Jak świat światem, nie będzie…..

Kazimierz Brzezicki
9 Min Read

Polak – Polakowi, Niemcowi,Ukraińcowi,Ruskiemu czy Żydowi *- BRATEM.(*Skreśl w zaleznosci od sympatii-dop..KB)

Historia to nie najważniejsza sprawa w naszych relacjach z Ukraińcami – twierdzi Witold Gadomski na łamach wyborcza.pl Spór o historię to nie jest dobry sposób na prowadzenie skutecznej polityki zagranicznej. W każdym kraju przeciętny człowiek historią się nie pasjonuje, ale zna szereg historycznych mitów i uważa je za prawdziwe.

Według polskiej mitologii zawsze byliśmy narodem dzielnym, szaleńczo odważnym i szczodrym dla innych. Zawsze też byliśmy krzywdzeni, nigdy krzywdzicielami. Spróbujmy wyjaśnić przeciętnemu Polakowi, że to wszystko nie do końca jest prawdą. Zresztą – jakie dobro wynikłoby z prawdziwej wiedzy o naszej historii?

Każdy naród przyjmuje za prawdziwą piękniejszą wersję własnej historii i niechętnie przyznaje się do zbrodni popełnianych przez przodków. Dotyczy to zwłaszcza narodów otoczonych przez wrogie mocarstwa, walczących nie tylko o utrzymanie lub zdobycie własnej państwowości, ale o fizyczne przetrwanie.

Nie sposób zmusić Ukraińców do przyznania, że w 1943 i 1944 roku ich ojcowie, a raczej dziadkowie i pradziadkowie dokonywali okrutnych zbrodni na cywilnej ludności polskiej, mieszkającej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. A czy my jesteśmy w stanie przyznać, że podczas niemieckiej okupacji to nie pojedynczy szmalcownicy, zwalczani przez polskich patriotów wydawali Niemcom Żydów, ale robiła to część polskiego społeczeństwa, choć szacunki historyków w tej sprawie są różne. Według zachowanych świadectw ukrywający się Żydzi byli tropieni, okradani i mordowani przez polskich chłopów i miejskich lumpów. Uczestniczyli w tym członkowie Ochotniczych Straży Pożarnych, a także niektóre oddziały partyzanckie, nie wyłączając komunistów z GL. W latach 1939-1945 w Europie Środkowowschodniej działy się rzeczy straszne.

Wysiłek polskich polityków, by zmusić ukraińskie elity polityczne do uznania zbrodni sprzed ponad 80 laty, jest niepotrzebnym marnowaniem czasu i energii. Ukraińcy co najwyżej przyznają, że do pewnych zbrodniczych aktów dochodziło, jednocześnie usprawiedliwiając zbrodnie, skierowanymi przeciwko ludności ukraińskiej działaniami rządu II RP w latach 30. i odwetowymi akcjami oddziałów AK. Podobnie czyni część polskich historyków, przyznając, że to mieszkańcy Jedwabna mordowali swych żydowskich sąsiadów, ale dodając, że mogło to wynikać z faktu, że we wrześniu 1939 roku część Żydów z entuzjazmem witała wkraczające oddziały Armii Czerwonej. Jaką korzyść odniesiemy z tego, że zmusimy prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego by wycofał nazwę „Bohaterów UPA”, którą nadał specjalnej jednostce wojskowej? Raczej go nie zmusimy, ale nawet gdyby się udało – my o UPA będziemy wiedzieć swoje, Ukraińcy swoje.

Cztery lata temu byliśmy najważniejszym partnerem Ukrainy
W relacjach z Ukrainą strategicznym interesem Polski jest utrzymanie niepodległości naszego wschodniego sąsiada i niedopuszczenie, by w Kijowie rządził Putin (lub jego następcy) – bezpośrednio lub poprzez swoje marionetki. To nie znaczy, że po ewentualnym zwycięstwie Ukrainy za naszą wschodnią granicą będziemy mieli przyjazne dla nas państwo. Niezależnie od tego na jakich warunkach zostanie zawarty pokój lub zawieszenie broni, będziemy mieli z Ukrainą mnóstwo kłopotów. Zwycięska Ukraina – nawet jeśli zwycięstwem będzie tylko przerwanie walk wzdłuż dotychczasowego frontu – będzie krajem, prowadzącym bardzo asertywną politykę, walczącym znacznie ponad swoją własną wagę.

W 2022 roku byliśmy dla Ukrainy najważniejszym partnerem, dostarczając jej największego wsparcia militarnego, logistycznego i humanitarnego. Dziś jesteśmy dla Kijowa krajem mniej ważnym, co znajduje potwierdzenie także w badaniach opinii publicznej. W 2022 roku ponad 80 proc. respondentów w Ukrainie deklarowało pozytywny stosunek do Polaków, a poziom niechęci był śladowy – poniżej 1 proc. Najnowsze badania wskazują, że większość Ukraińców nadal ocenia relacje z Polską pozytywnie lub umiarkowanie pozytywnie, ale bezwarunkowy entuzjazm z pierwszych miesięcy wojny wyraźnie osłabł. Wrosła liczba ocen neutralnych. Przed czterema laty pojawiały się nawet po obu stronach granicy pomysły (raczej nierealne) stworzenia unii polsko-ukraińskiej, dziś w najlepszym razie możemy liczyć na poprawne relacje między naszymi krajami.

Gdy Ukraina była bliska klęski, ryzykowaliśmy wiele, by ją poratować. Dziś, gdy jest bliska sukcesu, robimy niewiele, by podtrzymać z naszym wschodnim sąsiadem specjalne relacje. Można uznać, że nasz stosunek do Ukrainy i Ukraińców był w pierwszym roku wojny zbyt sentymentalny, choć wówczas chodziło o to, by Rosjanie nie zajęli Kijowa. Dziś polscy politycy kierują się także emocjami, tyle że negatywnymi, odnoszącymi się do historii, a nie strategicznych interesów.

Mamy do czynienia z partnerem znacznie silniejszym niż przed czterema laty. To przykre, że Ukraina nie widzi potrzeby zadośćuczynienia polskim emocjom w sprawie Wołynia, ale kluczową sprawą jest ułożenie poprawnych i korzystnych dla nas stosunków z Kijowem dziś i po zakończeniu wojny. Zwycięstwo Ukrainy nad Rosją będzie momentem zwrotnym dla Europy Środkowo-Wschodniej, ale również początkiem nowych wyzwań w relacjach polsko-ukraińskich. Kluczowe będzie dążenie Ukrainy do członkostwa w Unii Europejskiej.

Polska przez lata wspierała te aspiracje, ale w momencie, gdy Ukraina zbliży się do akcesji, pojawi się rywalizacja. Kwestie takie jak podział funduszy unijnych będą prowadzić do trudnych negocjacji. Dotychczas to Polska była jednym z głównych beneficjentów, ale pojawienie się nowego, dużego członka UE, w dodatku znacznie od nas biedniejszego, będzie oznaczać zmniejszenie strumienia pieniędzy dla polskich regionów. Zapewne od 2035 roku staniemy się płatnikiem netto do unijnego budżetu. Będziemy finansowali rozwój Ukrainy, tak jak od 2004 roku finansują nas Niemcy, Francuzi, Holendrzy i Austriacy. Łatwo przewidzieć jak na to zareaguje część polskiego społeczeństwa i jak ten fakt wykorzystają cyniczni politycy.

Szczególnie wrażliwą dziedziną stanie się branża rolno-spożywcza. Ukraińskie rolnictwo, konkurencyjne kosztowo i dysponujące olbrzymimi obszarami upraw, już teraz budzi niepokój polskich rolników. Polska będzie musiała godzić się na niełatwe kompromisy w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, by chronić interesy własnych rolników, jednocześnie respektując prawo Ukrainy do uczestnictwa w jednolitym rynku. Na dłuższą metę konkurencji nie wygramy, co zresztą może mieć także pozytywne skutki. Część rolników będzie zmuszona zmienić profesję, porzucając niskowydajną pracę na roli na rzecz bardziej wydajnej w budownictwie, przemyśle lub usługach. Ale taka transformacja nie będzie bezbolesna.

Współpraca bez „specjalnych relacji”
Polityczna asertywność Ukrainy będzie nowym wyzwaniem. Wzmacniające się elity ukraińskie będą dążyć do budowania własnej pozycji w regionie, niekoniecznie w oparciu o partnerstwo z Polską. To naturalny proces. Każde państwo dąży do maksymalizacji swoich interesów. Dla Polski kluczowe będzie umiejętne zarządzanie tą sytuacją. Nie możemy oczekiwać, że priorytetem ukraińskiej polityki zagranicznej będą specjalne relacje z Polską. Nie jesteśmy i nie będziemy uznawani przez naszych wschodnich sąsiadów za „starszego brata” lub przewodnika w europejskich sprawach.

Z perspektywy strategicznej Polska i Ukraina będą jednak skazane na współpracę. Oba kraje mają wspólne interesy w dziedzinie bezpieczeństwa, infrastruktury energetycznej czy polityki wschodniej. Unia Europejska będzie platformą, na której te interesy będą musiały być godzone. Kluczowym wyzwaniem będzie znalezienie równowagi między ochroną własnych interesów a budowaniem wspólnej przyszłości regionu.

Spory o historię – choć nieuniknione – nie mają większego znaczenia w obliczu wyzwań, jakie przyniesie przyszłość. To nie pamięć o minionych konfliktach, lecz umiejętność rozwiązywania wspólnych problemów zdecyduje o tym, czy relacje polsko-ukraińskie będą stabilne i owocne.

Domaganie się od Ukraińców by przyznali, że przed ponad 80 laty ich przodkowie dokonali na Polakach okropnej zbrodni nie jest elementem polityki zagranicznej, ale jak najbardziej krajowej. Politykom, którzy podsycają antyukraińskie emocje nie chodzi o Polskę, ale o zdobywanie poparcia wyborców.

Witold Gadomski, wyborcza.pl
Foto: Brygada Świętokrzyska.Walczący w ramach Narodowych Sił Zbrojnych dzisiaj są czczeni jako Żołnierze Wy(prze)klęci. Źródło:ilustracji -Gazeta Wyborcza

Witold Gadomski
ur. w 1953. Jeden z założycieli KL-D, a także poseł na Sejm I kadencji. Publicysta „Gazety Wyborczej” zajmujący się tematyką gospodarczą. Laureat Nagrody im. Władysława Grabskiego za najlepsze publikacje prasowe w dziedzinie ekonomii.

Share This Article
PoPrawny
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.