Bezkarność kanalii

Kazimierz Brzezicki
12 Min Read

Bezkarność deprawuje. Bezkarność absolutna deprawuje absolutnie

Przez lata swojej publicznej działalności Sławomir Cenckiewicz nauczył się, że kłamstwo popłaca. Jego zawodowa droga to droga bezkarności, samowoli, manipulowania faktami i upolityczniania historii.

Sławomir Cenckiewicz, prezydencki minister i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, długo nie wytrzymał w swoim postanowieniu, by „dla dobra Polski i powagi sytuacji” zaniechać dalszych polemik z rządem, MON i szefem MSZ.

17 września, po serii brutalnych komentarzy, w których w imieniu BBN atakował rząd za „okłamywanie Polaków i Prezydenta”, zadeklarował, że kończy awanturę o to, jak rząd informował o przyczynach zniszczenia domu w Wyrykach po ataku rosyjskich dronów.

Wytrzymał może dwa dni. Być może upewniał się, czy w swoich działaniach ma pełne poparcie Karola Nawrockiego, który był wtedy za granicą. Gdy prezydent oświadczył, że stoi za Cenckiewiczem murem, historyk powrócił do awantury. Na swoim koncie w serwisie X przypomniał książkę „Zgoda”, propagandowe dzieło napisane wspólnie z Michałem Rachoniem, b. gwiazdą TVP, dziś wiodącym prezenterem Republiki. Na okładce „Zgody”, którą prezentuje Cenckiewicz, są fotografie Donalda Tuska, Tomasza Siemoniaka i Radosława Sikorskiego. Premier i dwaj kluczowi ministrowie obecnego rządu są tam przedstawiani jako de facto rosyjscy agenci wpływów i oskarżani, że w latach 2007-15 „realizowali interesy Putina”.

Cenckiewicz powtarza te oskarżenia. Potem oburza się, że Sikorski nie chce mu podać ręki. A w wywiadzie dla Radia ZET stwierdza, że Sikorski „jest ostatnią osobą która może mówić prezydentowi, co ma robić”.

Cenckiewicz wzywa do pojedynku na notatki

Wywiadów Cenckiewicz udziela wielu, pilnuje tylko by nie przepytywali go dziennikarze mogący zadawać niewygodne pytania. Na podstawie publicznych wystąpień szefa BBN można stwierdzić, że to on wykreował narrację o „międzynarodowej kompromitacji polskiego rządu” w sprawie zdarzenia w Wyrykach. Cenckiewicz i jego ludzie tak długo to powtarzali, aż przekaz dotarł do rosyjskich propagandzistów, szczęśliwych, że nawet w obliczu zagrożenia najwyższe władze w Polsce są skłócone.

Cenckiewicz nie ustaje w atakach na Sikorskiego i wiceszefa MSZ Marcina Bosackiego. Bo Bosacki pokazał w ONZ dom w Wyrykach jako zniszczony przez rosyjski dron. Tymczasem zniszczeń dokonała jedna z polskich rakiet wystrzelonych w kierunku atakujących nas obiektów. Jaka to różnica i czy naprawdę jest to tak straszny skandal, wie tylko Cenckiewicz.

Ostatni występ prezydenckiego ministra w Zetce to także kuriozalne wezwanie do „pojedynku na notatki”. Z jednej strony tego starcia miałby stanąć Cenckiewicz, z drugiej Tusk, Siemoniak, szef MON albo rzecznik Siemoniaka Jacek Dobrzyński. Do wyboru albo wszyscy razem. Pomiędzy nimi tajna notatka (lub notatki), w której rząd informował Kancelarię Prezydenta o przyczynach zdarzenia w Wyrykach. Rząd twierdzi, że w notatce była mowa o polskiej rakiecie jako jednej z możliwych przyczyn ostrzału, Cenckiewicz ogłasza, że to kłamstwo.

Problem w tym, że Cenckiewicz jest pozbawiony dostępu do tajnych informacji i nie mógł wiedzieć, co jest w notatce. Powiedział to wprost min. Siemoniak. Cenckiewicz odpowiedział, że „wierzy swoim kolegom”, którzy dokument widzieli.

Dobrzyński odpisał Cenckiewiczowi, że jego wezwania są „żenujące” i stanowią kolejny „dowód, że dostępu do informacji niejawnych ten pan mieć nigdy nie powinien”.

Każda niemal godzina przynosi nowe wypowiedzi szefa BBN, który coraz bardziej rozzuchwalony i pewny swojego wpływu na prezydenta eskaluje konflikt. Kłamie też, że ma dostęp do niejawnych informacji. Wbrew oczywistym faktom i procedurom, które ten dostęp mu odebrały. Cenckiewicz go nie odzyska, bo ma akt oskarżenia za ujawnienie tajnych materiałów polskiej armii na potrzeby propagandy wyborczej PiS.

Zaczęło się od niszczenia Wałęsy

Wytrzymał może dwa dni. Być może upewniał się, czy w swoich działaniach ma pełne poparcie Karola Nawrockiego, który był wtedy za granicą. Gdy prezydent oświadczył, że stoi za Cenckiewiczem murem, historyk powrócił do awantury. Na swoim koncie w serwisie X przypomniał książkę „Zgoda”, propagandowe dzieło napisane wspólnie z Michałem Rachoniem, b. gwiazdą TVP, dziś wiodącym prezenterem Republiki. Na okładce „Zgody”, którą prezentuje Cenckiewicz, są fotografie Donalda Tuska, Tomasza Siemoniaka i Radosława Sikorskiego. Premier i dwaj kluczowi ministrowie obecnego rządu są tam przedstawiani jako de facto rosyjscy agenci wpływów i oskarżani, że w latach 2007-15 „realizowali interesy Putina”.

Cenckiewicz powtarza te oskarżenia. Potem oburza się, że Sikorski nie chce mu podać ręki. A w wywiadzie dla Radia ZET stwierdza, że Sikorski „jest ostatnią osobą która może mówić prezydentowi, co ma robić”.

Cenckiewicz wzywa do pojedynku na notatki

Wywiadów Cenckiewicz udziela wielu, pilnuje tylko by nie przepytywali go dziennikarze mogący zadawać niewygodne pytania. Na podstawie publicznych wystąpień szefa BBN można stwierdzić, że to on wykreował narrację o „międzynarodowej kompromitacji polskiego rządu” w sprawie zdarzenia w Wyrykach. Cenckiewicz i jego ludzie tak długo to powtarzali, aż przekaz dotarł do rosyjskich propagandzistów, szczęśliwych, że nawet w obliczu zagrożenia najwyższe władze w Polsce są skłócone.

Cenckiewicz nie ustaje w atakach na Sikorskiego i wiceszefa MSZ Marcina Bosackiego. Bo Bosacki pokazał w ONZ dom w Wyrykach jako zniszczony przez rosyjski dron. Tymczasem zniszczeń dokonała jedna z polskich rakiet wystrzelonych w kierunku atakujących nas obiektów. Jaka to różnica i czy naprawdę jest to tak straszny skandal, wie tylko Cenckiewicz.

Ostatni występ prezydenckiego ministra w Zetce to także kuriozalne wezwanie do „pojedynku na notatki”. Z jednej strony tego starcia miałby stanąć Cenckiewicz, z drugiej Tusk, Siemoniak, szef MON albo rzecznik Siemoniaka Jacek Dobrzyński. Do wyboru albo wszyscy razem. Pomiędzy nimi tajna notatka (lub notatki), w której rząd informował Kancelarię Prezydenta o przyczynach zdarzenia w Wyrykach. Rząd twierdzi, że w notatce była mowa o polskiej rakiecie jako jednej z możliwych przyczyn ostrzału, Cenckiewicz ogłasza, że to kłamstwo.

Problem w tym, że Cenckiewicz jest pozbawiony dostępu do tajnych informacji i nie mógł wiedzieć, co jest w notatce. Powiedział to wprost min. Siemoniak. Cenckiewicz odpowiedział, że „wierzy swoim kolegom”, którzy dokument widzieli.

Dobrzyński odpisał Cenckiewiczowi, że jego wezwania są „żenujące” i stanowią kolejny „dowód, że dostępu do informacji niejawnych ten pan mieć nigdy nie powinien”.

Każda niemal godzina przynosi nowe wypowiedzi szefa BBN, który coraz bardziej rozzuchwalony i pewny swojego wpływu na prezydenta eskaluje konflikt. Kłamie też, że ma dostęp do niejawnych informacji. Wbrew oczywistym faktom i procedurom, które ten dostęp mu odebrały. Cenckiewicz go nie odzyska, bo ma akt oskarżenia za ujawnienie tajnych materiałów polskiej armii na potrzeby propagandy wyborczej PiS.

Zaczęło się od niszczenia Wałęsy

Cenckiewicz robi to wszystko wyjątkowo zuchwale i bezczelnie. Bo przez lata swojej publicznej działalności nauczył się, że kłamstwo popłaca. Nauczył się też bezkarności, tak jak całe środowisko skupione wokół Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobry i oczywiście Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego tak dzisiaj krzyczą, gdy obecna koalicja próbuje ich rozliczać.

Zawodowa droga Cenckiewicza to właśnie droga bezkarności, samowoli, manipulowania faktami i upolityczniania historii. To także droga pokazująca, jak naukowiec stopniowo łamał zasady, którymi powinien się kierować, w imię służby jednej partii – Prawu i Sprawiedliwości. W imię zwalczania jej przeciwników oraz budowania jej wizji najnowszej historii Polski.

Dzieje obydwu tych dróg są przygnębiające. I choć Cenckiewicz nie jest pierwszym ani ostatnim historykiem, który służąc partii, sprzeniewierza się obowiązującym w tej nauce zasadom, to ze względu na swoją obecną pozycję stał się postacią symboliczną. Mniej więcej tak jak jego guru Antoni Macierewicz, gdy w 2015 r. został ministrem obrony narodowej.

Swoją karierę Cenckiewicz zaczął od zniszczenia wizerunku Lecha Wałęsy. Jako pracownik IPN, a potem historyk i beneficjent rządów PiS (wszedł nawet do rady nadzorczej spółki paliwowej) napisał tysiące stron o epizodzie z lat 70., gdy Wałęsa był zarejestrowanym agentem SB. Ani słowa nie napisał za to o tym, jak potem, w stanie wojennym, przywódca „Solidarności” i późniejszy prezydent był inwigilowany na niespotykaną skalę. Akta działań bezpieki przeciwko Wałęsie to setki teczek, wśród nich również teczka operacji fałszowania dokumentów, które miały z Wałęsy zrobić donosiciela. Za systematyczne i niestety skuteczne obalanie legendy Lecha Wałęsy Cenckiewicza pokochali Kaczyński i Macierewicz.

Prezent dla wrogów Polski

Dzięki nim został jednym z czołowych likwidatorów WSI i współautorem raportu o tej służbie. Tam ujawnił tajemnice polskiego wywiadu i kontrwywiadu. Łącznie ze szczegółami zagranicznych operacji i danymi naszej agentury. Akcję powtórzył już za ostatnich rządów PiS, gdy w Kolegium IPN przeforsował ujawnienie zbioru zastrzeżonego. A w nim kolejnych nazwisk oficerów pracujących na niejawnych etatach oraz danych osobowych agentury.

Ostatnie zadanie, jakie dostał od PiS, to kierowanie słynną komisją Lex Tusk. Miała wyeliminować Tuska, Sikorskiego i Siemoniaka z dostępu do publicznych stanowisk. Wydała z siebie operetkowy raport, za który Cenckiewicza PiS wynagrodził sejmową owacją na stojąco.

Za rządów PiS Cenckiewicz obłowił się też na serialu TVP „Reset” (zarobił co najmniej 500 tys. zł). Wziął też udział w propagandowej operacji przedwyborczej, która miała udowodnić, że w razie wojny Tusk chciał „zostawić na pastwę wroga Polaków mieszkających na wschód od Wisły”.

Za tę ostatnią akcję Cenckiewicz ma właśnie akt oskarżenia, co czyni go pierwszym urzędującym ministrem zasiadającym na ławie oskarżonych za przestępstwo popełnione w związku ze sprawowaną funkcją. Cenckiewicz i zauroczony nim Nawrocki nic sobie z tego nie robią. Mówią o „politycznych prześladowaniach”, ale na razie prześladowany jest prowadzący śledztwo prokurator wojskowy Marcin Maksjan. Fanatyczni zwolennicy Cenckiewicza demonstrują pod prokuraturą, pokazują Maksjana jako zdrajcę, plują mu na mundur, grożą jemu i jego rodzinie. I zapowiadają odwet po odzyskaniu władzy przez PiS.

Dziś w Polsce mamy kpiącego z prawa prezydenckiego ministra od spraw bezpieczeństwa i bezsilne wobec niego państwo. Wszystko to w warunkach rzeczywistego zagrożenia wojną. Nie można sobie wyobrazić lepszego prezentu dla naszych wrogów. W tej sytuacji nie muszą nawet werbować agentury wpływów, która będzie od środka rozsadzać państwo polskie.

Autor Wojciech Czuchnowski, przedruk z wybprcza.pl

Share This Article
PoPrawny
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.