Nasze cotygodniowe podsumowania zdominował ostatnio jeden temat. Chciałam zatem w tym tygodniu napisać o czymś innym, jednak poseł Janusz Kowalski i były minister Przemysław Czarnek nie pozostawili mi wyboru. Z mównicy sejmowej zaczęli lustrować administrację publiczną, domagając się w niej czystek narodowościowych. Poseł Janusz Kowalski ze zdumieniem odkrył, że mail z ministerstwa edukacji był podpisany podejrzanym nazwiskiem – czy aby polskim? Możliwe, że nie! Brzmiało jak nazwisko ukraińskie. Trzeba to sprawdzić! Trzeba nazwiska takie wykryć, zadenuncjować, wykreślić.
Brzmi strasznie? Bo i było to przerażające widowisko, które przypomniało nam najgorsze czasy w historii Polski i tym razem nie jest to przesada.
Było to do tego stopnia nowe, że kolejnego dnia wystąpił z przemówieniem Donald Tusk. Mówił: “Jeśli naprawdę będziecie kontynuować ten marsz w stronę tego brunatnego politycznego krajobrazu, jeśli naprawdę będziecie śledzili i lustrowali, tak jak zaczęli to już niektórzy posłowie z prawej strony, lustrować i pilnować, i sprawdzać, kto w urzędach polskich ma jakie pochodzenie… – ja swoje doświadczyłem w słynnej sprawie dziadka, ale wy też tego doświadczycie niedługo”.
Usłyszeliśmy wówczas nowe tony w premierowskim głosie. Niektórzy mówili o przełomie. Ja nie. Dla mnie przełom będzie wtedy, gdy liberałowie zaczną aktywnie walczyć z brunatną falą, a nie napędzać ją swoją obojętnością. I nie tylko obojętnością. We poniższym tekście wyjaśniam, dlaczego także Tuska uważam za winnego w tej sprawie.
Wytropić elementy nie dość polskie. „Maila wysłała mi chyba Ukrainka, nie ma polskiego nazwiska”
Ta antyukraińska fala wzbiera z wydatną pomocą Moskwy. Pisze Anna Mierzyńska: “A więc oba społeczeństwa – polskie i ukraińskie – znajdują się na froncie rosyjskiej wojny kognitywnej. Polacy niestety nie są przed tym kognitywnym atakiem chronieni w żaden sposób. Wpływ wojny informacyjnej jest od lat lekceważony, zupełnie jak gdyby politycy (niezależnie od tego, której są opcji) nie byli sobie w stanie wyobrazić, jak takie oddziaływanie zmienia nastroje i postawy ludzi. Dodajmy, że nie muszą sobie tego wyobrażać, są przecież badania, które to jasno pokazują. Wystarczy się z nimi zapoznać.
Na palcach jednej ręki można dziś policzyć polityków w Polsce, którzy rozumieją związany z tym poziom zagrożenia”.
Moskwa rozlała się po Polsce. Politycy mówią językiem rosyjskiej propagandy [WIDZĘ TO TAK]
Kiedyś, pisze Mierzyńska, ta propaganda działała głównie “oddolnie”, w mediach społecznościowych, pochodziła od tzw “zwykłych ludzi”. Dzisiaj to się zmienia. Moskwa rozlewa się po Polsce, bo językiem jej propagandy mówią osoby występujące w mediach głównego nurtu. To nie tylko Grzegorz Braun. To m.in. Leszek Miller. Pisał o nim już kilka miesięcy temu Piotr Pacewicz:
13 antyukraińskich tez Leszka Millera. Kreml go wychwala, a wy po co go zapraszacie?
Ostatnio Leszek Miller był gościem Kanału Zero. W grudniu 2025 r. Kanał Zero odwiedzili bracia kamraci, czyli “Jaszczur” i “Ludwiczek”. Ten pierwszy czterokrotnie skazany za nawoływanie do nienawiści wobec Ukraińców i Żydów.
To oczywiście tzw. kaliber ciężki.
Ale antyukraiński charakter przybierają także ogólnopolskie dywagacje o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Od tych dywagacji przeszliśmy przecież gładko do grzebania w życiorysie wiceministra Andrzeja Szeptyckiego, który chciał jedynie wyjaśnić, czym jest UPA dla Ukraińców. Czy zatem to tylko wina rzeczonego UPA oraz uporu Zełeńskiego? To ciekawe pytanie, a odpowiedź znajdziecie w znakomitym tekście Witolda Głowackiego:
Historię Polski i Ukrainy napisali nam sanacyjni pułkownicy, komuniści i skrajna prawica
O Orle Białym mówi, nie gryząc się specjalnie w język, Piotr Pacewicz – tym razem w sugestywnym video. Sprawdźcie na naszym instagramie i Facebooku.
A obok tej “wielkiej” polityki biegnie zwykłe życie Ukraińców w Polsce. W każdej debacie – uczestniczyłam w takiej 13 czerwca w Polsat News (“Cztery Strony Mediów Kutyny”) – lubimy wspominać kombatanckie czasy, czyli luty 2022 r. Rozpamiętujemy nasz wielkoduszny zryw, kiedy kierowani dobrym polskim sercem pomogliśmy narodowi zaatakowanemu przez Rosjan. Żeby było jasne – nie chcę kpić z tego porywu. Dobrze, że był – ale nie wystarczy. Niestety, fakt, że wojna w Ukrainie się nam znudziła, nie znaczy, że zniknęła. Nie znaczy to także, że zagrożenie ze strony Rosji maleje. Odwrotnie – ono rośnie. O scenariuszach rosyjskich pisze u nas Paulina Pacuła:
Czy Rosja zaatakuje któreś z państw NATO? Oto co mówią eksperci i służby wywiadu
Wracam do zwykłego życia. “1 lipca 2026 zmieni się sytuacja osób z Ukrainy objętych pomocą mieszkaniową państwa. Dzieci powyżej roku życia oraz rodziny z trójką i więcej dzieci tracą prawo do pobytu w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania” – pisze Agnieszka Kosowicz z Polskiego Forum Migracyjnego.
“Piszę ten tekst 11 czerwca. W Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania (OZZ) mieszka (dane na koniec kwietnia, liczba nie uległa znaczącej zmianie) 4900 dzieci.
1400 dzieci przebywa w ośrodkach nieodpłatnie (to znaczy, że ich rodzice są na ten moment uprawnieni do wsparcia, na przykład są osobami z niepełnosprawnością albo rodzicami trójki dzieci, ale nie pobierają na dzieci 800+).
3500 dzieci jest w ośrodkach odpłatnie (to znaczy, rodzice pobierają 800+ na dzieci – z tej kwoty są zobowiązani pokryć część kosztów pobytu).
Za moment wszystkie te dzieci stracą obecny dach nad głową”.
11 tysięcy osób może zostać bez dachu nad głową. Dom od 1 lipca zabierze im polski rząd
I co my na to?
Źródło:OKOpress.pl

