Jesteśmy w bagnie

Kazimierz Brzezicki
6 Min Read

Neo-KRS ma się dobrze. Czy istnieje granica dopuszczalnej kompromitacji?

Co się musi jeszcze wydarzyć, by właściwe czynniki decyzyjne włącznie z ministrem sprawiedliwości położyły kres kompromitującej aktywność neo-KRS, której przyglądamy się już szósty rok.

Co się musi jeszcze wydarzyć, by właściwe czynniki decyzyjne włącznie z ministrem sprawiedliwości położyły kres kompromitującej aktywność neo-KRS, której przyglądamy się już szósty rok.

Ekscesy tego pozakonstytucyjnego grona sponsorujemy my wszyscy. Podatnicy łożą rok w rok miliony na działalność organu nielegalnego (co wynika z licznych orzeczeń sądów krajowych i międzynarodowych), który konsekwentnie niszczy system wymiaru sprawiedliwości swoimi bezprawnymi rekomendacjami na stanowiska sędziowskie.

Neo-KRS jest jak zawodnik stanowiący już tylko konkurencję sam dla siebie. Jak olimpijczyk, który podczas konkursu bije własne rekordy. Tyle że to rekordy autokompromitacji. Obserwujemy zatem jak organ, który nie ma oparcia w konstytucji, zmaga się już tylko sam ze sobą, wciąż przesuwając dalej granicę wstydu. I kiedy wydaje się, że osiągnął w tej dyscyplinie wszystko, znów zadziwia.

Jednym z pierwszych spektakularnych wyczynów było słynne głosowanie żony za męża, członka neo-KRS, który w momencie oddawania głosu w ważkiej sprawie miał pilniejsze sprawy, więc żona kliknęła, gdzie trzeba… i wszystko zostało w rodzinie. Później to już poszło. Brak wyłączania się członków neo-KRS podczas procedur awansowych sędziów, którzy podpisywali słynne „listy poparcia” i właśnie zgłosili się po zapłatę, bo przecież taka była umowa. Mnożenie posiedzeń nad miarę, każde ekstra płatne, a nawet dwa tego samego dnia, i uczestniczyć w nich nie trzeba, wystarczy się zalogować do systemu. W tej ostatniej konkurencji padł ostatnio kolejny rekord. Otóż członkowie neo-KRS wobec wstrzymania ogłaszania przez ministra sprawiedliwości konkursów na wakaty stanowisk sędziowskich, co musiało pociągnąć za sobą bolesny spadek dieto-dniówek, wpadli na pomysł, by wysłuchiwać wszystkich asesorów sądowych. Nie ma takiego prawnego obowiązku i dotychczas nie było takiej praktyki, bowiem udział KRS w procesie powołania asesorów na stanowiska sędziowskie jest symboliczny. Ale owe wysłuchania znów nabiją portfele członków neo-KRS. To się fachowo nazywa optymalizacja zysków. Szczególnie że na konto wpływa również uposażenie sędziowskie.

Perłą w koronie rekordów kompromitacji jest jednak uchwała neo-KRS o stwierdzenie niezgodności z konstytucją powołania przez Radę Ministrów komisji kodyfikacyjnych, które mają sprzątać po poprzednim ustawodawcy chaos w systemie prawnym. Prawdziwym celem tego konkretnego wykwitu umiejętności autokompromitacji członków nielegalnego organu, jest uznanie obecnego rządu za nieistniejący, bowiem trzy ministry składając przysięgę przed prezydentem użyły feminatywów, a takowych rota ślubowania mającego już niemal trzydzieści lat, jako żywo nie przewiduje.

Trzeba uczciwie przyznać, iż tym wnioskiem neo-KRS rywalizację, którą prowadzi, sama ze sobą przeniosła na zupełnie nowy poziom. Prawnikowi trudno komentuje się absurd znajdujący się w tezie, iż użycie słowa „ministra”, zamiast „minister” pociąga za sobą wadliwość prawną czynności. Na poparcie swego poglądu neo-KRS przywołuje przykład Baracka Obamy, który podczas zaprzysiężenia na stanowisko prezydenta przestawił szyk zdań w rocie ślubowania, co spowodowało konieczność jego powtórzenia. Czym innym jest jednak wypowiedzenie ślubowania, myląc kolejność zdań, co rzeczywiście może wypaczać jego sens i przekaz treściowy, a czym innym użycie synonimu co do semantycznego znaczenia, którego nie można mieć przecież żadnych wątpliwości.

Istota wolty neo-KRS kryje się jednak gdzie indziej. Chodzi o podważenie podstaw prawnych powołania komisji kodyfikacyjnej do spraw ustroju sądownictwa i prokuratury, która przygotowuje najważniejsze projekty dotyczące przywrócenia praworządności i weryfikacji neosędziów powołanych z rekomendacji neo-KRS. Aktywność tego poza konstytucyjnego gremium  w opisywanym kierunku, jest też wyrazistym dowodem na wykorzystywanie przynależnych mu kompetencji do obrony zdobyczy uzyskanych we współpracy z politykami poprzedniej większości sejmowej, przy niewątpliwie aktywnym udziale równie uwikłanego politycznie Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej.  Bowiem wyniku przyszłej sprawy w TK domyśleć się nietrudno. Od dłuższego już czasu wyraźnie przecież widać, że zarówno neo-KRS jak i TK stały się bastionami obrony „skoku” na wymiar sprawiedliwości określonej opcji politycznej.

Działanie nielegalnego organu odpowiedzialnego za potęgowanie chaosu w wymiarze sprawiedliwości neonominacjami godzi w autorytet państwa. To w istocie przecież nic innego jak wstydliwy spektakl ostentacyjnego bezprawia, obserwowany z pewną niemocą przez organy państwa. Słyszymy, że przecież nie ma szans na zmianę ustawy, która spowodowałaby reset i wyłonienie nowego składu KRS, bo prezydent ją zawetuje.

Należy publicznie skierować do ministra sprawiedliwości oraz większości sejmowej pytanie, jakie względy mają przemawiać za tolerowaniem kompromitującej państwo aktywności neo-KRS. Co przemawia za tym, by co kilka tygodni obserwować kolejny kompromitujący wyczyn, dokonywany z wyraźną ostentacją w poczuciu całkowitej bezkarności sędziowskiej części Rady. Jeśli takowe względy istnieją, należy je przedstawić opinii publicznej. Tymczasem aktywność Sejmu ograniczyła się jak na razie do wydania w grudniu ubiegłego roku uchwały, w której treści wezwano członków neo-KRS wybranych do jej składu niegodnie z konstytucją do zaprzestania działalności.

Śmiało można postawić tezę, iż rzeczona uchwała, a raczej brak poparcia jej treści konkretnymi działaniami uniemożliwiającymi bieżące funkcjonowanie neo-KRS, tylko rozzuchwaliła nielegalny organ do głębszego naruszania porządku prawnego. Czy naprawdę społeczeństwo jest skazane na bierną obserwację przesuwania granic kompromitacji nie tylko tego niegdyś konstytucyjnego organu, ale i bezsilnego wobec niego państwa.

Piotr Mgłosiek

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. Przedruk z wyborcza.pl

Tytuł od redakcji poprawny.pl

Share This Article