Finansowanie pomostowe

Namioty przed Ziobrą

Miasteczko namiotowe na trawniku przed ministerstwem sprawiedliwości – to kolejny etap protestu pracowników sądów i prokuratur, którzy domagają się podwyżek i poprawy warunków pracy.
Jak twierdzą przedstawicielki związków zawodowych, które organizują tę akcję – namioty w centrum Warszawy będą stały dopóki rząd nie spełni ich żądań. – 650 złotych podwyżki w tym roku, 500 w następnym. Taki jest nasz główny postulat – mówi Iwona Nałęcz-Idzikowska ze Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP i dodaje, że w tej branży żadnych podwyżek nie było od ośmiu lat.

Po za tym protestujący zwracają uwagę na problemy, z którymi borykają się na co dzień: mobbingiem czy złymi warunkami pracy – począwszy od braków w wyposażeniu biurowym a zakończywszy na trzydziestu niekompatybilnych ze sobą systemach informatycznych. – Dlatego protestujemy. W związku z tym, że nie mamy prawa do strajku, to osoby, które są w miasteczku, przebywają na urlopach wypoczynkowych – tłumaczy Edyta Odyjas z „Solidarności” Pracowników Sądownictwa. Protestujący rozstawili pięć namiotów, w których będzie przebywać kilkunastu pracowników wymiarów sprawiedliwości.
Protestujący pracownicy sądów i prokuratur czekają na spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim, któremu w marcu przekazali swoje postulaty, a ten do tej pory na nie nie odpowiedział.
Patryk Jaki odpowiada
Wiceszef resortu sprawiedliwości Patryk Jaki został zapytany we wtorek podczas konferencji prasowej komisji weryfikacyjnej, czy będzie reakcja ze strony resortu oraz czy są przewidziane podwyżki wynagrodzeń dla pracowników sądów i prokuratur. – Chcę przypomnieć, że za czasów rządów Platformy ta grupa przez parę dobrych lat dostała zero. Zero miała podwyżek. Za naszych rządów średnio ta grupa otrzymała 700 zł podwyżki – odpowiedział Jaki.Uważam, że powinni zarabiać więcej, ale daliśmy znacznie więcej niż poprzednicy – coś zawsze trzeba do czegoś porównać – podkreślił wiceszef resortu sprawiedliwości. – Znaleźliśmy środki na znaczące podwyżki, ale zgadzam się, że ci ludzie pracują ciężko i że powinni zarabiać znacznie więcej. W tej chwili możliwości budżetowe są takie, pracujemy ciężko na to, żeby w przyszłości móc jeszcze zwiększyć te podwyżki – dodał.
To nie pierwszy protest
Pracownicy sądów i prokuratur protestowali już pod koniec ubiegłego roku. W grudniu, walcząc o tysiąc złotych podwyżki, poszli na L4 – sądy miały przez to duże problemy. Nie miał kto protokołować rozpraw, wyznaczać wokand czy obsługiwać sądowej korespondencji. Protest pokazał, że w sądach bez tych pracowników dochodzi do paraliżu. „Dziury” próbowano co prawda łatać, zatrudniając na chwilę osoby „z ulicy” tyle, że to się nie sprawdziło.
Ministerstwo Sprawiedliwości, w wyniku rozmów ze związkami, zadeklarowało podwyżki – ok. 200 zł na etat. Dało też pieniądze na nagrody na koniec 2018 roku. – To nieco wyciszyło nastroje i emocje. Co z tego, skoro problem pozostał, a ludzie są jeszcze bardziej zdesperowani, że tak ich potraktowano – mówili w lutym związkowcy.

Sprawdź także

Czy PiSsędzia jest sędzią?

Sąd Apelacyjny w Krakowie dziś zadał pytanie prejudycjalne do TSUE o to czy nowi sędziowie …