Strona główna / Szczypta soli / Śmiać się czy płakać?

Śmiać się czy płakać?

Obchody święta 11 listopada – śmiać się czy płakać…

PiS sprowadził ajważniejszy dla Polaków dzień -11 listopada Odzyskanie Niepodległości – do poziomu kiepskiej sztuki z elementami surrealizmu.

Zamiast cieszyć się z obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości Polski, delektować kolejnym dniem wolnym, który dostaliśmy w prezencie, to siedzimy wszyscy jak na szpilkach i z zapartym tchem oglądamy żenujący spektakl. Jaki tego efekt? Ano gdzieś w dal poszedł sobie podniosły nastrój, refleksja, nawet duma, że przed nami takie święto. Pozostał niesmak, lekki szok, zdziwienie, że komuś udało sprowadzić się ten najważniejszy dla nas Polaków dzień do poziomu kiepskiej sztuki z elementami surrealizmu.

Od ponad dwóch tygodni nasze życie zdominował marsz w stolicy. Warszawę zaklepali sobie, dzięki pisowskiemu prawu do cykliczności imprez, narodowcy. Rząd najpierw chciał się do Marszu Niepodległości podłączyć, narzucając organizatorom swoje warunki. Prezydent, z radosnym uśmiechem na twarzy, zachęcał wszystkich do udziału w imprezie narodowców, roztaczał wizję zgody narodowej. Coś jednak w rozmowach poszło nie tak i nagle okazało się, że pan prezydent ma inne zobowiązania, premier również, więc marsz sobie przejdzie ulicami miasta, ale już bez oficjeli partii rządzącej.

Ponieważ od trzech już lat teorie spiskowe rządzą Polakami, walcząc o zaszczytne miano absurdu, postanowiłam przyłączyć się do tego trendu i przedstawić swoje zdanie. Tak więc… cały ten bajzel został szczegółowo zaplanowany przez PiS. Warszawa miała być oddana w ręce narodowców, politycy partii rządzącej wraz z rządem i prezydentem mieli uciec ze stolicy, by radośnie oddać się obchodom Święta w terenie i na licznych mszach modlić się, by w Warszawie burda goniła burdę. Stolica miała zapłonąć od rac, hasła rodem z faszyzmu miały przesłonić piękno obchodów, faszyści europejscy, goszczący na Marszu Niepodległości, mieli dorwać się do głosu z tą swoją ideologią „miłości” i zalać nas mieli banderowcy, którzy nie wiadomo po jakie licho pakują się w nasz 11 listopada.

Ależ na rękę prezesowi i spółce był ten strajk policjantów i pandemia jakaś, która rozłożyła mundurowych na cztery łopatki. Ależ miało być cudnie. Warszawa w ruinie, brak zabezpieczenia przed hordą narodową, totalna demolka, może nawet krew na ulicach i… czyja to wina? Oczywiście Hanny Gronkiewicz-Waltz, całego PO, Rafała Trzaskowskiego, Donalda Tuska, bo on winien nawet niestrawności prezesa. Ależ piękny pretekst, by zniszczyć partyjnych „wrogów”, pokazać ich „teoretyczność”, wykosić i dać sobie szansę na całkowitą wygraną w wyborach parlamentarnych.

Ech, rozmarzyło się towarzystwo, wszystko dograne na ostatni guzik, dokładnie ustalone, zaklepane, a tu… bach… i prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła, że władze miasta na ten marsz nie dają swojej zgody. Cały misterny plan legł w gruzach. Naród znowu podzielił się na tych, którzy z zadowoleniem przyjęli decyzję pani prezydent i tych, niesamowicie na nią wkurzonych. Politycy PiS udają, że są oburzeni, jednocześnie informując, że sami chcieli ten marsz odwołać, a co robi Duda i Morawiecki? Muszą biegiem znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, bo teraz to na nich pójdzie nagonka, że zlekceważyli tak ważny dla Polaków dzień. Robią więc panowie dobrą minę do złej gry i w ciągu kilku godzin udowadniają, że niemożliwe staje się bardzo możliwe, proponując Polakom swój własny marsz dla „Biało – Czerwonej”. W równie błyskawicznym tempie Brudziński dogaduje się z policją, licząc, że ok. 35 tysięcy policjantów natychmiast zrezygnuje ze zwolnień lekarskich i zapewni bezpieczeństwo pisowskiego marszu. Mało tego, tak na wszelki wypadek pojawi się na ulicach wojsko i Żandarmeria Wojskowa.

Można powiedzieć, że „kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada”, prawda? Miała być pełna kompromitacja włodarzy Warszawy, a jest totalny bałagan i chaos autorstwa rządzącej partii.

Muszę przyznać, że sama jestem zachwycona swoją fantazją. PiS może mnie spokojnie zatrudnić do tworzenia i głoszenia teorii spiskowych, które mają dać im władzę na wieki wieków. Jednak fantazja fantazją, a co nam się szykuje 11 listopada w Warszawie?

Sąd uchylił decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz. Trzeba się liczyć z tym, że i odwołanie pani prezydent również zostanie odrzucone. To jednak niczego już nie zmienia. Prezydent z premierem nie mają wyjścia i muszą zorganizować swój marsz. Ma on ruszyć o godzinie 15 z ronda Dmowskiego. Obaj panowie ogłosili też, że zgodnie z prawem ich marsz jest priorytetem i nikt inny nie może pomaszerować jego trasą w swoim pochodzie. Tego nie przyjmują do wiadomości narodowcy, którzy po mszy za ojczyznę i różańcu o godzinie 11 przed Sejmem przemieszczą się na rondo Dmowskiego, by o godzinie 14 ruszyć i czcić 100-lecie odzyskania  niepodległości.

Kto pójdzie z PiS-em, a kto z narodowcami? Czy posłanka Pawłowicz wzmocni swoją osobowością Marsz Niepodległości, czy też pokornie stanie w tym dla „Biało – Czerwonej”? A może oba marsze się wymieszają i nagle prezydent będzie szedł pod transparentem z hasłem „Polska dla Polaków” czy też „Biała Europa”, a premier otoczony faszystowskimi gośćmi z Europy będzie machał rączką do tłumów? A może kto pierwszy ten lepszy, więc najpierw ruszą narodowcy, a dopiero za nimi, odgrodzeni wojskiem, celebryci?

Słowo daję, nie wiem, czy śmiać się, czy płakać…

Tamara Olszewska

Sprawdź także

Niezależność i służalczość

W środowisku sędziowskim raczej nie było konfliktu między togą a liberią, bo sędziowie zachowali się …