Wyrok ETPCz: Dobro dziecka nie może zależeć od orientacji seksualnej jego rodziców. To dzieci „bezpaństwowe”. Mają polskie obywatelstwo, ale nie posiadają na to żadnych dokumentów. Nasz kraj nie chce ich wydać, bo mają dwie matki albo dwóch ojców – tłumaczy adwokatka Anna Mazurczak. Europejski Trybunał Praw Człowieka właśnie postanowił z tym zrobić porządek.
A.P. i E.K to Polki, które mieszkają w Northampton w Wielkiej Brytanii. Są parą. W 2014 r. w londyńskim szpitalu przyszedł na świat ich syn. Chłopiec otrzymał brytyjski akt urodzenia, w którym A. wpisano jako matkę biologiczną, a E. – jej partnerkę.
Kobiety chciały dopełnić formalności, nadać dziecku numer PESEL, wyrobić polski paszport. Są i czują się Polkami i właśnie w takim – polskim duchu – chciały wychowywać swojego syna. Ale napotkały mur.
Dzieci „bezpaństwowe”
Do wydania takich dokumentów potrzebny jest bowiem polski akt urodzenia, którego żaden urząd nie chciał im wydać. Wniosek o transkrypcję londyńskiego aktu urodzenia dziecka złożyły w sierpniu 2025 r. w Urzędzie Stanu Cywilnego w Myszkowie (woj. śląskie). Usłyszały odmowę. Urzędnicy tłumaczyli ją tym, że w polu „ojciec” nie da się wpisać żeńskiego imienia, a „polski system prawny nie uznaje rodziców tej samej płci”.
– To oznacza, że chłopiec ten, a także inne dzieci w podobnej sytuacji, pozostają zawieszone w prawnej próżni. Sam fakt, że przyjdą na świat na przykład w Hiszpanii, ale ich rodzice są Polakami, nie sprawia, że automatycznie otrzymują hiszpańskie obywatelstwo. Mają tylko polskie, ale nie posiadają już na to żadnych oficjalnych dokumentów. Są więc „bezpaństwowcami” – tłumaczy mecenaska Anna Mazurczak, specjalizująca się w prawach osób LGBTI+. W 2018 r., gdy jeszcze pracowała w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich (był nim wówczas Adam Bodnar), zajmowała się tą sprawą.
Pisała pisma do ETPCz, w imieniu Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. W sprawę angażowała się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
– Bez transkrypcji aktu urodzenia, a w konsekwencji dokumentów tożsamości nie wiadomo, jak ubezpieczyć dziecko, zawieźć je do lekarza czy zapisać do placówki. Niektórych dzieci nie można było nawet przewieźć do Polski, żeby odwiedzić rodzinę – opowiada. Dodaje, że zwykle szybciej udawało się wynegocjować z tamtejszymi władzami wydanie dokumentów tymczasowych, niż w Polsce wywalczyć transkrypcję aktu urodzenia dziecka rodziców jednej płci.
Urzędnicy odmawiają transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych. Co ma zrobić wojewoda?
Jak mówi, trudno ocenić, jak wiele dzieci jest w analogicznej sytuacji. – Na pewno niemało, bo był moment, kiedy bardzo dużo par opuszczało Polskę, bo tu nie mogły założyć rodziny. Wiele rodzin nie decyduje się też na walkę w sądach. Kosztowną, długą i stresującą – podkreśla.
A. i E. odwołały się od odmownej decyzji urzędu w Myszkowie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie – bez powodzenia. Nie poparł ich także Naczelny Sąd Administracyjny, który powtórzył poprzednie uzasadnienia. W 2018 r. kobiety złożyły więc skargę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Na wyrok czekały 8 lat.
Ten, który zapadł 2 lipca, nie jest jeszcze prawomocny. Trybunał orzekł, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka w artykule 8., który mówi o prawie do poszanowania życia prywatnego dziecka. Podkreślił, że dziecko nabyło obywatelstwo polskie z chwilą urodzenia, a mimo tego nie było w stanie uzyskać polskich dokumentów tożsamości. I dodał, że polskie władze odmówiły mu uznania stosunku rodzicielstwa, mimo że jedna z kobiet była jego biologiczną matką, co w efekcie miało wpływ na fundamentalny aspekt jego tożsamości i stanu cywilnego, pozostawiając w sytuacji niepewności prawnej.
Podkreślił, że Polska złamała także artykuł 14., dotyczący zakazu dyskryminacji.
ETPCz uznał, że polskie władze nie uwzględniły w odpowiedni sposób najlepszego interesu dziecka.
I nakazał wypłacić poszkodowanemu – w tym przypadku chłopcu – pięć tysięcy euro zadośćuczynienia.
– To bardzo ważny wyrok – podkreśla Mazurczak. – rząd i sądy mają obowiązek go wykonać, a monitorować to będzie Komitet Ministrów Rady Europy – dodaje. Mazurczak podkreśla, że w ciągu najbliższych tygodni polski rząd musi przygotować plan wykonania tego wyroku dla Rady Europy. Zaznacza, że dopóki wyrok nie jest prawomocny, rząd może też go zaskarżyć. Wysłaliśmy pytania do Ministerstwa Spraw Zewnętrznych oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o to, co zamierza zrobić z wyrokiem.
Zobacz wideoWrocław. Transkrypcja ślubu pary jednopłciowej
Zdaniem Mazurczak, sprawa jest bardzo prosta i nie wymaga dodatkowych rozwiązań legislacyjnych. – Wystarczy zmienić wzory aktów, wprowadzając możliwość wpisania w nich dwóch matek lub dwóch ojców. Czyli podobnie jak stało się to w przypadku transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Ten wyrok nie wymaga zmiany ustawy.
Przypomina, że w 2019 r. NSA podjął w tej sprawie uchwałę 7 sędziów. – Sędziowie przyznali wtedy, że odmawiając transkrypcji, państwo polskie pozbawia dzieci dostępu do jakiegokolwiek dokumentu. I że tak nie może być. Nie wyrazili więc zgody na transkrypcję, ale polecili urzędom wydawać dzieciom dowody osobiste na podstawie zagranicznych aktów urodzenia. Niestety, to nie sprawdziło się w praktyce. Tylko nieliczne urzędy działały zgodnie z tą wskazówką, m.in. ten Warszawie – opowiada Mazurczak.
– Sędziowie podkreślają: dobro dziecka nie może zależeć od orientacji seksualnej jego rodziców. Polskie władze w ogóle nie przeanalizowały, jak odmowa wpłynie na życie i tożsamość chłopca, po prostu automatycznie zastosowały „klauzulę porządku publicznego” – komentuje w swoich profilach społecznościowych Kampania Przeciw Homofobii.
Przedruk z wyborcza.pl.autorka: Paulina Nodzyńska

