Bronię wartości

Kazimierz Brzezicki
4 Min Read

To nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne: w dniu ślubowania chowam swoje poglądy do szuflady. Będę adwokatką wszystkich obywateli, choć w obliczu tak głębokiej polaryzacji, to wielkie wyzwanie – deklaruje w rozmowie z „Wyborczą” nowa Rzeczniczka Praw Obywatelskich Sylwia Gregorczyk-Abram.

W środę 22 lipca Senat zatwierdził wybór adwokatki Sylwii Gregorczyk-Abram na urząd Rzeczniczki Praw Obywatelskich. Sejm zdecydował o tym tydzień wcześniej. Głos na kandydatkę Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy oddało 233 posłów, zaś na Adama Borowskiego, kandydata PiS-u i szefa klubu „Gazety Polskiej” w Warszawie – 177. Konfederacja i Razem opowiedziały się zarówno przeciwko Gregorczyk-Abram, jak i Borowskiemu.   

Rozmowa z Sylwią Gregorczyk-Abram 

Paulina Nodzyńska: Na początku ustalmy: pani rzeczniczko czy pani rzecznik?  

Sylwia Gregorczyk-Abram*: – Funkcja, jaką właśnie objęłam, jest określona w konstytucji jako Rzecznik Praw Obywatelskich. W oficjalnych wystąpieniach na pewno będę więc używała tej formy. Podobnie jest z moim zawodem. Mówię o sobie „adwokatka”, ale podpisuję się jako „adwokat”, bo tak skonstruowana jest ustawa. Na potrzeby rozmowy z panią redaktor możemy się umówić na „rzeczniczkę”.   

Dobrze, zatem: będzie pani rzeczniczką wyjeżdżającą Polskę czy bliżej pani do tej sporządzającej raporty w zaciszu gabinetu?  

– Chciałabym być blisko obywateli. Urząd rzecznika widzę jako miejsce dialogu i spotkań różnych środowisk; od organizacji pozarządowych i ekspertów, po wszystkie obywatelki i obywateli. Planuję spotykać się z Polakami w całym kraju i rozmawiać z nimi o ich prawach tak często, jak to możliwe. Uważam, że to kluczowe. To nie może być urząd niedostępny, zamknięty na jednej z ulic w Warszawie. Obywatele muszą widzieć i czuć, że to jest ich urząd. Rozwój tych spotkań, szczególnie na poziomie regionalnym, jest jednym moich z priorytetów.   

Zapowiadała pani też otwarcie dodatkowych biur RPO w różnych regionach Polski. Dlaczego to tak potrzebne?  

– Tych delegatur jest za mało, bo tylko trzy. A w Polsce wschodniej nie ma ani jednej. Upominał się o to także mój poprzednik, prof. Marcin Wiącek. Urząd RPO musi być blisko obywatela. Jako adwokatka wiem, jaka to różnica, kiedy człowiek może przyjść i osobiście porozmawiać o swoich problemach z drugim człowiekiem, a nie tylko pisać listy.

Powstanie kolejnego biura wiąże się ze zwiększeniem budżetu, co oczywiście jest w pełni zależne od decyzji politycznych. Na pewno będę próbowała przekonać, że ta decyzja jest w najlepszym interesie obywateli. 

A są na to zasoby kadrowe? 

– Jest za wcześnie, by mówić o ruchach kadrowych. W biurze jest obecnie zatrudnionych ok. 300 osób. Wiem z własnego doświadczenia, że to doskonali eksperci. Nie mogę się doczekać spotkania z nimi. 

Mówiła pani też o potrzebie wzmacniania świadomości obywateli w zakresie ich praw. Jak pani widzi taką edukację?  

– Nie lubię słowa „nauczać”. Widzę to inaczej: zamiast klasycznego „nauczania” wolę „budowanie dobrej komunikacji”, czyli także takiej, gdzie głos obywateli jest dostrzegany i usłyszany. Moją rolą jest rozmawiać z obywatelami, jakie przysługują im prawa i co mogą w danej sytuacji zrobić. A także o tym, po co nam tak naprawdę prawa człowieka, dlaczego powinniśmy się nimi interesować. W jaki sposób dotyka to naszego życia codziennego. 

Jestem doświadczoną edukatorką, tworzyłam wiele programów edukacyjnych. Chciałabym tę edukację w biurze RPO wzmacniać. Stawiam na współpracę z organizacjami pozarządowymi, które również mają doświadczenie w takich działaniach.  

Więcej na wyborcza.pl

Share This Article
PoPrawny
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.