Najnowsze informacje
Finansowanie pomostowe
Strona główna / Moja kancelaria / Zostawić dziennikarzy w spokoju

Zostawić dziennikarzy w spokoju

Rozmowa z adwokatem Pawłem Sowisło z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Sowisło & Topolewski o niekonstytucyjności zasad sprostowań w mediach.

-Trybunał Konstytucyjny nakazał w ciągu półtora roku zmienić prawo prasowe regulujące dotąd zasady sprostowań i odpowiedzi na artykuły prasowe.
– Instytucja sprostowania bądź odpowiedzi na artykuł jest jedyną reakcją strony, której artykuł narusza dobra osobiste. Konstrukcja obecnej formy naprawienia szkody wyrządzonej artykułem prasowym, narusza przede wszystkim zasadę, że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie. Skoro redaktor naczelny ma decydować o tym, czy opublikować sprostowanie, czy też odpowiedź na artykuł naruszający dobra osobiste osoby, do której odnosi się dany artykuł; to jest to zwykła weryfikacja racji i argumentów osoby, która chce sprostować albo odpowiedzieć na postawione jej zarzuty. Jaka to więc forma odpowiedzi na naruszenie swoich dóbr osobistych, skoro redaktor naczelny weryfikuje treść sprostowania bądź odpowiedzi. On przecież jest jak najbardziej zainteresowany tym, aby sprostowanie czy odpowiedź na sporny artykuł nie ukazała się. Taka ochrona naruszonych dóbr osobistych jest zatem iluzoryczna. Jest to fatalna, co potwierdził wyrok Trybunału Konstytucyjnego, konstrukcja prawna zawarta w prawie prasowym, a pamiętajmy że powstało ono w czasach stanu wojennego. To fakt, było ono wielokrotnie modyfikowane, ale te przepisy pozostały nienaruszone.
– Przecież prawo prasowe nakazuje zamieszczenie sprostowania bądź odpowiedzi?
– Decyduje jednak o tym redaktor naczelny albo wydawca. Jeśli swoistą formą ochrony naruszenia dóbr osobistych ma być właśnie sprostowanie czy też odpowiedź, naczelny redaktor nie powinien ingerować w ich treść, ale jedynie ograniczać się do wymogów formalnych. W tej materii także powinny być bardzo jasne kryteria, bo teraz też to budzi sporo wątpliwości. Jeżeli naruszono czyjeś dobra osobiste , taka osoba powinna mieć możliwość zamieszczenia sprostowania lub odpowiedzi, a wydawca powinien być ograniczony jedynie co do jej objętości, miejsca w gazecie i terminu publikacji bez jakiejkolwiek -podkreślam- jakiejkolwiek ingerencji w tekst. Konkludując, wydawca czy redaktor naczelny mają nie cenzurować tekstprostowana i go analizować, ale zamieścić.
– To fakt, że prawo prasowe nie mówi o sankcjach za zaniechanie zamieszczenia sprostowania. Stąd sądowe procesy.
-Właśnie Jeśli redakcja tego nie zrobi, powinna być przewidziana bardzo surowa grzywna. Taki zapis moim zdaniem drastycznie ograniczyłby liczbę procesów sądowych, które są wszczynane przeciwko redakcjom właśnie za nieopublikowanie sprostowań bądź odpowiedzi na artykuł prasowy. Wiele z tych procesów ? długotrwałych, kosztownych , przykrych, jest zupełnie niepotrzebnych .
– Skąd bierze się niechęć do zamieszczania sprostowań?
– Dla wielu osób, które w swoim odczuciu zostały urażone i są przekonane, że naruszono ich dobra osobiste, fakt publikacji w mediach ich stanowiska kończy jakikolwiek spór. Ludzie ci w pełni byliby usatysfakcjonowani, a pozwoliłby to na uniknięcie czasochłonnych procesów. Obowiązujące w tej chwili rozwiązanie legislacyjne jest złe i to nie tylko dlatego, że pochodzi z minionej epoki.
-Panuje przekonanie, że procesują się tylko pieniacze.
– Nie tylko. Od 10 lat uczestniczę w licznych procesach o naruszenie dóbr osobistych. W miniony poniedziałek na przykład wygrałem w Rzeszowie proces, który w imieniu byłego zastępcy prokuratora generalnego RP Jerzego Enkelkinga wytoczyłem tamtejszej redakcji ?SuperNowości? , właśnie o naruszenie dóbr osobistych. Zażądałem 200.000 złotych za ewidentny błąd gazety. Gazeta zamieściła przedruk z innego czasopisma, a ilustrując artykuł, który traktował o tak zwanym klubie płatnych zabójców, zamieszczono fotografię prokuratora Enkelkinga Nie było żadnego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy fotografią prokuratora Enkelkinga a treścią artykułu. Zawinił grafik, ale za błąd ewidentnie zawiniony trzeba płacić. Niedbalstwo nie zmniejsza stopnia winy, ba, dzieje się wprost przeciwnie. Nie może być tak, że człowiek napiętnowany przez dziennikarza nic nie może zrobić. Nikt nie jest ponad prawem. Jeżeli dziennikarz popełni błąd musi zdawać sobie sprawę z tego, że poniesie tego konsekwencje, tak, jak to stało się w tym przypadku. Na marginesie dodam, że rzeszowski sąd przyznał 150.000 złotych odszkodowania, podtzrymując w całości moją argumentację na temat winy. Tyle zdaniem sądu kosztuje ewidentny błąd gazety. Trzeba sobie zdać sprawę, że poszkodowana została osoba publiczna, człowiek znany, bardzo często występujący w mediach. Odebrał dziesiątki telefonów od kolegów prawników, którzy pytali go, co prokuratora łączy z klubem płatnych zabójców.
– Wracam do niechęci wydawców i naczelnych w kwestii zamieszczania sprostowań. Błędów nie robi tylko ten, co nic nie robi.
– Dziennikarze mają to do siebie, podobnie zresztą jak lekarze i prawnicy, że do błędów przyznawać się nie lubią. Wiele przecież osób popełnia błędy i nic by się nie stało, gdyby nie to, że wynikają one czasami z negatywnych pobudek działania, które w żaden sposób nie zasługują na uznanie. I wtedy nie wolno pobłażać. Mam świadomość tego, że jest wielu, bardzo wielu, porządnych lekarzy, adwokatów jak i dziennikarzy; lecz wiele osób nigdy takiego zawodu nie powinno wykonywać.
– W jakim kierunku powinny pójść zmiany legislacyjne prawa prasowego?
-Sądzę, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego doprowadzi do tego, że stan prawny regulujący zasady zamieszczania sprostowań i odpowiedzi będzie zgodny z regułami polskiej Konstytucji na straży której stoi właśnie Trybunał Konstytucyjny. Nowe zapisy powinny służyć podwyższaniu standardów wykonywania zawodu dziennikarza. Nie wszyscy chyba sobie uzmysławiają fakt, że w Polsce dziennikarzem może być kto chce. Każdy może sobie założyć gazetę i zatrudniać ludzi bez jakichkolwiek kwalifikacji, którzy są nazywani dziennikarzami. Kto stoi na straży dziennikarskich standardów, kto troszczy się o dziennikarską etykę, kto troszczy się o to, aby zawód dziennikarza był zawodem zaufania publicznego? Taka jest prawda. Widzę, że jeżeli dziennikarzowi wypomina się popełnienie błędu zawodowego, bądź rażące naruszenie dziennikarskiej etyki zawodowej, co często jest tożsame z naruszeniem prawa – wrzawa jaka się podnosi w takim przypadku, dotyczy nie merytorycznego rozpatrzenia zarzutu – czy błąd rzeczywiście nastąpił – ale odbiera to się jako atak na wolną prasę. Powtarzam. Jest wielu porządnych dziennikarzy, ale też jest wielu, którzy nie mają zielonego pojęcia o warsztacie dziennikarskim, a nadto bardzo często kierują nimi złe pobudki przy publikowaniu artykułu.
– Trybunał Konstytucyjny dał ustawodawcy 18 miesięcy na poprawienie prawa prasowego. Czy jest to wystarczający okres?
– To wystarczy w zupełności. Ta ustawa nie wymaga przecież gruntownych zmian czy ingerencji ustawodawcy. Dotychczasowe orzecznictwo sądów w sprawach o naruszenie dóbr osobistych przez dziennikarzy jest konsekwentne. Ustaliła się już linia orzecznicza dotycząca artykułu 12 prawa prasowego nakazującego należytą staranność przy zbieraniu materiałów do artykułu prasowego. Wiadomo na czym to ma polegać. Żądania drakońskich kar za naruszenie dóbr osobistych przez dziennikarza uważam za nieporozumienie. Tutaj chodzi wyłącznie o stwierdzenie odpowiedzialności cywilno ? prawnej i to jest w zupełności wystarczające. Trzeba by się zastanowić czy triada odpowiedzialnych za naruszenie dóbr osobistych, a więc wydawca, redaktor naczelny i dziennikarz – jest najszczęśliwsza. Moim zdaniem nie. Trzeba z tego kręgu wyłączyć dziennikarza. Przecież znamy obyczaje panujące w redakcjach. Pozycja dziennikarza począwszy od jego bytu materialnego a na zabezpieczeniu prawnym kończąc jest mizerna. Zakres odpowiedzialności dziennikarza w obecnych uwarunkowaniach ekonomiczno -prawnych uważam za zbyt daleko idący. W przypadku sporu, dziennikarz zostaje całkowicie sam, a cale odium wydawca i naczelny kierują właśnie na autora artykułu. Uważam też, że nie jest potrzebna ingerencja ustawodawcy, aby wprowadzać wysokie progi kar finansowych. Nie może być tak, aby kara spowodowała upadek danego medium. Zmiany w prawie prasowym są potrzebne, wskazuje na to sam Trybunał Konstytucyjny, ale musi to sprowadzać się do jednego ? nikt nie może być sędzią we własnej sprawie, co dzieje się obecnie, gdy redaktor naczelny odmawia sprostowania.

Sprawdź także

Po co im Sąd Najwyższy

Włodzimierz Wróbel (na FB): Chyba warto znowu przypomnieć. Po co politykom przejęcie Sądu Najwyższego? Chyba …