Finansowanie pomostowe
Strona główna / Moja kancelaria / Szambo wybiło!

Szambo wybiło!

Profesor a zarazem radca prawny Marcin Matczak, pisze: Poczułem się ostatnio jak bohater komiksu posiadający supermoce, zakrzywiłem bowiem czas i przestrzeń.
Prof. UW Jan Majchrowski z Izby Dyscyplinarnej uznał był właśnie, że rada jego wydziału dopuściła się 'niedopuszczalnej ingerencji w jego niezawisłość sędziowską' – informuje na amach Gazety Wyborczej, prof. M.Matczak
Wraz z zainspirowanymi przeze mnie kolegami i koleżankami z Rady Wydziału Prawa i Administracji UW wywarłem nacisk na kogoś działającego w przyszłości, a nawet nie wiedziałem, że ten nacisk wywieram. Co więcej, był to nacisk tak potężny, że naciśnięty poprosił państwo polskie o ochronę.

„Sędzia” Jan Majchrowski

Na stronie Sądu Najwyższego Jan Majchrowski, zasiadający w niby-sądzie, czyli Izbie Dyscyplinarnej, oświadczył: „doszło do bezprecedensowej próby wywarcia nacisku na sędziego tego Sądu i zarazem przewodniczącego składu orzekającego w mojej osobie”. Po czym jego osoba wyjaśniła, co następuje:

zupełnie niedawno jego osoba została wyznaczona do rozstrzygnięcia sprawy odwoławczej dotyczącej uchylenia immunitetu sędzi Beaty Morawiec,
w związku z tym dopiero teraz do świadomości jego osoby dotarła uchwała naszej Rady Wydziału podjęta „z wniosku grupy osób na czele z r.pr., prof. Marcinem Matczakiem”, która już w październiku 2020 r. potępiła uchylenie immunitetu pani sędzi,
jego osoba uznała więc retroaktywnie, że ta historyczna uchwała wywarła nacisk na obecną niezawisłość jego osoby,
nacisk ten był tak obezwładniający, że jego osoba natychmiast zawiadomiła o tej uchwale neo-KRS oraz ministra Czarnka, który jako odpowiedzialny za szkolnictwo wyższe może zrobić z nami porządek.

Nasza uchwała z opóźnionym zapłonem zadziałała na Jana Majchrowskiego dopiero teraz, mimo że jako członek naszej Rady Wydziału otrzymał jej treść w październiku pocztą elektroniczną. Poza tym była po podjęciu powszechnie publikowana w internecie.

Właściwie nie powinienem tego komentować, bo to przedziwne zdarzenie komentuje się samo. Ponieważ jednak Jan Majchrowski w swoim piśmie wskazuje mnie jako winnego całej sytuacji, skomentuję:

Izba Dyscyplinarna jest niby-sądem, bo zgodnie ze stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz uchwałami polskiego Sądu Najwyższego nie spełnia wymogów niezależności, w szczególności od polityków. Wobec twierdzenia, że wywarłem nacisk na czyjąś niezawisłość czy niezależność, mogę tylko powiedzieć, że nawet gdybym bardzo chciał, trudno byłoby mi wywrzeć nacisk na coś, co nie istnieje.
Janowi Majchrowskiemu, szukającemu ratunku u politycznie nominowanej neo-KRS, nie przeszkadza organizowana w Polsce przez ostatnie sześć lat nagonka na sędziów, nie przeszkadzają mu groźby polityków wobec nich czy zawieszanie ich w obowiązkach. Nigdy nie wystąpił do neo-KRS w ich obronie – wystąpił za to w swojej własnej, konstruując nieznaną konstrukcję próby ślepego nacisku pro futuro. Może dlatego pisze, że próba ta była „bezprecedensowa”. Proponuję, żeby zadzwonił do sędziego Żurka, Juszczyszyna i Tulei, oni wiedzą więcej o precedensach prawdziwego nacisku.
Wolność słowa, wciąż u nas obowiązująca, pozwala nauczycielom akademickim mówić publicznie to, co uważają za słuszne. I będziemy to mówić, nawet jeśli ktoś uważa, że nie powinniśmy. To ja traktuję pismo Jana Majchrowskiego jako nacisk na moją wolność wypowiedzi, ponieważ w tym piśmie osobiście kieruje wobec mnie oskarżenia, choć sam uznał za nacisk pismo niekierowane do niego osobiście. Różnica między nami polega na tym, że ja nie mam żadnego opiekuna u władzy, do którego mogę się zwrócić o ochronę przed naciskami Majchrowskiego, ponieważ Zbigniew Ziobro nie powołał jeszcze Rady Wolności Słowa (żart).

Nie po raz pierwszy Jan Majchrowski publicznie mnie atakuje. Zamiast jednak oskarżać go o bezprawne działania, wolę opowiedzieć państwu pewną prywatną historię i za tę prywatę z góry przepraszam. Obrazuje ona jednak coś ważnego publicznie.
Profesor UW nie wpuszczał na zajęcia studentów z symbolem Strajku Kobiet. Groził konsekwencjami

Poznałem Jana Majchrowskiego w roku 2008, kiedy zaczynałem pracować na Uniwersytecie Warszawskim. Uczestniczyłem wtedy w kolacji z okazji otwarcia zjazdu katedr filozofii prawa. Wszedłem na salę, kiedy większość miejsc była zajęta, ale obok niego było wolne. Usiadłem więc i zaczęliśmy rozmowę. Ponieważ obaj byliśmy wtedy doktorami i wydawało mi się, że jesteśmy w podobnym wieku, po jakiejś chwili zapytałem, czy możemy mówić sobie po imieniu.

„A ile pan ma lat?”. Speszony, wycofałem się, rozumiejąc, że walnąłem gafę. Później ja zrobiłem szybciej niż on habilitację i mówiliśmy do siebie przez kilka lat bezosobowo. Kiedy on zrobił habilitację, podszedł do mnie i powiedział, że teraz możemy już sobie mówić po imieniu, bo jesteśmy na tym samym poziomie hierarchicznym. Wyjaśnił także, że przez czas, kiedy on był doktorem, a ja habilitowanym, obawiał się zaproponować przejście na ty, ponieważ ja byłem wyżej od niego w uniwersyteckiej hierarchii.

Dzielę się z państwem tą historią, ponieważ mówi ona coś o ludziach, którzy trafiają na najwyższe stanowiska sędziowskie za czasów PiS. Nie wiem dokładnie, co to jest, ale jest to coś dziwnego, sztucznego i bardzo wrażliwego na status. Coś, czego ja się u ludzi władzy obawiam.

A do ciebie, Janku, z którym dawało się normalnie pogadać, zanim zacząłeś pełnić funkcje zaofiarowane ci przez tę władzę, mam dwie uwagi. Pierwsza: skandal, który sztucznie próbujesz wywołać, jest tak absurdalny, ponieważ nie rozumiesz, jak działa sędziowska niezawisłość. Skarżyć się do KRS możesz, jeśli ktoś będzie na ciebie naciskał po wyznaczeniu do składu. Jeśli natomiast fakty mogące wpływać na twoją niezawisłość istnieją już w momencie twojego wyznaczenia (a tak twierdzisz), powinieneś się wyłączyć od orzekania, a nie biegać na skargę. Prawdziwy sędzia tak by zrobił.

Uwaga druga: jeśli jednak nie chcesz się wyłączyć, to pamiętaj, że są w Polsce sędziowie, którzy nie ugięli się nawet wobec kierowanych do nich bezpośrednio gróźb. Proponuję zatem, abyś zebrał się w sobie, nie obawiał się ogólnej odezwy Rady Wydziału i nie wnioskował o ochronę. Pokaż Polakom w decyzji, którą wydasz w sprawie sędzi Morawiec, na co cię stać. Ta decyzja będzie najlepszą miarą twoich cnót.

Marcin Matczak – ur. w 1976 r., specjalista od teorii i filozofii prawa, profesor UW

Sprawdź także

Proces Jezusa Chrystusa

Na życzenie czytelników portalu „Poprawny” przypominamy rozmowę naszego portalu ze zmarłym przed ośmioma laty adwokatem …