Czy żołnierz w koszulce zespołu “Honor” będzie bronił ojczyzny?Zgodnie z podstawową zasadą medialnych klickbajtów odpowiedź na pytanie zadane w tytule brzmi zazwyczaj – nie. W OKO.press ta zasada nie zawsze działa, może dlatego że staramy się nie stosować klickbajtów. Tym razem odpowiedź brzmi – nie mamy pojęcia, nie ma na to żadnych dowodów.
Żołnierz, o którym mowa, w marcu 2024 r. oddał 12 strzałów w kierunku grupy migrantów oraz innych żołnierzy funkcjonariuszy Straży Granicznej (obie grupy były przemieszane, bo SG próbowała powstrzymać migrantów przed ostatecznym pokonaniem płotu na granicy polsko-białoruskiej). To właśnie SG zawiadomiła w tej sprawie prokuraturę, a Żandarmeria Wojskowa zatrzymała Karola S. Nasz ojczyzna zadrżała w posadach – jakże to tak? Naszego polskiego żołnierza, do więzienia, za to, że bronił? Grzmiał minister Kosiniak-Kamysz, premier Tusk zameldował, że “odebrał meldunek” a zachowanie ŻW budzi “uzasadniony niepokój i gniew”.

O sprawie zdołaliśmy już zapomnieć, gdy 27 maja sąd wydał wyrok w tej sprawie. Uniewinnił Karola S. Nie byłoby w tym nic niezwykłego (sądy nie zawsze wydają wyroki, z którymi się zgadzamy), gdyby nie znamienny obrazek – sędzia uniewinnia Karola S., który na rozprawę ze wszystkich t-shirtów dostępnych na ziemi wybrał właśnie ten z nadrukiem neonazistowskiego zespołu Honor. I w tej właśnie koszulce wysłuchał, jak sędzia ubolewa, że Karola S. nie ma już w wojsku. I natychmiast zapowiedział, że do wojska wstąpi ponownie.
Gdy informacja o koszulce przebiła się do opinii publicznej, pojawiły się głosy, że no owszem, koszulka niezbyt ładna, może powinien pomyśleć wcześniej, ale ojczyznę obroni, gdy trzeba. Nie wiadomo, skąd przekonanie, że człowiek, który wystrzelił 12 razy w stronę grupy swoich kolegów oraz migrantów, którzy za pomocą lewarków odgięli drut na granicy, miałby rzucić się do obrony przed istniejącym wrogiem, gdy ten naprawdę nadejdzie.
Oczywiście, rzeczywistym problemem nie jest rozstrzygnięcie, kto nas obroni, a kto nie i w jakiej koszulce. Problemem jest normalizacja i relatywizacja neonazistowskich symboli i poglądów w polskiej przestrzeni publicznej. Zespół Honor śpiewał straszne rzeczy, a promocja tego zespołu powinna być zakazana.
Traf chciał, że w tych samych dniach wydarzyła się jeszcze jedna historia. To historia z Lublina, ale mogła wydarzyć się wszędzie w Polsce. Radnego Tomasza Gontarza zaniepokoiła obecność zagranicznych studentów i ich rodzin i wsparcie, jakie oferuje im miasto (wywnioskował to z wypowiedzi Wiktorii Herun z Urzędu Miasta). Gontarz napisał interpelację do prezydenta miasta w tej sprawie, ale sprawa trafiła dużo dalej – aż do polskiego Sejmu, gdzie poseł Tumanowicz apelował o niesprowadzanie “murzynów”. A wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak prosi, żeby Lublina nie “zasiedlać cudzoziemcami”.
Burza wokół studentów z Afryki w Lublinie. Gorączka na prawicy, uczelnie murem za cudzoziemcami
Te jawnie rasistowskie hasła jeszcze kilka lat temu nie pojawiłyby się w Sejmie. Owszem, po cichu, prywatnie – tak. Ale nie publicznie. Teraz już tak. To poważny sygnał alarmowy dla nas wszystkich.
I jeszcze jedna informacja z ostatnich dni. Znowu będzie o wykluczeniu i nierówności. 15 maja 2026 r. 46 państwa Rady Europy podpisało tzw. deklarację kiszyniowską. W samym dokumencie przeczytamy wiele o szacunku do wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale… no właśnie, tam, gdzie jest “ale”, zaczynają się problemy.
“Dokument wyraźnie podważają prawa człowieka osób migrujących i stanowi słabo zawoalowaną próbę wywarcia politycznej presji na Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz).
To bardzo wyraźny polityczny sygnał: państwa Europy są gotowe wycofać się z części gwarancji praw człowieka wypracowanych po II wojnie światowej” – pisze Maciej Grześkowiak. I dodaje: “Komentując przyjęcie deklaracji, Eve Geddie, dyrektorka Biura ds. Instytucji Europejskich Amnesty International, słusznie zauważyła, że
prawa człowieka powstały właśnie z myślą o takich momentach jak ten – gdy polityka podziałów prowadzi do uczynienia z całych grup ludzi kozłów ofiarnych, a współczucie wobec nich przedstawiane jest jako słabość.
Prawa człowieka mają bowiem stanowić nieprzekraczalną granicę minimalnego traktowania każdego człowieka – niezależnie od politycznych okoliczności”.
Wszystkie te newsy z ostatnich dni łączy jedno – mówią o zagrożeniu. Zagrożeniu dla osób potrzebujących, mniejszości, osób dyskryminowanych, osób, które się różnią. Ale jednocześnie o zagrożeniu dla nas, dla większości, która cieszy się (na razie) pełnią praw. Jeżeli jakieś grupy są tych praw pozbawione, jaką mamy pewność, że nas też to kiedyś nie dotknie? Skąd wiemy, że żołnierz we wspomnianej koszulce nie uzna, że broni tylko “prawdziwych” Polaków, a my mu się w tę kategorię nie wpiszemy? Pewności nie ma.
Źródło:OKO.press.pl

