna / Relacje z sądów - aktualności / Kontrmiesięcznica bez kary

Kontrmiesięcznica bez kary

– Nie ma powodu do wszczęcia postępowania przeciw uczestnikom kontrmiesięcznicy smoleńskiej, którzy krzyczeli „kłamca” podczas przemówienia prezesa PiS – uznał Sąd Okręgowy w Warszawie 7 czerwca 2018 roku. Podtrzymał postanowienie sądu pierwszej instancji i odrzucił zażalenie policji. Według funkcjonariuszy okrzyki zakłócały miesięcznicę smoleńską

10 lipca 2017 roku. Postanowienie sądu jest prawomocne. Kontrmanifestacja 10 lipca 2017 roku była legalna. Protestujący – Euzebiusz Łach i Ewa Błaszczyk (oboje z Obywateli RP) oraz Kajetan Wróblewski (Obywatele Solidarnie w Akcji) zgłosili ją w trybie uproszczonym i przyszli na wybrane przez siebie miejsce – przed galerię Kordegarda naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego.
Ponieważ nie zostali tam wpuszczeni przez policję, przenieśli się na skwer przy Hotelu Bristol, przy ul. Karowej. Gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński wszedł na podest i zaczął przemawiać, protestujący zaczęli skandować m.in. „Kłamca”, „Wolność, równość, demokracja”. Z miejsca, w którym stali, nie było widać tego, w którym przemawiał Jarosław Kaczyński (widok zasłaniały transparenty).
Krzyczący zostali zatrzymani przez policję i obwinieni o przeszkadzanie w legalnym zgromadzeniu, za co grozi grzywna lub kara ograniczenia wolności.
„Nie przeszkadzali uczestnikom miesięcznicy
20 marca sędzia Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście Łukasz Biliński sprawę umorzył. Powołał się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału w Strasburgu i argumentował, że okrzyki krytyczne i niemiłe dla adresatów są wyrazem poglądów które można wyrażać „na tle i przy okazji zgromadzenia, tzw. miesięcznicy”. 6 czerwca sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Grzegorz Miśkiewicz podtrzymał to postanowienie. Uznał, że okrzyki nie przeszkadzały uczestnikom miesięcznicy, a ponadto byli oni zbyt daleko, aby w ogóle mogli je usłyszeć. Obie grupy oddzielały też znaczne siły policji. W marcu sędzia Łukasz Biliński uniewinnił dwie inne osoby – Arkadiusza Szczurka i Macieja Bajkowskiego – od zarzutu popełnienia tego samego wykroczenia, także podczas miesięcznicy 10 lipca 2017 r.
„W demokratycznym państwie musi być miejsce dla kontrmanifestacji (…) Swoboda brania w nich udziału nie może być ograniczana, nawet jeśli są na nich prowokacyjne i nieprzyjemne hasła” – uzasadnił decyzję. Wyjaśnił, że uczestnicy protestu chcieli zamanifestować niezadowolenie ze słów prezesa PiS, ale „nie byli wulgarni, nie nawoływali do przemocy, nie zakłócili modlitw”.
Zdaniem policji, popełnili w ten sposób wykroczenie opisane z artykule 51 paragraf 1 kodeksu wykroczeń. Mówi on, że: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.
„Będziesz siedział”
Kontrmanifestacja odbyła się na skwerze przy pomniku Bolesława Prusa, obok hotelu Bristol, bo teren przy Pałacu Prezydenckim, gdzie m.in. Obywatele RP organizowali wcześniejsze kontrmanifestacje, policja odgrodziła barierkami. Wstęp na zorganizowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego obchody siódmej rocznicy katastrofy smoleńskiej, miały tylko te osoby, które miały przepustki. Obaj mężczyźni przyznali się, że podczas kontrmanifestacji, gdy zaczął przemawiać Jarosław Kaczyński, na zmianę krzyczeli przez megafon „kłamca!”, „kłamca!” i „będziesz siedział!”. Nie przyznali się jednak do złamania przepisów. Przekonywali, że mieli prawo wyrazić swoje zdanie o prezesie PiS, „który na katastrofie smoleńskiej i związanych z nią teoriach spiskowych zbija polityczny kapitał”. Jak argumentowali, używali nagłośnienia, „aby prawda do niego dotarła”.
„To nie było zakłócanie porządku publicznego”
Sędzia Łukasz Biliński uniewinnił Arkadiusza Szczurka i Macieja Bajkowskiego od zarzutu popełnienia wykroczenia. Mężczyźni brali udział w legalnym (zarejestrowanym w ratuszu) i pokojowym zgromadzeniu, zorganizowanym „w celu wyrażenia stanowisk, poglądów odmiennych od tych na państwowej uroczystości” – argumentował przewodniczący składu sędziowskiego. – Okrzykami wyrażali swoje opinie. Używali nagłośnienia, które jest elementem większości zgromadzeń. To nie było zakłócanie porządku publicznego – wyjaśnił sędzia. Sędzia podkreślił także, że zachowanie mężczyzn, nie było zakłóceniem innego legalnego zgromadzenia, czyli rocznicy katastrofy smoleńskiej. Powołał się przy tym na art. 54 Konstytucji i art. 10 i 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które gwarantują wolność słowa, prawo do wyrażania swoich opinii oraz poglądów i wolność zgromadzeń. – W demokratycznym państwie musi być też miejsce dla kontrmanifestacji. By obywatele mogli się krytycznie odnieść do innych, manifestowanych publicznie poglądów – zaznaczył sędzia Biliński. „Musi być przestrzeń do dyskusji, spierania się” – Prawo do zgromadzeń zakłada również prawo do organizacji kontrmanifestacji. Nie jest naganne, że obok siebie są dwa odmienne zgromadzenia. A swoboda brania w nich udziału nie może być ograniczana, nawet jeśli są na nich prowokacyjne i nieprzyjemne hasła.
Źródło:polsatnews.pl

Sprawdź także

Sędziowie pozwali S. Piotrowicza

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf i sędzia Krzysztof Rączka złożyli pozew przeciwko posłowi Prawa …