Strona główna / Szczypta soli / Wziąć Polskę za twarz

Wziąć Polskę za twarz

Dopóki Sejm nie zmieni polskiej pisowni, bedę wbrew sugestiom prof. (uniwersyteckiej) Krystyny Pawłowicz nie używać formy wziąść. Ponieważ nie mogę tysięczny raz cytować Marksa,że historia wciąż się potwarza,ale dublet to tylko farsa; ani cytować Kalego z „Pustyni i w puszczy” że gdy Kali ukraść, to dobrze, ale gdy Kalemu ukraść to źle; przytaczam felieton z Gazety Wyborczej. Trzeba go naprawdę uważnie przeczytać.
Polska to nie Węgry, demokracja stosunkowo mocno zapuściła korzenie. PiS nie zawróci kijem Wisły i nie ustanowi nowego systemu gospodarczego i społecznego Sobotnio-niedzielne demonstracje kończą pierwszy etap batalii „Kaczyński kontra państwo polskie”. Atak PiS na niezależność Trybunału Konstytucyjnego przekształcił się w konflikt polityczny, którego stawką jest utrzymanie zdobyczy minionego ćwierćwiecza – państwa prawa, demokracji liberalnej i wolności obywatelskich. Po ostatnich wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego, poczynaniach prezydenta, rządu i pisowskiej większości w parlamencie nikt nie może mieć złudzeń co do skali zagrożenia. Stanęliśmy przed najpoważniejszą próbą zawrócenia Polski z drogi, która przywiodła nas do NATO i UE. I która gwarantuje nam bezpieczną oraz w miarę zasobną przyszłość. Przeciwnika znamy aż za dobrze, bo to trzecia próba Kaczyńskiego, by ukształtować Polskę według własnego widzimisię. W 1992 r. popierał rząd Jana Olszewskiego, który przed swoją dymisją pytał: „Czyja Polska?”. Im rzeczywiście chodziło o to, żeby państwo było ich, a nie Lecha Wałęsy czy też kogokolwiek innego. W latach 2005-07 najważniejszą zmianę miała przynieść lustracja. Nie tyle sposób na usunięcie z życia społecznego, politycznego i intelektualnego agentów komunistycznej bezpieki, ile metoda wymiany elit, a nawet całych pokoleń aktywnych w sferze publicznej. Dziś prezes PiS stoi przed szansą trzecią, być może ostatnią w swoim życiu. Dlatego nie bawi się w subtelności: Polska ma zostać „chwycona za twarz” od razu i na dobre. Walka z nim i z jego obozem politycznym nie będzie spacerkiem i nie będzie przypominać batalii z lat 2005-07. Kaczyński zapatrzył się w Orbána i jego metody rządzenia, uznając, że nie popełni błędów węgierskiego premiera. Ma też motyw osobisty – ukarać tych, którzy w jego przekonaniu odpowiadają za śmierć jego brata bliźniaka. Jedyne interesujące pytania w polityce polskiej dotyczą tego, czy niezależne instytucje państwa i opozycja oraz przede wszystkim społeczeństwo będą w stanie skutecznie się temu przeciwstawić. Zobacz: Kaczyński: Polacy muszą na nowo zbudować wspólnotę, która będzie gwarancją wolnej Polski . 1 | Prezes PiS już mówi jak „umiłowany przywódca narodu” i nie zamierza iść na żadne kompromisy. Jego cel jest jasny i otwarcie zdefiniowany. A zatem energii, czasu i intelektualnych rozważań nie warto tracić na dochodzenie, co siedzi w głowie prezesa. I do czego może się on posunąć. Dla władzy i ukształtowania Polski na swoją modłę może zrobić wszystko i nie ma granic, których nie byłby gotów przekroczyć. Kaczyński chce władzy absolutnej i skodyfikowania narodowej pamięci z katastrofą smoleńską jako kluczowym wydarzeniem współczesnych dziejów Polski. To zadanie mają zrealizować Antoni Macierewicz i Zbigniew Ziobro, którzy, aby wykazać swoją przydatność dla prezesa nie cofną się przed niczym. Dzisiejsze batalie to niewinne igraszki wobec tego, co czeka nas w przyszłości. 2 | Społeczeństwem nie powinien rządzić strach, bo przecenianie sił strony przeciwnej to najgorszy doradca. Kaczyński nie jest kobrą, która hipnotyzuje wzrokiem, powodując paraliż ofiary. Jest starzejącym się człowiekiem, którego myślenie zdominowały fobie narosłe w latach politycznych porażek i klęsk. On i PiS są z przeszłości. Pozostała część Polski – z teraźniejszości i przyszłości. I to jest zasadnicza oś podziału ideowego, co na szczęście już wyczuli uczestnicy sobotnich demonstracji. 3 | Intelektualnie PiS jest dziś pusty jak stary dzban z oderwanym uchem i dnem. Nie ma do zaproponowania żadnej idei, z którą można by podjąć w miarę sensowną dyskusję. Taką ideą nie może być „republikanizm” (podstawa projektu „IV RP”), bo PiS z hukiem podeptał zasadę nadrzędności prawa i ogłosił w istocie zaprowadzenie ochlokracji. Tak bowiem należy określić przyjęcie woli ludu – i bieżącej większości parlamentarnej jako jej emanacji – za fundament porządku prawnego. Żywiołem Kaczyńskiego jest spór o wartości podstawowe, definiowanie polskości i określanie kryteriów wykluczenia z narodowej wspólnoty. Dzięki temu zbudował obóz polityczny na wzór sekty i rządzi nim jak sektą. I trzeba ich traktować jak sektę. 4 | Kaczyński nie ma do wymiany elit poręcznego narzędzia, za jakie kiedyś uważał dekomunizację i lustrację. Dekomunizacji dokonała demografia, SLD nie ma nawet w Sejmie, a Leszek Miller wychwala Kaczyńskiego, bo imponuje mu jego siła i bezmiar władzy. Sposób przeprowadzenia lustracji rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny w 2007 r., a zatem PiS pozostało wykorzystanie „kryterium etycznego” – jak to ujęli autorzy projektu nowej ustawy o „mediach narodowych”. Czystka ma objąć tych, którzy „zbyt gorliwie” służyli poprzedniej władzy. PiS nie wymyślił niczego twórczego – zwieńczeniem zaprowadzanej przez nich ochlokracji ma być praktyka wzorowana na komunistach: „kto nie z nami, ten przeciwko nam”. Z historii powszechnej i historii Polski wiemy aż za dobrze, że jeśli odpuścić im teraz sprawę Trybunału Konstytucyjnego, to nikt nie może się czuć bezpieczny, bo każdy może zostać ogłoszony wrogiem. 5 | W polityce nie ma darmowego lunchu. W zamian za udział we władzy i korzystanie z jej profitów Kaczyński żąda podpisania cyrografu, wyrzeczenia się etyki i obywatelskiego sumienia: bezwzględnego posłuszeństwa prezesowi, wypełnienia jego poleceń i zaangażowanej obrony partyjnej linii aż do współudziału w łamaniu prawa. Nikt nie może nawet pomyśleć o sprzeciwie, bo każdy jest podejrzany o nielojalność. Roztrząsanie wewnętrznych układów w PiS, różnic między „zakonem PC” a „pragmatykami” rzekomo skupionymi w rządzie jest zajęciem całkowicie jałowym. Z tej strony nie nadejdzie dla Polski nic dobrego, a każdy, kto przystąpił do obozu Kaczyńskiego, jest nieprzyjacielem wolności. 6 | Jest groźnie, lecz więcej jest powodów do optymizmu. Polska to nie Węgry, u nas – jak widać było w sobotę – demokracja stosunkowo mocno zapuściła korzenie. Społeczeństwo potrafi się zmobilizować, polityczna opozycja nie leży na deskach. W miejsce starych liderów pojawili się nowi – młodzi, dynamiczni i niebojący się starcia z przeciwnikiem. Ważne zatem, aby uporządkować myślenie, ocenić rodzaj zagrożenia, policzyć siły własne i przeciwnika oraz nakreślić możliwe scenariusze. To zadanie głównie dla opozycji, bo prawnicy słusznie podkreślają, że etap prawny powstrzymywania Kaczyńskiego się skończył i że przyszedł czas na politykę. Zachętę powinno stanowić to, że sobotnia manifestacja zrobiła spore wrażenie na prezesie PiS. W niedzielę jedyne, co przyszło mu do głowy, to nazwanie jej uczestników „komunistami i złodziejami”, jakby na dworze były lata 1992-93, gdy rzucał podobne hasła. 7 | Politycy mają na kim się oprzeć, bo społeczne zapotrzebowanie na populizm ma granice. PiS nie zawróci kijem Wisły i nie ustanowi nowego systemu gospodarczego i społecznego. Kapitalizm wrósł w polską glebę, blisko dwie trzecie PKB produkują firmy średnie i małe. Polacy są zadowoleni z członkostwa w UE i nie zgodzą się na działania, które owo członkostwo by podważyły. Straszenie zalewem imigrantów będzie skuteczne do czasu. Gdy ludzie skojarzą, że na szali sporu o kwoty uchodźców, których mają przyjąć kraje unijne, leży jedność UE i nasze warunki udziału w niej – wielu się zreflektuje. 8 | Z Kaczyńskim nie można zawrzeć jakiegokolwiek kompromisu, bo on dopuszcza negocjacje wyłącznie o warunkach kapitulacji strony przeciwnej. Odpowiedź opozycji i wspierającej ją części społeczeństwa musi być taka sama – dla Polski najlepszym wyjściem w zaostrzającej się konfrontacji byłyby przedterminowe wybory prezydenckie i parlamentarne. Na naprawę państwa przyjdzie czas po odsunięciu PiS od władzy, bo dziś państwo „nowe” lub jedynie „naprawione” będzie skrojone według modelu Kaczyńskiego. A zatem ci, którzy wzywają do rewizji konstytucji i ustroju państwa, powinni zostać uznani za jego „pożytecznych idiotów”. 9 | Nie można się zgodzić na logikę „stanu wyjątkowego”, do czego zmierza Kaczyński. I nie można dać się wyprowadzić z własnego państwa i tworzyć „równoległych” instytucji do opanowanych przez PiS. III RP nikt nie rozwiązał i wciąż istnieją warunki do podtrzymania niezależności jej instytucji. Szczególną funkcję ma do spełnienia Trybunał Konstytucyjny we współdziałaniu z innymi sędziami, adwokatami i prokuratorami. Każda sposobność i każdy przepis prawa muszą być wykorzystywane do podtrzymania ładu konstytucyjnego. 10 | Po sobotniej demonstracji Majdanu w Warszawie nie sposób wykluczyć. Ludzie są zdeterminowani, by bronić wolności, demokracji oraz przyszłości swojej i Polski. 50 tys. uczestników sobotniej manifestacji to bardzo dużo, lecz zbyt mało do stworzenia masy krytycznej dla dokonania zmiany. Rewolucje zwyciężają, gdy mają poparcie w stolicy państwa. Warszawiacy winni więc pamiętać, że masę krytyczną będą stanowić manifestacje, w których weźmie udział co najmniej ćwierć miliona osób, a uczestnicy będą gotowi do trwania w oporze. Liczba do osiągnięcia, bo każdy z uczestników sobotniej manifestacji musi przyprowadzić jedynie (lub aż) cztery inne osoby. Dobrze już w Polsce było, a przed nami właśnie rozpostarła się strefa ciemności. Zagrożone są polska demokracja i ład społeczno-gospodarczy ukształtowany w minionym ćwierćwieczu. Kaczyński zabrał się do zmieniania Polski na serio i nie zejdzie z obranej drogi. Bez względu na koszty, jakie za to zapłacimy jako społeczeństwo i państwo. Polska nie byłaby warta własnej historii, gdyby miało mu się to udać teraz, gdy nie udało się już dwa razy.
Mirosław Czech, Gazeta Wyborcza

Sprawdź także

Upadek Jarosława

„Trudno upaść niżej, Jarosławie” — napisał w sobotę rano premier Donald Tusk, odnosząc się do …