Finansowanie pomostowe
Strona główna / Moja kancelaria / Nikczemny urok zła

Nikczemny urok zła

Prof. Ewa Łętowska o aferze w Ministerstwie Sprawiedliwości

Kto komu ukradł zegarek… dokładnie nie wiadomo, natomiast wiadomo, że i złodziej i okradziony jest zamieszany w sprawę kradzieży zegarka. Taki komunikat jest owszem, prawdziwy, tylko po lekturze wiadomo dokładnie tyle, co przed nią. A przy kradzieży chcemy wiedzieć, kto ukradł, a kogo okradziono i czy pierwszy został ukarany, a drugiemu oddano to, czego go pozbawiono.
Komentarze do rodzimego Watergate, jakim było odkrycie farmy trolli internetowych działających pod bokiem Ministra Sprawiedliwości, zaczynają niepokojąco przypominać komunikat radia Erewań o kradzieży zegarka – pisze w komentarzu dla Onetu prof. Ewa Łętowska, była sędzia TK i pierwsza rzecznik praw obywatelskich.

W Ministerstwie Sprawiedliwości istniał ośrodek, który nadzorował i koordynował działania prześladowcze wobec sędziów, którzy sprzeciwiali się reformie sądownictwa - to najważniejszy wniosek, jaki płynie z dotychczasowych ustaleń Onetu i innych mediów

„Sprawa Piebiaka dowodzi, że na koniec reforma wymiaru sprawiedliwości sprowadza się do karczemnej awantury, po której pozostaną zgliszcza” „ Wielu walczących z władzą sędziów mocno wyszło ze swej roli. Można mieć ogromne wątpliwości co do ich rzetelności. Ale takie same wątpliwości można mieć wobec sędziów wspierających władzę.”

(Łukasz Warzecha: Polska bardzo potrzebowała reformy wymiaru sprawiedliwości, ale nie takiej, że Łączewskich zastąpią Piebiakowie – Onet 26.8.2019.)

„- Źle się stało, że minister Łukasz Piebiak dał się zaplątać w taką działalność. To są porachunki w środowisku sędziowskim między tymi, którzy poparli dobrą zmianę a drugą stroną ze stowarzyszenia Iustitia, która zwalczała reformy w sposób bezpardonowy. Pokazuje to degrengoladę środowiska sędziowskiego”

(Jacek Sasin: Minister Łukasz Piebiak dał się zaplątać w porachunki sędziowskie – WP Wiadomości, 21.8.2019)

Czyli wart Pac pałaca. Skoro sędziowie to w ogóle grupa podejrzanej konduity, o czym ma świadczyć fakt, że trollami byli sędziowie, podobnie jak zdymisjonowany wiceminister, to hejtowani sędziowie sami sobie winni.

Uogólnijmy wynalazek: zanim policja przystąpi do spisywania zawiadomienia lub prokuratura podejmie ściganie jakiegokolwiek przestępstwa, poszkodowany ma przynieść zaświadczenie o niekaralności, tudzież przedstawić świadków swego nieposzlakowanego prowadzenia się. Tylko wtedy poszkodowany doczeka się ochronnego działania prawa. Bo – wedle cytowanego dziennikarza – poszkodowany na ochronę prawa musi sobie zasłużyć. Wart Pac pałaca.

„Jaki to ma wpływ na życie Polaków ze 3 idiotów coś wysyłało jakiejś pani komunikatorem? Nie przykryjecie tego, że Polakom przez te 4 lata żyje się lepiej”. (Tak rzecze wiceminister MSWiA, p. Szefernaker).

„Ci idioci” (określenie wiceszefa MSWiA) przypadkiem byli wysokimi funkcjonariuszami w ministerstwie sprawiedliwości, a są nadal w składzie KRS i w Izbie Dyscyplinarnej SN. Nie wiadomo, w jakich godzinach działali jako “idioci” (określenie wiceszefa MSWiA), a kiedy jako sędziowie czy wykonawcy kompetencji KRS. Posługiwali się informacjami, do których mieli służbowy dostęp i których upowszechniać nie powinni. Więc owszem, obywateli sprawa musi obchodzić. Jeżeli wiceminister w MSWiA uważa, że sprawy bezpieczeństwa danych wrażliwych będących w dyspozycji MS (to one wyciekły poprzez zorganizowaną farmę trolli) – nic ludzi nie obchodzą, to chyba sam w to nie wierzy.

Ludzie nie muszą o czymś wiedzieć, aby to ich dotyczyło i obchodziło. Ministerstwo Sprawiedliwości – jak widać – nie gwarantuje wymaganego poziomu ochrony danych i poszanowania prywatności, co jest jego obowiązkiem, którego istnienie nie zależy od tego, czy obywatele znają się na ochronie danych i komputerach. Albo wybrano złych funkcjonariuszy, albo (może także) ich nie dopilnowano.
„W jednym redaktor Warzecha ma sto procent racji”

Uściślijmy. Co innego hejter, co innego hejtowany. Hejter korzystający z informacji, jakie uzyskał w związku z pracą w MS, popełnia przestępstwo. Nie jest prawdą (tak w TVN mówił p. Jacek Sasin) jakoby hejt był w Polsce niekarany. Może spowodować odpowiedzialność z wielu różnych przepisów i w różnych konfiguracjach. Można tu dopatrywać się stalkingu (art. 190 a § 1 kk), pomówienia za pomocą środków masowego komunikowania (art. 212 § 2 kk), znieważenia funkcjonariusza publicznego (art. 226 § 1 kk i w odniesieniu do Pierwszej Prezes SN – art. 226 § 3 kk), przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych (art. 231 k.k.), ujawnienia informacji z postępowań karnych i dyscyplinarnych (art. 266 § 2 kk), bezprawnego przetwarzania danych osobowych (art. 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych).

Jeżeli hejtowany jest złym sędzią, ma dużo uchyleń, spóźnia się z uzasadnieniami, wyjeżdża na wykłady i konferencje bez zgody przełożonych, źle rozlicza delegacje albo zwolnienia lekarskie – można go ocenić i ukarać. We właściwym trybie. Ale nie poddawać hejtowi „bez żadnego trybu” i odmawiać mu ochrony prawnej przed tym hejtem, „bo sobie na to zasłużył”.

I nie dajmy sobie wmówić, że przypadkowa fotografia w knajpie przy barze, w sąsiedztwie aferzysty, paradowanie w czasie wolnym w szortach i koszulce z nadrukiem, który nie podoba się zwierzchności, napisanie krytycznego artykułu do gazety o reformach prawa jest tym samym, co poszukiwanie kompromatów na ludzi niemiłych władzy przez hejterów działających w sposób zinstytucjonalizowany. To nie jest to samo ani sytuacyjnie, ani jakościowo.

W jednym red. Warzecha ma sto procent racji: reforma sądów nie miała polegać na tym, że Łączewskich zastąpili Piebiakowie. No bo proszę zobaczyć co się stało, gdy to jednak zrobiono.

Prof. Ewa Łętowska.
Źródło:onet.pl

Sprawdź także

Sędziowski ostracyzm

To absolutnie oburzające. To się kłóci z kwintesencją wykonywania zawodu sędziowskiego. Zarzuty, które na nim …