Najnowsze informacje

Na garnuszku rodziców

Przyszli sędziowie na dzień dobry dostają mniej niż pensja minimalna i zakaz innej pracy. Nie mają urlopów rodzicielskich, o L4 też mogą zapomnieć. Kredyt na mieszkanie? Nikt im go nie udzieli. Dzisiaj, aby być sędzią, trzeba mieć albo żonę, męża, rodzica, którzy płacą ci za życie, albo pracować na czarno. – Na 30 metrach mieszkają trzy aplikantki – opisuje przyszła sędzia Wiktoria.

Egzamin do szkoły kształcącej przyszłych sędziów i prokuratorów w zeszłym roku zdało jedynie 18 proc. osób, które przystąpiły do rekrutacji. Mało kto za pierwszym podejściem. Najwytrwalsi podchodzą nawet siedem czy osiem razy. 

Co dostają w zamian? Prestiż i pieniądze? Może 10 lat temu. Dzisiaj KSSiP, czyli Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury to miejsce, którego nie sposób skończyć samodzielnie – trzeba mieć albo wsparcie rodziców, albo partnerów czy partnerek. Albo co najmniej mieszkanie w Krakowie.

Dzisiaj sędziami mają szansę zostać głównie osoby, które przez trzy lata po studiach mogą sobie pozwolić na to, żeby utrzymywać się za kwotę niższą niż minimalne wynagrodzenie. 

– Ile młodych zdolnych osób rezygnuje ze służby publicznej, bo ich na to nie stać? – pyta Michał Matusiak, aplikant sędziowski.

Kolejny krok w prawniczej karierze

O tym, że sytuacja młodych prawników i prawniczek wcale nie jest łatwa pisaliśmy już w Wyborcza.biz nie raz. W ramach obowiązkowych praktyk studenckich mogą pracować poniżej minimalnej, albo nawet za darmo. Rekompensatą jest wpis w CV, który ma im utorować drzwi do dalszej kariery.  

Przedruk z wyborcza.pl tam też cały artykuł red. Kasi Bieleckiej

Sprawdź także

Zapomniana wojna w Sudanie

Sudan to w tym momencie piekło na Ziemi. Zbrodnicza armia dopuszcza się gwałtów i masakr …