„Trzymał kurczowo białoruski paszport, gdy zobaczyłem go na przejściu w Białowieży”. Wieliński o spotkaniu z Poczobutem

Bartosz Wieliński i Andrzej Poczobut (fot. Bartosz Wieliński)
Piszę ten tekst z leśnej drogi. Mikrobus ABW wiezie Andrzeja Poczobuta do Warszawy. Właśnie rozmawia przez telefon z żoną i córką. Prosi, by zadzwoniły do rodziców, że go wypuszczono.
Korespondencja z Białowieży
– Oni już wiedzą – mówi Oksana Poczobut.
– Czekam na ciebie w Warszawie.
Poczobut po uwolnieniu: „Myśleli, że mnie zastraszą, złamią, a ja się nie dałem”
Ciężko się pisze, bo Andrzej ciągle opowiada. O tym, jak przewieziono go do łagru w Nowopołocku i zaraz po wejściu słyszał krzyki katowanego więźnia. Obozowy kapo kazał nowoprzybyłym krzyczeć, by zagłuszyć wycie bitego. Poczobut jako jedyny nie krzyczał. Od wicenaczelnika więzienia usłyszał: „Poczobut, nam nie chodzi o to, byś był martwy, tylko byś był żywy”. Ale o jego zdrowie nie dbali.
Dwa lata żyłem przy otwartym oknie. Zima, lato. A w szizo, czyli w karcerze [spędził tam 167 dni] nie miałem niczego. Spałem na deskach– opowiada.
Wspomina też, jak go w 2021 r. posadzono w części więzienia przeznaczonej dla skazanych na śmierć, którzy oczekiwali wykonania wyroku. – Myśleli, że mnie od razu zastraszą, złamią, a ja się nie dałem –mówi.

Opowiada też o końcu jego więziennej epopei. Obudzono go dziś (we wtorek 28 kwietnia) o trzeciej rano. – Powiedzieli, ze mnie przenoszą. Ok, pomyślałem, że pojadę do ciężkiego więzienia w Mohylewie, nawet się ucieszyłem, bo tam lepsze warunki niż w Nowopołocku. Ale zdziwiło mnie, że kazali zabrać rzeczy. Gdy kagiebiści powiedzieli, że wyjeżdżam do Polski, odmówiłem. Kazałem zagwarantować, że będę mógł wrócić. Ściągnęli urzędnika administracji prezydenckiej, zadzwonili do polskiego chargé-d’affaires. Zapytałem, czy będę mógł wrócić na Białoruś. Potwierdził. Potwierdzili też białoruscy urzędnicy – opisuje.
Więcej na wyborcza.pl
PoPrawny Poznański serwis prawny
