Powrót A.Poczobuta na Białoruś

Kazimierz Brzezicki
13 Min Read

We wtorek przed południem Andrzej Poczobut przekroczył granicę polsko-białoruską i wyruszył w stronę rodzinnego Grodna. Zamierza spotkać się tam z rodziną i współpracownikami ze Związku Polaków na Białorusi. Wyjazd ma trwać tydzień.

Zrobił, to co zapowiadał zaraz po przybyciu do Polski 28 kwietnia. Poczobut był jednym z przetrzymywanych na Białorusi więźniów, których wymieniono na złapanych m.in. w Polsce białoruskiego i kazachskiego szpiega, oraz ściganego przez Ukrainę rosyjskiego profesora archeologii. Gdy czekałem na niego na linii granicznej, na nieczynnym przejściu w Białowieży, zapytał: – Czy będę mógł wrócić?

Wracać chciał jeszcze w maju. Dla niego to sprawa honoru. Pięć lat spędził w białoruskich więzieniach, a w końcu w łagrze, odmawiając propozycjom udania się do Polski na wygnanie. Nie zamierzał uciekać, nie chciał zostawić Polaków na Grodzieńszczyźnie na pastwę reżimu Łukaszenki. Przed wymianą w Białowieży przedstawiciele białoruskich władz zapewniali go, że będzie mógł wrócić do kraju, wręczono mu nawet jego paszport.

Po przyjeździe do Polski udało się przekonać Poczobuta, żeby najpierw zadbał o swoje prywatne sprawy. Mimo próśb z powrotu nie zrezygnował. Na Białorusi planuje pozostać przez tydzień. Następnie uda się do USA i Kanady, gdzie spotka się z politykami i działaczami Polonii. Po powrocie do Polski zamierza skupić się na dokończeniu pisania książki o swoich więziennych przeżyciach, którą wyda wydawnictwo Agora.

Poniżej publikujemy wywiad, którego udzielił „Wyborczej” tuż przed wyjazdem na Białoruś.

Bartosz T. Wieliński: Wkrótce przekroczysz granicę polsko-białoruską. Nie boisz się tam wracać?

Andrzej Poczobut: Znalazłem się w sytuacji, której każdy by się bał. I ja się boję. Ale w życiu nie należy kierować się strachem.

Zgoda, ale trzeba być rozsądnym. Wiesz, co zrobili z Aleksiejem Nawalnym, gdy wrócił do Rosji?

  • Ale dlaczego akurat rozmawiamy o historii Nawalnego? Po pierwsze, Białoruś to inny kraj niż Rosja. I sytuacja jest zupełnie inna. Nawalnego Rosjanie chcieli zabić już wcześniej. Otruli go przecież nowiczokiem. Ja przesiedziałem za kratami pięć lat, mieli mnie na widelcu i nic mi nie zrobili. A mogli zrobić, co chcieli. W więzieniu, łagrze jest się przecież całkowicie zależnym od władzy. To ona decyduje o życiu i śmierci.

Mogą cię zamknąć i posadzić na kolejne pięć lat…

  • Tego nie można wykluczyć. Ale z tego, co wiem o funkcjonowaniu białoruskiego reżimu, wynika, że zamykanie mnie w więzieniu byłoby władzom w Mińsku bardzo nie na rękę, skoro podejmowane są próby odmrożenia relacji z Zachodem.

Łukaszenka podejmował takie próby wielokrotnie, a potem je porzucał. Coś z tego teraz wyjdzie?

  • Wszystko zależy od tego, co się będzie działo w Ukrainie. Jeżeli Rosja faktycznie przeprowadzi mobilizację i postanowi znowu wykorzystać terytorium Białorusi do ofensywy przeciwko Ukraińcom, to te dość słabe wysiłki, by porozumieć się z Zachodem, spalą na panewce. Mińsk będzie się wówczas zajmować wyłącznie kwestiami bezpieczeństwa. To oczywista oczywistość.

Chcę jednak wierzyć, że wojna w sensie militarnym będzie powoli wygasała. Trwa już piąty rok, obydwie strony są nią wyczerpane. Dotyczy to też społeczeństwa rosyjskiego i myślę, że rosyjskie władze zdają sobie z tego sprawę i z tego, jak złe są społeczne nastroje. Jeśli ten pozytywny scenariusz się spełni, to wszystkie działania władz białoruskich skoncentrują się, by odbudować relacje z Zachodem. Dziś już widać, że to nie jest inicjatywa jednego gracza, próby trwają na wielu płaszczyznach. Ale to absolutnie nie znaczy, że reżim się zmienia, demokratyzuje czy że się boi Rosji. Po prostu Łukaszence chodzi o przetrwanie.

Mi też o przetrwanie chodzi. O przetrwanie Związku Polaków na Białorusi i polskiej mniejszości.

Związek Polaków na Białorusi został zdelegalizowany w 2005 r. Jego członków poddawano niezliczonym represjom, które nasiliły się, gdy reżim brał odwet po wielkich protestach z 2020 r. Związek może dalej istnieć?

  • Jego sytuacja jest trudna. By Białoruś stała się państwem totalitarnym, brakuje tylko pięciu minut. W tych pięciu minutach mieści się działalność Związku Polaków. Jest jasne, że związek jest pod baczną obserwacją służb specjalnych, które mają gigantyczne możliwości wywierania presji na działaczy. I mają pełen wachlarz represji, których można przeciwko nim użyć.

To trwa 21 lat, ludzie bardzo dużo przeszli. Mam jednak nadzieję, że te smutne doświadczenia nas zahartowały. Ostatnio na posiedzeniu Rady Naczelnej widziałem ich wielką determinację. Gdy w marcu 2021 r. nas aresztowano, zaczęto wzywać ludzi na przesłuchania. Wzywano nawet dzieci, uczniów polskich szkół. Nasi nauczyciele nie wiedzieli, czy 1 września będą mieli kogo uczyć, czy się nie wystraszą represji i nie zrezygnują. Okazało się, że papiery zabrało niewiele osób. Większość się nie przestraszyła.

Odbywałem niedawno dramatyczne rozmowy. Nauczycielka mówiła, że bardzo bała się, ale nie tego, że ją aresztują, tylko że przyjdą po nią podczas lekcji, że zabiorą ją na oczach dzieci. Chciała im oszczędzić tego widoku i sobie upokorzenia.

Ale nic takiego się nie wydarzyło. Ludzie przez to przeszli, wytrzymali, działają dalej. Oczywiście Związek Polaków jest niezależną organizacją i będzie miał wartość, gdy pozostanie niezależny. Myślę, że po 20 latach ludzie wiedzą, jak niezależność jest istotna.

Za kilka dni miał odbyć się zjazd Związku Polaków. Został jednak niespodziewanie odwołany. Co się stało?

  • Mogę tylko zacytować oficjalny komunikat Związku Polaków: w związku z problemami dotyczącymi logistyki i bezpieczeństwa zjazd zostaje odroczony o pół roku.

Kto będzie czekał na ciebie po białoruskiej stronie granicy?

  • Rodzina. Moja własna i działacze Związku Polaków. Granicę przekroczę razem z córką Janą. Pojedziemy do domu do Grodna. Wstąpię wcześniej do Brzostowicy Wielkiej.

To miejscowość położona jakieś 60 km na południe od Grodna. Tam przyszedłeś na świat.

  • To skromne rolnicze miasteczko. Pojadę zobaczyć nasz dawny dom. Odwiedzę cmentarz. Bardzo chciałem to zrobić. Dopiero teraz będę miał możliwość. A dalej pojedziemy do Grodna. Do żony, do rodziców.

Jak myślisz, co się zmieniło?

  • W naszym mieszkaniu? Żona zrobiła remont. Zmieniła kolor ścian, kupiła nowe meble. Minęło pięć lat, jak tam nie byłem. Kawał czasu. Gdy mnie aresztowano, żona nie chciała niczego zmienić. Nawet papierów na moim biurku nie chciała ruszać. A zawsze miałem tam bałagan. Pracowałem nad kilkoma tematami. Tu sterta dokumentów z jednej sprawy. Obok kupka materiałów z drugiej, tu trzecia. Żona zostawiła to tak, jak było. Liczyła, że szybciej wyjdę. Dzieci ją przekonały, żeby coś z tym zrobić.

A w samym Grodnie?

  • Zbudowano nowy most na Niemnie. Dwa razy go otwierano, bo po pierwszej ceremonii wyszły jakieś usterki i trzeba było je naprawiać. Na drugim otwarciu był już Łukaszenko. Moje miasto na pewno się zmieniło, pewno trochę nowych budynków wybudowali. Bardzo jestem ciekaw, jak wygląda.

Poza rodziną będziesz spotykać się z działaczami Związku Polaków?

  • Oczywiście. W Grodnie i w terenie. Planuję odwiedzić różne miejscowości. Bardzo dużo osób z naszego związku zaangażowało się w pomoc dla mnie. Kupowali jedzenie, przysyłali paczki, gdy siedziałem w więzieniu i mogłem je dostawać. W łagrze to prawo mi odebrano. Jestem za tę pomoc bardzo wdzięczny, pomogła mi przetrwać.

Nie obawiasz się, że tak podróżując po Grodzieńszczyźnie, tylko zezłościsz reżim?

  • Jestem z wykształcenia prawnikiem i przestrzegam prawa. Kodeksu karnego Republiki Białoruś w żaden sposób nie naruszę. A poza tym chodzi mi o to, by wspierać Związek Polaków. Wspierać niezależność tej organizacji. Bo tylko, gdy będzie niezależna, będzie reprezentować polską mniejszość. Wiesz, ile wysiłku włożyli ludzie, by Związek mógł działać? Ile to kosztowało Polskę? To było wielkie poświęcenie i kolosalne kwoty, wielka państwowa aktywność na różnych szczeblach. Część zaangażowanych ludzi już nie żyje.

Związkowi poświęciłem życie, uznałem, że to jest ważne. I teraz miałbym powiedzieć: no sorry, nie da się, bo ktoś by się bał, że go a nuż aresztują? Takie myślenie oznaczałoby brak szacunku dla poświecenia Polaków, z Białorusi i z Polski.
Władze białoruskie miały okazje mnie poznać i wiedzą, że ja się nie zmieniłem i nie wyrzekłem swoich poglądów. Sytuacja się zmieniła, Białoruś przybliżyła się do totalitaryzmu. Trzeba jechać i sprawdzić na miejscu, co się dzieje. Padło na mnie.

W twoje uwolnienie też zainwestowano mnóstwo wysiłku. Siedem służb specjalnych musiało się dogadać…

  • Bardzo to doceniam. Miałem okazję podziękować ludziom zaangażowanym w moje uwolnienie. Ale pamiętajmy o latach działalności Związku Polaków na Białorusi. Policzmy pieniądze, które wydano. Pamiętajmy o szkołach polskich, które teraz zrusyfikowano, o domach polskich. Gdy to wszystko położy się na szali, to one przeważą.

Co cię najbardziej zaskoczyło po powrocie do Polski?

  • Od dawna wiedziałem, że polskie społeczeństwo boryka się z polaryzacją. Ale nie sądziłem, że to idzie tak daleko. W Polsce wszyscy oskarżają wszystkich o sprzyjanie Rosji. Dobrze, że białoruska prokuratura zleciła ekspertyzę moich tekstów. Biegli orzekli, że jestem genetycznym rusofobem. Dzięki temu w Polsce czuję się bezpiecznie…

A na poważnie, gdy wszyscy oskarżają się o prorosyjskość, to ludzie, którzy faktycznie działają w interesie Rosji, giną w tym całym szumie. Dziwi mnie, że tego nie rozumiecie.
A pozytywne zaskoczenia?

  • Polska zawsze była dla mnie pięknym krajem dobrych ludzi. Zawsze się tu dobrze czułem. Teraz widziałem jeszcze wspaniałą historię sukcesu. Może z polskiej perspektywy jej nie widać, bo zawsze jest na co narzekać, ale z perspektywy nawet nie Białorusi, a krajów unijnych, które przeszły podobną drogę, Słowacji, Bułgarii, Rumunii czy Łotwy widać wielką różnicę na plus.

W Polsce nie ma korupcji, jest bezpiecznie, policja działa sprawnie, a gospodarka się rozwija. Ludzie mają się tu dobrze. Należy się z tego cieszyć i to doceniać. A nie porównywać z odległymi krajami, które rozwijają się dłużej i którym było łatwiej. Niech nie będzie tak, jak pisał Mickiewicz, że „ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił”.

W Polsce stałeś się już instytucją. Na spotkania z tobą przychodzą tłumy.

  • Na to nie byłem przygotowany. Myślę o sobie, że przede wszystkim jestem dziennikarzem, a nie celebrytą. Zbyt duża rozpoznawalność w tym nie pomaga.

Ale można ją wykorzystać do robienia dobra.

  • To właśnie staram się robić. Dzięki tym spotkaniom udawało się doprowadzić do tego, że dzieci z Białorusi zaproszono gdzieś na ferie, albo zawiązano współpracę ze Związkiem Polaków. Na spotkaniach zawsze mówię o problemach, z którymi Polacy na Białorusi się borykają. W ciągu tych kilku miesięcy to i owo udało mi się zrobić.

W zeszłym tygodniu spotkałeś się z papieżem Leonem XIV. O czym rozmawialiście?

  • Nasze spotkanie było krótkie, a mój angielski jest taki sobie. Ale poprosiłem papieża o błogosławieństwo dla Białorusi, dla mojej rodziny i dla mojej dużej rodziny, czyli dla Związku Polaków na Białorusi. Przywiozłem do Watykanu dwie kopie obrazu Matki Bożej Kongregackiej. Obraz w XVI w. przywieziono do Grodna z Rzymu, jest symbolem naszego kresowego katolicyzmu.

Jedna kopia była darem dla papieża. Poprosiłem, by drugą pobłogosławił. Ten obraz pojedzie ze mną do Grodna. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą dojedzie.

Też mam taką nadzieję, Uważaj na siebie, Andrzeju. I szybko wracaj.

  • Wszystko będzie dobrze.
    Przedruk za wyborcza.pl

Share This Article
PoPrawny

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.