Najnowsze informacje
Finansowanie pomostowe
Strona główna / Moja kancelaria / Sztuka postawienia się

Sztuka postawienia się

Z prof. Ewą Łętowską, na łamach kwartalinka „Iustitia” o prawie i praworządności, o „odwadze” sędziów, o menadrach trzeciej władzy rozmawiają Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński– Krystian Markiewicz: Jak Pani Profesor postrzega prawo?
-Prof. Ewa Łętowska: Interesuje mnie ?błędologia?, czyli rozdźwięk w prawie pomiędzy tym jak jest i tym, jak być powinno. Szczególnie zwracam uwagę na błędy, dysfunkcjonalności, kontrproduktywność: tekstów prawa, jego mechanizmów i praktyki. Także sądowej. I o tym chętnie mówię i piszę. Z tym, że kwituje się to potem kuluarowo ?Pani Łętowska nie lubi sędziów?. Mnie interesują błędy, jako problem badawczy. Jeżeli coś działa dobrze, to nie jest to wyzwanie, bo jak jest dobrze, to po co pisać? Jest przecież cudownie. A sędziów kocham. En masse. Tylko czasem mi się wyniki ich działania nie podobają. A oni też przecież tworzą prawo, a już co najmniej dyskurs prawniczy, decydujący o tym, co nie-prawnicy uważają za prawo.
– Bartłomiej Przymusiński: Czyli można powiedzieć, że to jak w mediach ? ?The Bad News is Good News??
– E.Ł.: Tak. Błędy są interesujące od strony badawczej. Problemem, na który powinna przede wszystkim zwrócić uwagę i ?Iustitia?, i Krajowa Rada Sądownictwa, jest budzenie w sędziach poczucia przekonania, że to co robią, jest ważne. To przecież tworzenie rzeczywistości prawnej, tej funkcjonującej społecznie i że ta ważność, wynikająca zresztą z Konstytucji, powinna znajdować przełożenie na społeczną ocenę sądownictwa. Mam wrażenie, że mało kto się teraz nad tym zastanawia. Prof. Czapiński w swoich diagnozach społeczeństwa sygnalizuje, że spada zaufanie do państwa i prawa, a przecież ? niestety ? ma w tym spory udział także Trzecia Władza. To ma dwojakie konsekwencje: po pierwsze, sądy pracują na taką sytuację, ale jednocześnie one same z tego powodu cierpią. Sąd działający w społecznej dezaprobacie czy przy braku szacunku lub przynajmniej zrozumienia dla tego, co robi, jest na straconej pozycji. Sądy po zmianie ustrojowej dochrapały się podwyższenia pozycji jako trzecia z władz. Konstytucyjnie działają bardziej przy ?otwartej kurtynie?, ale jednocześnie zostały skonfrontowane ze znacznie ostrzejszymi wymogami, dotyczącymi np. wiedzy fachowej, bo system prawa jest trudniejszy i inaczej funkcjonuje w warunkach istnienia prawa unijnego, praw człowieka. Jest konfrontowany z bardziej wygórowanymi oczekiwaniami. I tu już sądy zbierają cięgi trochę nie za swoje grzechy. Jeżeli mamy do czynienia z fatalnym ustawodawstwem (a tak właśnie jest), to tego przecież nie naprawi żaden sąd ? do pewnego momentu mógłby, ale od pewnego momentu nie ma takiej możliwości. W czasach mojej młodości znane było powiedzenie w gremiach legislatorów ?nie przejmujmy się szczególnie, dobry sąd da sobie radę?. Od wielu lat już tego zawołania nie słyszę i zastanawiam się dlaczego? Czy dlatego, że już nie ma wiary w to, że naprawi to sąd, czy też w ogóle od trzeciej władzy nie można tego nawet oczekiwać, z uwagi na zakres zepsucia prawa? Do tego dochodzi fakt, że mamy do czynienia ze znacznie trudniejszym systemem prawa. W znajomości prawa dziś idzie nie o to, aby znać wszystkie gałęzie prawa, ale, żeby wiedzieć, gdzie są punkty zapalne, punkty strategiczne, w których koniecznie trzeba albo zapytać albo poszukać rozwiązania, wręcz je wykonstruować. Ot, nie tak dawno jednemu sądowi wyszło z wykładni, że picie denaturatu na świeżym powietrzu to nie jest karalne publiczne spożywanie alkoholu, skoro ustawa odnosi zakaz do alkoholu spożywczego. Rozumiem szacunek dla zasady ścisłej wykładni prawa penalnego. Ale czy to nie można w takim wypadku zasygnalizować wątpliwość co do ratio legis, czy to wyższej instancji, czy Trybunałowi Konstytucyjnemu? Bo bierne poddanie się przez sąd wynikowi wykładni językowej naraża na śmiech, a na to żaden sąd nie powinien sobie pozwolić. Mam jednak silne przekonanie, że wobec sądu są ogromne oczekiwania, że naprawi to, co zepsuł ustawodawca, że stawi czoła rozedrganym populistycznie politykom. I mógł­by, naprawdę, choć trochę, bo margines sytuacyjnej oceny sędziego ? jest większy, niż się mniema.
B.P.: Czy nie uważa Pani Profesor, że brak mocnego głosu (np. ze strony KRS), który by przypominał sędziom, że powinni być odważni?
– E.Ł.: Otóż to. Sądzenie składa się z trzech rzeczy. Po pierwsze, z aksjologicznej wrażliwości i sprzeciwu wobec zastanej sytuacji. Po drugie, z umiejętności analizy prawniczej, sprawności dogmatycznej. I po trzecie, z odwagi i konsekwencji. Zwłaszcza w dwóch ostatnich kwestiach sędzia powinien doznawać wsparcia. Samemu można sobie nie dać z tym rady. W takiej sytuacji rozsądny sędzia może zrobić kilka rzeczy, np. zadaje pytanie sądowi wyżej stojącemu, zaczyna bić na alarm, próbuje formułować pytanie konstytucyjne. Przecież to nie po to je się formułuje, że się nie wie, jak rozstrzygnąć sprawę, bo to zawsze jakoś da się to zrobić, tylko dlatego, aby zwrócić uwagę na problem, który się kryje za danym zjawiskiem, albo żeby znaleźć lepsze rozwiązanie, niż to dyktowane rutyną. I niezależnie od tego, jakie później będą losy odpowiedzi, problem się nagłaśnia przez samo zadanie pytania. Brak aksjologicznej wrażliwości jest rzeczą niepokojącą. Nie wystarczy mówić ?ustawodawco zmień?, ale samemu trzeba kombinować, jak te zmiany wywołać. Współczesna słynna zasada interpretacji prawa w duchu jego zgodności z prawem europejskim, zachęca do aktywizmu interpretacyjnego. Sędzia już nie może ograniczyć się do tego, że czyta polskie przepisy i mówi, co mu z nich wynika, tylko powinien mówić inaczej: mam na widoku określony skutek sugerowany przez prawo europejskie, unijne, prawa człowieka i teraz muszę się zastanowić, jaką metodę wykładni dobrać, żeby dojść do tego skutku. Przecież to jest chleb codzienny sądu. I niech mi nikt nie opowiada, że sędziowie tak nie robią (bo tak zawsze robili), a ten model wykładni należy stosować w tych momentach, kiedy mamy niezgodę aksjologiczną na dotychczasową linię orzeczniczą, na to, co nam podpowiada codzienność. Te węzłowe przypadki, niedostrzegane na czas, a potem upublicznione i puszczone przekazem w świat, mogą przecież przynieść kolejną przegraną w Strasburgu czy Luksemburgu.
– K.M.: Wracamy do tego postulatu o wrażliwości sądu, do sprzeciwu wobec naruszania pewnych podstawowych zasad, co było może aż nazbyt widoczne właśnie w postępowaniach elektronicznych. Była medialna rozkosz niemal dla wszystkich ? dziennikarzy, polityków, niektórych prawników, przedsiębiorców, podkreślano, jak to świetnie państwo polskie zrobiło super nowoczesny system sądowy. Elektroniczny sąd w Lublinie zaczął wydawać setki tysięcy, miliony nakazów. Potem przetoczyła się przez media krytyka systemu, zwrócono uwagę na wynaturzenia systemu, na drugą ciemną stronę tych szybkich, nowo wykreowanych tysięcy spraw i spowodowało to odwrót polityków, twórców tego systemu, i śmiem domniemywać ? zmieniło ?wrażliwość? referendarzy orzekających w tych sprawach.
– E.Ł.: Przykład ten znakomicie ilustruje to, o co mi idzie. Otóż gdyby na tę wrażliwość referendarzy, która w tej chwili jest podwyższona, chociaż trochę zwrócono uwagę w momencie implementacji przepisu, to prawdopodobnie uniknięto by wspomnianych paskudnych i czasem nieodwracalnych konsekwencji. A tak mamy ludzi z prawomocnymi, niesprawiedliwymi nakazami. Nie ma lepszego przykładu, dobrze ilustrującego to, o co mi idzie: że my tak jak ćmy do światła lecimy za każdym nowym pomysłem, bo ma on nam zapewnić prawniczą szczęśliwość. No i nie zapewnia! Wobec tego skupmy się w przyszłości na wysiłku przewidzenia, jakie mogą być możliwe negatywne konsekwencje projektowanego przepisu. Próbujmy wymyśleć wszystko, co najgorsze i starajmy się na to przygotować. Niestety z wypowiedzi wielu polityków tworzących prawo wynika, że nie mają zielonego pojęcia o systemie prawnym. Z obserwacji wynika smutna konstatacja, że jesteśmy w tej chwili na etapie przekonywania, że prawo to nie są przepisy, tylko to jest mechanizm i ten mechanizm nie działa lub działa niedobrze z różnych przyczyn. Przyczyny trzeba identyfikować i usuwać ? właśnie m.in. interpretacyjnie, a nie bez przerwy nawoływać do zmiany przepisów.
X X X
Ewa Łętowska – Profesor prawa w Instytucie Nauk Prawnych PAN, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. Krystian Markiewicz – Adiunkt w Katedrze Postępowania Cywilnego WPiA Uniwersytetu Śląskiego, sędzia Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach, prezes Śląskiego Oddziału SSP ?Iustitia?.
Bartłomiej Przymusińsk – Sędzia Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto w Poznaniu, prezes Oddziału Wielkopolskiego w Poznaniu SSP ?Iustitia?.
Całość tego olbrzymiego wywiadu, który łącznie liczy prawie 50.000 znaków, można przeczytać na łamach 3 numeru IUSTITII 3(13)/2013.Link:

http://www.kwartalnikiustitia.pl/trzeba-sie-umiec-postawicz-prof-ewa-letowska-rozmawiaja,5359/4

Sprawdź także

Rządzi PisPolicja

Kiedy adwokaci zostali sponiewierani przez policję i nie dopuszczeni do udziału w posiedzeniu, już można …