Zgodnie z Konstytucją prezydent posiada pewne wyłączne kompetencje, ale nie można ich nazywać prerogatywami. Nie mają one nic wspólnego z królewskimi prerogatywami np. w Wielkiej Brytanii, gdzie zresztą dysponuje nimi rząd, ani z prerogatywami prezydenta z konstytucji kwietniowej, bo przecież mamy dziś w Polsce zupełnie inny ustrój – twierdzi prof. Jerzy Zajadło z Uniwersytetu Gdańskiego. I podkreśla, że używanie takiej narracji to często próba uzurpacji nienależnej władzy.
Krzysztof Sobczak: Zarówno poprzedni prezydent, jak i obecny wiele mówili o swoich prerogatywach, dość szeroko zakreślając wyobrażenie o przynależnej im władzy. A jak jest w rzeczywistości?
Jerzy Zajadło: To jest sfera dość poważnych nieporozumień. Według słownika języka polskiego prerogatywa oznacza „przywilej, uprawnienie, pierwszeństwo związane z zajmowanym stanowiskiem lub wykonywaną funkcją”. Można używać tak zdefiniowanego pojęcia na gruncie języka potocznego, jednak trzeba mieć świadomość, że jego przeniesienie na grunt języka prawniczego, a zwłaszcza prawnego, może rodzić daleko idące konsekwencje. Tak się dzieje np. przy próbie interpretacji przepisu art. 144 ust. 3 Konstytucji RP – powstaje bowiem pytanie, czy sformułowane tam kompetencje prezydenta RP niewymagające kontrasygnaty prezesa Rady Ministrów można określać mianem prerogatyw?
To co ma polski prezydent?
Zgodnie z Konstytucją prezydent posiada pewne swoje wyłączne kompetencje. Używanie w debacie politycznej pojęcia prerogatywy w ramach interpretacji art. 144 ust. 3 Konstytucji RP nie jest odzwierciedleniem konstytucyjnej rzeczywistości językowej, jest raczej próbą kreacji pewnej rzeczywistości normatywnej, której w naszej konstytucji po prostu nie ma. Z tego punktu widzenia prerogatywa pojawiająca w narracji Andrzeja Dudy, a teraz Karola Nawrockiego i ich otoczenia politycznego jest tylko figurą retoryczną. Nawet więcej, jest to raczej sztuczna konstrukcja językowa formułowana w bliżej nieokreślonych celach wykraczających poza semantykę ustawy zasadniczej. A używane w tej narracji argumenty są próbą uzurpacji władzy w oparciu o nieuprawnione argumenty.
Jednak pojęcie prerogatywa istnieje w języku prawniczym?
Owszem, ale tylko w uzasadnionych kontekstach. Jako przykład można przypomnieć wypowiedź protoplasty liberalnego konstytucjonalizmu, Johna Locke’a, według którego „tam, gdzie władza ustawodawcza i wykonawcza znajdują się w rękach różnych osób (jak to ma miejsce we wszystkich umiarkowanych monarchiach i właściwie uformowanych rządach), dobro społeczeństwa wymaga, by kilka spraw pozostawiono uznaniu tego, kto sprawuje władzę wykonawczą. Ponieważ ustawodawcy stanowiąc prawa nie mogą przewidzieć i zaplanować tego wszystkiego, co może być korzystne dla społeczności, wykonawca praw jest na mocy powszechnego prawa natury uprawniony do czynienia pożytku ze swej władzy dla dobra społeczeństwa w wielu sytuacjach […]. Tę władzę działania według własnego uznania dla dobra publicznego poza nakazami prawa, a czasem wbrew nim, określa się jako prerogatywę”.
Czytaj więcej na Prawo.pl:
https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/prezydent-ma-kompetencje-nie-prerogatywy-prof-jerzy-zajadlo,534614.html
Tytuł redakcji poprawny.pl

