Finansowanie pomostowe
Strona główna / Relacje z sądów - aktualności / Tragedia końska z happy endem

Tragedia końska z happy endem

Siedmioletni Walor wśród arabów wyróżniał się wyglądem: rdzawe plamki na ciele, cienki i długi perłowy ogon, krótko ścięta grzywa i blizna na nosie. Zdobywał medale w skokach. Kupcy, którzy pojawili się dwa lata temu, dawali za niego 50 tys. euro. Ale Daria Klimecka, właścicielka konia, odrzuciła propozycję.Wtedy uprowadzono konia, który został odnaleziony. Siedmioletni Walor wśród arabów wyróżniał się wyglądem: rdzawe plamki na ciele, cienki i długi perłowy ogon, krótko ścięta grzywa i blizna na nosie. Zdobywał medale w skokach. Kupcy, którzy pojawili się dwa lata temu, dawali za niego 50 tys. euro. Ale Daria Klimecka, właścicielka konia, odrzuciła propozycję. Gdy cztery miesięcy temu Walor zniknął ze stajni w Szymanowie, szacowała, że warty może być co najmniej 100 tys. zł.
SKRADZIONY PRZEZ DZIURĘ W PŁOCIE
Gdy cztery miesięcy temu Walor zniknął ze stajni w Szymanowie, szacowała, że warty może być co najmniej 100 tys. zł. Jeszcze dzień przed kradzieżą Walor uczestniczył w zawodach w Kaliszu. Wieczorem Klimecka zostawiła go w stajni z 14 innymi wierzchowcami. Nazajutrz odkryła, że w ogrodzeniu ktoś wyciął dziurę, a Walor zniknął. Policja podejrzewała, że z gospodarstwa wywieziono go na przyczepce doczepionej do samochodu osobowego, a potem przeprowadzono do koniowozu. Przyczepkę widzieli mieszkańcy wsi. Myśleli, że ktoś wiezie konia na targ. Podejrzany koniowóz tej samej nocy widziano na stacji benzynowej w pobliskim Śremie. Tam jednak ślad za Walorem się urywał. Przez miesiąc Klimecka nie wiedziała, co dzieje się z jej koniem. Wtedy w gospodarstwie zadzwonił telefon. Męski głos zażądał 100 tys. zł okupu. – Nie miałam takiej sumy. Zaczęłam zbierać pieniądze i negocjować ze złodziejami – opowiada Klimecka. – Podczas jednej z rozmów ten mężczyzna powiedział, że koń wróci do nas dwie godziny po przekazaniu okupu. Od tej chwili wiedziałam już, że nie wywieźli go za granicę, że musi być gdzieś blisko. Sześć tygodni po kradzieży – na dowód, że Walor wciąż jest w ich rękach – złodzieje podrzucili właścicielce odcięty koński ogon. Od razu go poznała. Potem przysłali jeszcze pendrive’a ze zdjęciem. Walor stał w jakiejś oborze lub stajni. Ale więcej nie dało się ustalić. Klimecka czekała z pieniędzmi na sygnał od złodziei. – Dzwonili, że mam wsiąść w samochód i jechać przed siebie. Potem kazali zawracać. Zarzucali, że współpracuję z policją – opowiada. W poniedziałek znów się odezwali. Zeszli już z okupem do 70 tys. zł. Zagrozili, że to ostatnia szansa: jeśli nie dostaną pieniędzmi, Klimecka znajdzie pod domem głowę skradzionego konia. Nie zdążyli spełnić groźby. Późnym wieczorem w centrum Rawicza policjanci zatrzymali dostawczego busa. Walor był w środku. – To nie przypadek, lecz wynik żmudnego śledztwa – podkreśla rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Ale – ze względu na dobro śledztwa – nie chce mówić o szczegółach.
W TLE STRZAŁY POD SOLARIUM
W związku z kradzieżą policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn. Obaj mają opasłe kryminalne kartoteki. Jeden z nich – Przemysław B. – w październiku 1993 r. zastrzelił pod solarium na Winogradach Arkadiusza L. Oficjalnie zabity był tylko właścicielem solarium i lombardu. Przede wszystkim jednak kierował dużą grupą osiłków, a policja uznawała go za jednego z liderów poznańskiego półświatka. Przemysław B. był wtedy małym, krępym ochroniarzem z kasyna w hotelu Polonez. Współpracował z Arkadiuszem L., ale potem się pokłócili. B. zaczaił się na niego na ul. Słowiańskiej, wyciągnął pistolet i dwukrotnie nacisnął spust. Dwie kule kaliber 9 mm trafiły w samo serce. Jaka była rola Przemysława B. w uprowadzeniu araba? We wtorek chcieli to od niego wydusić policjanci, ale Przemysław B. na przesłuchaniu konsekwentnie milczał. Wiemy, że policja bierze pod uwagę kilka hipotez. Jedna z nich zakłada, że konia ukradł zupełnie ktoś inny. Mógł działać na zlecenie wrogów właścicielki Walora, ale kiedy o kradzieży zaczęły trąbić media, w panice postanowił pozbyć się konia i odsprzedał go członkom półświatka, którzy zwietrzyli łatwy zarobek na wielotysięcznym okupie. Rodzina Darii Klimeckiej hoduje konie od 18 lat. Ich stajnia nie była zabezpieczona alarmem, bo nikt nie przypuszczał, że można ukraść konia. – Rolnikom ginęły czasem konie, które złodzieje sprzedawali do rzeźni. Nie słyszałam, by w Polsce ktoś ukradł konia sportowego – mówi Klimecka.
Dzisiaj stajnia jest już zabezpieczona, a Walor wrócił do właścicielki. – Ale dopóki policja nie wyłapie wszystkich zamieszanych w tę kradzież, nie będę spać spokojnie – mówi Klimecka. Policja informuje, że objęła rodzinę „szczególną ochroną”.
Piotr Żytnicki, Gazeta Wyborcza, Poznań
XXX
Areszt dla podejrzanych o paserstwo konia
Prokuratura Rejonowa Śremie nadzoruje postępowanie przeciwko Przemysławowi B. i Rafałowi M. Mężczyźni są podejrzani o paserstwo umyślne tj. przyjęcie od nieustalonej dotychczas osoby konia krwi arabskiej o wartości 100.000 zł. wiedząc, że zwierzę pochodziło z dokonanej w dniu 16 maja tego roku kradzieży. Rafał M. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Przemysław B. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, również skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Przedmiotem ustaleń w toku postępowania są nie tylko okoliczności związane z paserstwem zwierzęcia, ale również okoliczności dotyczące kradzieży konia i prób wymuszenia okupu za jego zwrot właścicielce. Wczoraj skierowano do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanych izolacyjnego środka zapobiegawczego, wskazując na realną obawę bezprawnego utrudniania postępowania przez wyżej wymienionych. Dzisiaj sąd przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował wobec obu podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

Sprawdź także

Sędziowie pozwali S. Piotrowicza

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf i sędzia Krzysztof Rączka złożyli pozew przeciwko posłowi Prawa …