Głośny incydent w Medziugorie z udziałem Polaka odbił się szerokim echem nie tylko w Bośni i Hercegowinie, ale i w całej Europie. Bartłomiej K., który w lipcu zbezcześcił sanktuarium, nie wyjdzie na wolność — sąd przedłużył mu areszt o kolejne dwa miesiące.
Decyzja sądu w Bośni i Hercegowinie zapadła we wtorek, 1 września, i oznacza, że Bartłomiej K. pozostanie w areszcie co najmniej do 27 października.
Prokuratura nie kryła obaw przed ewentualną ucieczką podejrzanego oraz ryzykiem, że może on po raz kolejny dopuścić się podobnego czynu. — Podejrzany starannie zaplanował atak na sanktuarium — podkreślił prokurator podczas rozprawy. Jak dodał, Bartłomiej K. przyznał się do wszystkiego, jednak nie okazał żadnej skruchy.
Do szokującego zdarzenia doszło na przełomie lipca i sierpnia. Bartłomiej K. miał nie tylko zbezcześcić figurę Matki Boskiej, ale również podpalić teren przy ołtarzu kościoła świętego Jakuba. Na figurze pojawił się napis „Diabeł w spódnicy” — zarówno po polsku, jak i po angielsku. Sprawca zostawił też transparent, na którym wypisał imiona osób związanych z objawieniami w Medziugorie i zarzucił im oszustwo.
Obrońcy Polaka przedstawiali sprawę z innej perspektywy. Twierdzili, że ich klient nie chciał nikomu zrobić krzywdy, a jego celem było zwrócenie uwagi na rzekome oszustwa osób podających się za jasnowidzów w Medziugorie. Bartłomiej K. miał według niej działać z pobudek ideowych, a nie z nienawiści.
To nie pierwsza styczność Bartłomieja K. z Medziugorie. Kilka lat temu drobiazgowo relacjonował w internecie swoją pieszą podróż do tego sanktuarium w Bośni i Hercegowinie. Jego drogę, podczas której pokonał aż 1300 km na piechotę, śledziły tysiące osób. Ta swoista pielgrzymka trwała wówczas 57 dni.

