Najnowsze informacje
Strona główna / Moja kancelaria / Atak przebierańców

Atak przebierańców

 W budynku Sądu Najwyższego miało miejsce dziwne zdarzenie. W największej sali zebrały się 23 osoby ubrane w togi sędziów Sądu Najwyższego. Jedna z tych osób miała na szyi łańcuch.

Wszystko wskazywałoby na to, że mieliśmy do czynienia z zebraniem sędziów Sądu Najwyższego. Ale po bliższym przyjrzeniu się okazało się, że tak jednak nie było. By ustalić, co tak naprawdę zdarzyło się w budynku Sądu Najwyższego i kto brał w tym zdarzeniu udział należy posłużyć się sprawdzoną zasadą złotych pytań kryminalistyki. A więc zaczynamy. 

Co? Gdzie? Kiedy? 

3 grudnia w budynku Sądu Najwyższego zebrały się 23 osoby ubrane w togi sędziowskie. Osoby te zasiadły w największej sali Sądu Najwyższego.  

W jaki sposób? 

W taki sposób, w jaki prowadzi się rozprawy w sądzie. Był przewodniczący (mężczyzna w todze sędziowskiej i łańcuchu sędziowskim na szyi). Poza nim znalazły się tam jeszcze 22 osoby w togach sędziowskich. Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że była to rozprawa. Przedstawiono projekt czegoś, co nazwano uchwałą. Odbyło się głosowanie i projekt ten został przyjęty. Wydrukowano pismo zatytułowane “Uchwała” i wszystkie osoby zebrane na sali je podpisały. Jedna z tych osób złożyła oświadczenie nazwane przez nią “zdaniem odrębnym.   

Dlaczego? 

I tu zaczyna się już trudność w odkodowaniu zamiaru. By odpowiedzieć na to pytanie, należy spróbować ustalić motywację tych 23 osób, które podjęły tak zwaną przez nich „uchwałę”. Orzecznictwo sądów międzynarodowych ETPC i TSUE oraz częściowe orzecznictwo Sądu Najwyższego (tego prawidłowo obsadzonego) pokazało istniejący w polskim wymiarze sprawiedliwości problem polegający, na tym, że nie wszystkie osoby noszące togę i łańcuch, legitymujące się otrzymanym od prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej tytułem sędziowskim są sędziami. ETPC oraz TSUE wypowiadały się początkowo ostrożnie, ostatnio w sposób bardziej zdecydowany o skutkach niekonstytucyjności nowelizacji z 2017 ustawy o KRS. Niekonstytucyjność wyborów członków neoKRS spowodowała, że do prezydenta wnioski o nominacje sędziowskie kierował organ nie mający przymiotu konstytucyjnego. Zatem nominacje sędziowskie wręczone przez prezydenta w tym niekonstytucyjnym trybie nie mogą być uznane za prawidłowe. Ergo, osoby dysponujące takimi nominacjami nie mogą stworzyć sądu i w związku z tym nie mogą wydawać orzeczeń w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Problem ten dotyczy przede wszystkim Sądu Najwyższego, w którym większość osób to neosędziowie.

Zaproponowany przez ministra sprawiedliwości projekt tak zwanej „ustawy naprawczej” przewiduje, że osoby, które w tym nieprawidłowym niekonstytucyjnym trybie uzyskały nominację od prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, będą musiały powrócić na swoje poprzednie miejsca służbowe sprzed nominacji. W przypadku sędziów na poprzednie stanowiska (niższe) w sądach. Inna jest sytuacja pracowników naukowych, którzy do sądu, w tym do Sądu Najwyższego, trafili z uczelni. Otóż ustawa naprawcza przewiduje, że będą musieli pożegnać się z tytułem sędziowskim. Tym nieprawidłowo otrzymanym. I zostaną z wymiaru sprawiedliwości usunięci. I w tym tkwi istota środowego zdarzenia w budynku Sądu Najwyższego. To walka o zachowanie stanowisk, prestiżu, pieniędzy.

Jakimi środkami?

Z wykorzystaniem obowiązujących procedur. Wszystko odbywało się zgodnie z procedurą, według której działa Sąd Najwyższy. Problemem jednak jest to, że osoby, które wzięły udział w wydarzeniach środowych Sądem Najwyższym nie są. Bowiem nie są w stanie stworzyć sądu w rozumieniu ustawy. 

Kto?

To pytanie najważniejsze. Odpowiedź na to pytanie pozwoli zajrzeć w sedno problemu. Pozwoli odkryć motywację, która stoi za uzurpowanie sobie wymiaru sprawiedliwości przez osoby do tego nieuprawnione. Pośród 23 osób, które zasiadły w środę w sali Sądu Najwyższego większość to neosędziowie. Czworo legalnych sędziów SN Jolanta Frańczak, Bohdan Bieniek, Dawid Miąsik i Piotr Prusinowski odmówili udziału w tej prawniczej hucpie [ich Oświadczenie z 2 grudnia – poniżej. Przyp. MK].  Pozostali to w większości nominaci pochodzący z przeróżnych uczelni. Osoby z tytułami naukowymi. Czyli ci, którzy walczą o zachowanie niekonstytucyjnego status quo, jakże dla siebie wygodnego.

Że nie ma to nic wspólnego z praworządnością, etyką i zwyczajną przyzwoitością, także oczekiwaną w postawie sędziego, by nie wspomnieć już o nieskazitelności charakteru?

Na myśl przychodzi scena z „Kariery Nikodema Dyzmy”, który po otrzymaniu pierwszego wynagrodzenia od Krzepickiego, licząc pieniądze powtarza: ”Żeby się jeszcze utrzymać, żeby się jeszcze utrzymać!”.

Zaś paradoks całej tej historii polega na tym, że te zaklęcia nie zmienią prawnej rzeczywistości. A ona jest taka, że 23 osoby zebrane w siedzibie SN nie mogły ustanowić sądu w rozumieniu ustawy i nie mogły podjąć żadnych wiążących prawnie decyzji. Czyli było to spotkanie przy cappuccino i ciasteczkach, by przytoczyć klasyka. Ale chaos pozostanie.

Jacek Tylewicz

sędzia w stanie spoczynku

Sprawdź także

Duby smalone

Piotr Prusinowski o „reformie” Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, dubach smalonych i swoim …