Najnowsze informacje

Walka z mitami trwa

W tygodniku ‘Uważam Rze? ukazał się artykuł Rafała Ziemkiewicza “To nie jest kraj dla młodych ludzi? Autor pisze w nim m.in. o trudnym dostępie do zawodów prawniczych. Swój komentarz na stronie internetowej zamieściła adw. Monika Strus-Wołos. Komentarz został zdjęty ze strony po kilku godzinach. Publikuje go internetowa strona Palestry: adwokatura.pl W artykule ?To nie jest kraj dla młodych ludzi? R. Ziemkiewicza (czytaj artykuł) znalazło się wiele krytycznych i niestety nieprawdziwych stwierdzeń odnoszących się do samorządów prawniczych. Od dziennikarza poważnego pisma należałoby wymagać rzetelności, nie zaś bazowania na nieaktualnym stanie prawnym. Autor z jednej strony wie, że egzamin wstępny na aplikację oraz końcowy egzamin zawodowy przeprowadzają państwowe komisje, z drugiej jednak nie przeszkadza mu to pisać, że ?próby otwierania? zawodów prawniczych przez PiS nie doczekały się ?optymistycznego finału? oraz że samorządy uniemożliwiają zakładanie nowych kancelarii.
Panie Redaktorze, obecnie aplikantem może zostać każdy średnio zdolny student, gdyż musi tylko osiągnąć 2/3 poprawnych odpowiedzi na dość prostym, państwowym teście jednokrotnego wyboru. Po egzaminie zawodowym młody adwokat może otworzyć kancelarię, gdzie mu się żywnie podoba, zaś Okręgowa Rada nie wydaje na to żadnej zgody, a jedynie przyjmuje ten fakt do wiadomości i wprowadza do rejestru.
Nieprawdą jest także, że aplikant skazany jest na rolę ?wiecznego czeladnika?. Aplikacja trwa 3 lata. Wystarczy się uczyć, aby zdać końcowy egzamin i wpisać się na listę adwokatów. Zgoda, samorząd ma pewne uprawnienia do weryfikowania, czy osoby chcące się wpisać na listę adwokatów przechodząc z innych zawodów prawniczych dają rękojmię prawidłowego wykonywania zawodu. To sito o bardzo rzadkich obecnie oczkach odsiewa na przykład osoby skazane wyrokami karnymi lub dyscyplinarnymi. Ale chyba Pan nie staje w obronie przestępców, którym zamarzyło się wykonywać zawód zaufania publicznego? Co do rzekomego wykorzystywania aplikantów przez patronów ?za marne pieniądze?, to p. Ziemkiewicz nie może się zdecydować, czy chce realnego socjalizmu czy przeciwnie ? całkowitego liberalizmu.
Liczba aplikantów jest obecnie niewiele mniejsza niż czynnych adwokatów. Wskutek obniżenia poziomu egzaminu wstępnego niemal każdy adwokat ma aplikanta, niektórzy kilku. Wypłacanie aplikantom nawet niewielkiego wynagrodzenia jest sporym obciążeniem dla kancelarii. Wrogowie ?złych korporacji? nie chcą przyjąć do wiadomości, że coraz więcej kancelarii ociera się o granicę opłacalności.
Skoro państwo nie gwarantuje każdemu absolwentowi studiów (nie tylko prawniczych) zatrudnienia, postulaty, aby sporą grupę wzięli na swoje utrzymanie adwokaci, płacąc im co najmniej średnią krajową, trąci Marksem i Engelsem. Młodzi ludzie idący do pierwszej pracy w jakimkolwiek zawodzie rzadko otrzymują pensję dyrektorską. Nie ma przeszkód, aby Pan Redaktor kierowany współczuciem założył prywatne przedsiębiorstwo i zatrudniał niedoświadczonych absolwentów oferując im wspaniałe wynagrodzenia. Ciekawe jak długo firma by przetrwała na rynku? W Polsce trudno być prywatnym przedsiębiorcą. O wiele łatwiej zaglądać do cudzych kieszeni i pouczać innych. Ponieważ autor postuluje, aby każdy za swój trud otrzymywał wynagrodzenie, to przypominam, że patron uczy aplikanta zawodu nie dostając za to żadnych pieniędzy ani od państwa, ani od samorządu. Dlaczego p. Ziemkiewicz to przemilcza? Nikogo jakoś nie bulwersuje, że płaci się za inne kursy zawodowe. Praca na rzecz patrona jest praktyczną nauką trudnego zawodu.
Trzeba wiedzieć, że poziom sporej grupy absolwentów studiów, szczególnie po niektórych niepaństwowych uczelniach, jest dramatyczny. Milczy się o tym, że jakość kształcenia obniża się. Dlatego patron musi włożyć nieraz wiele wysiłku, aby pismo przygotowane przez ?wykorzystywanego? aplikanta nadawało się do przekazania sądowi lub klientowi. Nierzadko daną czynność patron sam wykonałby znacznie szybciej, bo kilkakrotne poprawiania czyjejś pracy pochłania czas. Wyjaśnić koniecznie trzeba, że patron odpowiada za pracę aplikanta całym swoim majątkiem. Dlatego zatrudnianie aplikanta przy ciągłym obniżaniu się poziomu studiów i radykalnym obniżeniem kryteriów naboru na aplikacje jest poważnym ryzykiem ekonomicznym, nad czym jednak autor artykułu już się nie zastanawia.
Oczywiście, zdarza się, że w niektórych kancelariach aplikantami są dzieci adwokatów (które musiały na równi z innymi zdać egzamin wstępny). A co w tym złego? Dlaczego firma cukiernicza lub szewska może się szczycić tym, że jest przedsiębiorstwem rodzinnym od pokoleń, a prawnikom i lekarzom odbiera się prawo do przekazywania dorobku następnemu pokoleniu? Kancelaria to nie socjalistyczny państwowy zakład pracy albo urząd publiczny lecz właśnie taka mała prywatna firma.
Proszę odpowiedzieć uczciwie, kto z Czytelników prowadząc firmę i mając na wolne miejsce dwóch kandydatów po takim samym egzaminie, wybrałby obcego, a swojemu dziecku powiedziałby: ?szukaj pracy gdzieś w świecie?? Trzeba jednak zaznaczyć, że choć Red. Ziemkiewicz stara się z rzekomego nepotyzmu uczynić w swojej publikacji wiodący problem, to z naszych danych wynika coś zupełnie innego. Obecnie dzieci adwokackie stanowią nieznaczący ułamek aplikantów, są marginesem, a i tak obecność w tej grupie zawdzięczają wyłącznie zdaniu państwowego egzaminu. Jeżeli zaś twierdzi, że zjawisko nepotyzmu nadal występuje, to powinien złożyć zawiadomienie do prokuratury na pracę państwowych komisji egzaminacyjnych, w składzie których zasiadają sędziowie delegowani przez ministerstwo sprawiedliwości.
Adwokat dr Monika Strus-Wołos,
członek Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej

Sprawdź także

Sprawki Miśki Adwokatki

1 czerwca rusza II edycja akcji edukacyjnej „Bajeczni Adwokaci”. Do przedszkoli i szkół ruszą adwokatki …