Najnowsze informacje
Strona główna / Korporacje prawnicze i trybunały / Ceremoniał czyli cena atrapy

Ceremoniał czyli cena atrapy

Farsa, polityczna hucpa czy reinkarnacja atrapy TK. Monitorkonstytucyjny.ue zamieszcza trzy różne opinie w tej sprawie”

Jerzy Zajadło, Tomasz T. Koncewicz: Odbudowa sprawiedliwości konstytucyjnej czy politycznego targowiska ciąg dalszy? Jak i kogo wybierać do sądu konstytucyjnego?

 Redakcja

0

(0)

O konstytucyjnej cenie „nicnierobienia” …

Ostatnie lata pokazały boleśnie, że dyskusja publiczna o tym jak wybierać sędziów konstytucyjnych i kogo wybierać do sądu konstytucyjnego, ma znaczenie fundamentalne dla ochrony obywateli przed władzą. O blaskach i cieniach wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego („TK”) pisaliśmy już kilkanaście lat temu, zanim jeszcze rozpoczął się proces destrukcji tego organu skutkujący jego całkowitą zewnętrzną i wewnętrzną delegitymizacją. I oto dzisiaj stoimy przed poważnym wyzwaniem – próbą odbudowy ustrojowego znaczenia tego organu poprzez stopniową rekonstrukcję jego personalnego składu. Powstaje więc pytanie, czy tamte podnoszone już kilkanaście lat temu argumenty zachowały swoje znaczenie? A nawet więcej – czy pod wpływem doświadczeń z ostatnich dziesięciu stały się jeszcze bardziej aktualne i czy w 2026 r. jesteśmy gotowi na poważną dyskusję o tym jak i kogo wybieramy do sądu konstytucyjnego?

Aby było jasne, nasz tekst nie jest  przeciwko komukolwiek, ale wyłącznie za czymś. O ile wybór sześciu nowych sędziów konstytucyjnych jest z pewnością krokiem w dobrym kierunku odbudowy polskiego sądu konstytucyjnego po latach upokorzenia i instytucjonalnej delegitymizacji, nie dotyka jednak istoty problemu systemowego, o którym traktuje nasz tekst.

Problem nie polega jednak na tym, czy sąd konstytucyjny jest organem politycznym i czy sama idea sądowej kontroli konstytucyjności ma charakter polityczny, ponieważ w obu wypadkach już dawno, zarówno w teorii i filozofii prawa jak i doktrynie prawa konstytucyjnego, zaakceptowano twierdzącą odpowiedź na oba te pytania. Daleko istotniejsze i bardziej niebezpieczne są polityczne źródła, przebieg i skutki konkretnych nominacji, sprowadzające się do wyboru „swoich sędziów” i związane z tym późniejsze oczekiwania zagrażające niezawisłości sędziowskiej. Trwająca osiem lat (2015 – 2023) tragedia konstytucyjna pod tytułem „TK musi być nasz za wszelką cenę” pokazała boleśnie, że obawy o przejęcie sądu konstytucyjnego w sytuacji, gdy jedna z sił politycznych zdobywa pełnię władzy i obsadza go „swoimi”, spełniły się z tragicznymi konsekwencjami dla tego sądu, czyniąc z niego „organ” de facto politycznie podporządkowany partii kontrolującej władzę ustawodawczą i wykonawczą.

Aby instytucja, kiedyś nazywana polskim TK, uzyskała szanse na drugie życie, jak nigdy wcześniej potrzebujemy dzisiaj w pełni transparentnej procedury wyboru zbudowanej wokół fachowości zweryfikowanej w sposób otwarty i dostępny dla opinii publicznej. Sposób wyboru, kwalifikacje i charakter sędziów konstytucyjnych przesądzają o wartości sądownictwa konstytucyjnego jako instytucji. O sile legitymacji sądu konstytucyjnego decydują nie tylko jego pozycja ustrojowa i kompetencje, lecz także tryb jego kreacji i skład personalny, w tym także szeroko pojęte osobiste i zawodowe kwalifikacje poszczególnych sędziów oraz ich zdolność do zdystansowania się od partii politycznych i wolność od partyjno-politycznych wpływów. Wszystko to poddane krytycznej weryfikacji w toku otwartej i przejrzystej procedury, która wychodzi poza polityczne namaszczenie.

Tymczasem w Polsce A.D. 2026 mamy nadal do czynienia z sytuacją szczególnej schizofrenii: z jednej bowiem strony dosyć głęboka jest świadomość daleko idącej niedoskonałości przyjętych normatywnych rozwiązań i pozanormatywnej praktyki oraz tragicznych konsekwencji tego stanu rzeczy, z drugiej zaś panuje atmosfera powszechnej rezygnacji z podjęcia prób dokonania radykalnej zmiany. Tymczasem wydawało się, że po wyborach 2023 r. to będzie właśnie ten czas, aby skończyć z politycznym targowiskiem wyboru sędziów konstytucyjnych według prymitywnej logiki, że moment wyboru ma być przedłużeniem krótkoterminowej i doraźnej polityki „tu i teraz”, a dla każdego „starczy” i w to miejsce przeprowadzić rzetelną dyskusję nie tylko o tym, jak wybierać sędziów konstytucyjnych, ale także kim taki sędzia powinien być.

Jak wybierać?

Generalna ocena (także wśród prawników) przed 2015 r. była mniej więcej taka: nie jest aż tak źle, skoro z jednej strony polski model kreowania sądu konstytucyjnego nie odbiega zasadniczo od analogicznych rozwiązań przyjętych w większości państw europejskich, z drugiej zaś, TK przed 2015 r. wielokrotnie dawał dowody prawniczego profesjonalizmu. W związku z tym pojawiające się tu i ówdzie propozycje wskazywały tylko na świadomość problemu, a nie na wolę jego radykalnego rozwiązania. Najczęściej podnosi się w tym kontekście cztery problemy, które mogą (chociaż nie muszą) wiązać się z zagrożeniem gwarancji niezawisłości sędziowskiej przez nadmierne powiązanie z interesami partii politycznych, a ściślej rzecz biorąc z interesami partii posiadającej faktyczną władzę:

  • po pierwsze, krąg podmiotów uprawnionych do zgłaszania kandydatów;
  • po drugie, formalne i merytoryczne wymogi stawiane kandydatom oraz tryb ich kontroli i weryfikacji;
  • po trzecie, wybór wyłącznie przez parlament i bez udziału innych podmiotów;
  • po czwarte, wybór bezwzględną a nie kwalifikowaną większością.

Tymczasem propozycje zmian pojawiające się w doktrynie prawa konstytucyjnego kompletnie nie przystawały do wagi potencjalnego zagrożenia obsadzenia sądu konstytucyjnego „przypadkowymi” kandydatami. Jeśli chodzi o krąg podmiotów uprawnionych do zgłaszania kandydatów, nigdy nie został zrealizowany zgłaszany wiele lat temu postulat, że najpierw można zgłaszać osoby na kandydatów sędziego TK, a dopiero z tej listy wybrani zostaną formalni kandydaci. Prawo zgłaszania „kandydatów na kandydatów” przysługiwałoby posłom, Zgromadzeniu Ogólnemu Sędziów Sądu Najwyższego, Zgromadzeniu Ogólnemu Sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, Krajowej Radzie Sądownictwa, Krajowej Radzie Prokuratury, właściwym ogólnokrajowym organom samorządu zawodowego adwokatów, radców prawnych oraz notariuszy i Radom Wydziałów prawa uczelni uprawnionym do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego nauk prawnych, radzie naukowej Instytut Nauk Prawnych PAN i Komitetowi Nauk Prawnych PAN i Komisji Prawniczej Polskiej Akademii Umiejętności. Takie rozszerzenie kręgu podmiotów uprawnionych do zgłaszania kandydatów na kandydatów miało zmierzać do odpolitycznienia procesu i podkreślałoby warunek kluczowy: wyróżniania się wiedza prawniczą. Propozycja utworzenia listy prawników wyróżniających się wiedzą prawniczą szła w dobrym kierunku, ale zawsze była jedynie półśrodkiem, ponieważ po pierwsze, formalnego kandydata (a nie kandydata na kandydata) i tam miało zgłaszać (i nadal zgłasza) Prezydium Sejmu i grupa co najmniej 50 posłów (choć wyłącznie z tej listy „kandydatów na kandydatów”), po drugie, posłowie (tylko w liczbie 15) mieli możliwość zgłaszać swoich kandydatów na kandydatów (na tym etapie przedwstępnym można byłoby zupełnie wykluczyć udział posłów, skoro i tak w ostateczności i tak Parlament dokonuje wyboru sędziego TK), a po trzecie, utrzymana została dotychczasowa większość bezwzględna jako warunek wyboru.

Przypomnieć też można inicjatywę społeczną ze strony organizacji pozarządowych, które w przeszłości (przed 2015 r.) próbowały wywołać publiczną dyskusję o tym jak powinien wyglądać wyboru sędziów sądu konstytucyjnego. Chodzi o program koalicji trzech organizacji (Fundacji im. Stefana Batorego, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Sekcji Polskiej Międzynarodowej Komisji Prawników) realizowany od 2006 r. pod nazwą „Obywatelski Monitoring Kandydatów na Sędziów”. Wnioski, przynajmniej, jeśli idzie o wybór sędziów TK, nie były niestety zbyt optymistyczne, skoro w raporcie z realizacji programu czytamy: „Regulacje prawne dotyczące procedury wyboru sędziów nie pozwalają na odbycie rzeczywistej debaty publicznej dotyczącej kandydatów na sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Najważniejsze problemy to: brak czasu na szczegółowe przyjrzenie się kandydatom, brak obowiązkowych konsultacji i zasięgania opinii środowisk prawniczych, brak mechanizmu zmuszającego do wyjaśnienia wszelkich wątpliwości zgłoszonych wobec kandydata przed dokonaniem wyboru. Procedura wyboru sędziów do TK pozwala na to, by stosowano różne standardy w odniesieniu do wyboru poszczególnych sędziów, w szczególności dotyczy to procedowania w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka opiniującej kandydatury (m.in. sposób głosowania, zakres analizy). Istniejące reguły wyborcze sędziów TK, formalne wymagania stawiane kandydatom oraz sposób weryfikacji tych wymagań pozwalają na to, by kandydatami na sędziów (i w efekcie także sędziami) zostawały osoby, co do których istnieją poważne wątpliwości, czy mają kwalifikacje umożliwiające pełnienie funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

Wracamy więc do 2026 r. i pytamy co z powyższych udało się zrealizować. Nie doczekaliśmy się prawdziwej zmiany w procedurze wyboru sędziów konstytucyjnych poprzez danie środowiskom prawniczym możliwości zgłaszania kandydatów na sędziego. O otwartym obywatelskim przesłuchaniu kandydatów na sędziów nawet się nie mówi. Posłowie (politycy) cały czas zazdrośnie strzegą swojego dominującego udziału w wyborze sędziów konstytucyjnych, skoro wybór nowych sędziów w 2026 r. ma być nadal wynikiem wyłącznie politycznej kalkulacji. Tymczasem wybory X/2023 r. były wygrane na bazie obietnicy nowej jakości w sferze publicznej. Miało być inaczej i lepiej. Wyszło jak zwykle …

Sędzia konstytucyjny, czyli kto: rzemieślnik czy filozof?

Na tym jednak nie koniec chocholego tańca wokół sposobu wyboru sędziów konstytucyjnych. Aby bowiem dać sobie szansę na rzeczywistą odbudowę polskiego sądu konstytucyjnego, pytanie „jak wybierać sędziów konstytucyjnych” i przywrócić legitymizację zewnętrzną tej instytucji, musi iść w parze z równie fundamentalnym, a zupełnie nieobecnym w polskiej przestrzeni publicznej, „kim jest sędzia konstytucyjny” w demokratycznym państwie prawa.

Pytania o „kto” dotyczy perspektywy „wewnętrznej” i jak dotąd w Polsce było skrzętnie zamiatane pod dywan. Pod tym ujęciem rozumiemy legitymację sądu konstytucyjnego jako sumę autorytetu, wiedzy, kwalifikacji i doświadczenia zasiadających w nim sędziów oraz reguł i zasad, w oparciu, o które zostali wyselekcjonowani i wybrani. Dla określenia profilu filozoficzno-prawnego sędziego konstytucyjnego proponujemy rozważenie odpowiedzi na trzy fundamentalne pytania: 1) co to jest Konstytucja?; 2) co to jest sądowa kontrola konstytucyjności prawa?; 3) co to jest interpretacja konstytucji? Ramy tego artykułu prasowego nie pozwalają na szczegółową odpowiedź na każde z tych pytań. Przyjmujemy pewne założenia wyjściowe, które uznajemy za wystarczające dla określenia profilu filozoficzno-prawnego sędziego konstytucyjnego. Wiedza na temat, czym jest konstytucja jako szczególny akt prawny, w czym tkwi specyfika interpretacji konstytucji i na czym polega sądowa kontrola konstytucyjności prawa jako szczególna forma orzekania, dają szansę uzyskania odpowiedzi na następujące pytanie: jakie właściwości zawodowe i cechy osobiste powinien mieć sędzia konstytucyjny, aby spełnić postawione przed nim zadania?

Specyfika Konstytucji

Zakładamy, że odpowiednią wiedzę na temat „co to jest konstytucja?” z oczywistych względów ma każdy kandydat, który spełnia ogólny wymóg „wyróżniania się wiedzą prawniczą” i szczegółowe wymogi wynikające z ustawy o Sądzie Najwyższym i ustawy Prawo o ustroju sądów administracyjnych. Z drugiej, jednakże strony intuicja i wiedza prima facie podpowiadają nam, że sędzia konstytucyjny znacznie częściej odwołuje się do konstytucji niż sędzia administracyjny czy sędzia sądu powszechnego. Więcej nawet – możemy śmiało założyć, że każdy sędzia konstytucyjny w swoim orzekaniu nie może się obejść bez Konstytucji, natomiast statystyczny sędzia administracyjny i sędzia sądu powszechnego w całej masie rozpatrywanych spraw do Konstytucji odwołują się w gruncie rzeczy incydentalnie i bez potrzeby dokonywania jej pogłębionej wykładni. Z punktu widzenia profilu filozoficzno-prawnego sędziego konstytucyjnego jest to oczywiście argument dosyć słaby, ponieważ oparty na kryterium czysto ilościowym. Mimo to zmusza on jednak do refleksji nad kompletnością i precyzją konstytucyjnego zapisu o „wyróżnianiu się wiedzą prawniczą”, skoro nie ma tam mowy o „szczególnej wiedzy na temat konstytucji i prawa konstytucyjnego”. Współcześnie „wyróżnianie się wiedzą z zakresu konstytucji i prawa konstytucyjnego” musi być rekonstruowane w świetle nie tylko ilościowego przyrostu materii konstytucyjnej w ramach jednego państwa, ale także zjawiska „migracji idei konstytucyjnych”. Trudno sobie bowiem wyobrazić kandydata na sędziego konstytucyjnego, który nie ma szerokiej i dogłębnej wiedzy na temat tego, co określa się niekiedy mianem acquis constitutionnel w ramach swoistego dialogu pomiędzy sądami konstytucyjnymi. Jeśli dodamy do tego jeszcze fakt, że elementem owego acquis jest w pewnym zakresie także prawo międzynarodowe i europejskie oraz orzecznictwo sądów międzynarodowych, wówczas „pustosłowie” zapisu o „wyróżnianiu się wiedzą prawniczą” bez jednoczesnego sprawdzenia i weryfikacji tej wiedzy staje się jeszcze bardziej oczywiste.

Specyfika sądu konstytucyjnego i mit „sezamie otwórz się”

Podstawową, choć nie jedyną, funkcją sądu konstytucyjnego jest kontrola konstytucyjności prawa. Mamy do czynienia ze specyficznym modelem stosowania prawa, który w gruncie rzeczy ma niewiele wspólnego z klasycznym sądowym modelem subsumcyjnym. Można oczywiście także i w tym zakresie powołać się na argument ilościowy – sędzia konstytucyjny znacznie częściej stosuje Konstytucję, niż ma to ma to miejsce w przypadku statystycznego sędziego sądu administracyjnego czy powszechnego. Ta różnica nie jest wyłącznie ilościowa, lecz ma charakter jakościowy. Sądowa kontrola konstytucyjności prawa nie jest bowiem sądem nad faktami, lecz sądem nad prawem. Czy w związku z tym powinniśmy od sędziego konstytucyjnego oczekiwać jakieś szczególnej wiedzy i szczególnych predyspozycji intelektualnych? Najprawdopodobniej tak, ponieważ powinien on wykazywać orientację nie tylko w zakresie konkretnych dogmatyk prawniczych, lecz także systemu prawa jako całości, ergo – także w zakresie teorii i filozofii prawa. Tym bardziej, że skutki jego orzeczeń mogą niekiedy przecinać system prawa wzdłuż i wszerz. Być może więc od sędziego konstytucyjnego powinniśmy w większym stopniu oczekiwać umiejętności spojrzenia na system prawa niejako „z lotu ptaka” i wniknięcia w rozstrzygane zagadnienie jak filozof prawa. Na potrzeby naszej analizy zakładamy, że sprawy rozpatrywane przez sąd konstytucyjny zawsze należą do tzw. trudnych przypadków (hard cases). Problem trudnych przypadków jest wprost proporcjonalny do roli, jaką w systemie prawa odgrywają organy stosujące prawo, zwłaszcza sądy.

Sędzia konstytucyjny napotyka w swojej pracy wyłącznie na tzw. trudne przypadki nie tylko dlatego, że konstytucja jest specyficznym aktem prawnym sformułowanym w specyficznym języku normatywnym. Także dlatego, że orzekając o konstytucyjności bądź niekonstytucyjności prawa zawsze (lub prawie zawsze) spotyka się ze zderzeniem prawa z innymi elementami rzeczywistości społecznej (np. moralnością, obyczajowością, polityką, ekonomią, religią, historią). Kontrola konstytucyjności wydaje się być czymś więcej niż tylko postępowanie zgodnie z przyjętymi regułami.

Słynny sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego O.W. Holmes napisał, że „wielkie sprawy, tak jak trudne sprawy, tworzą złe prawo”. U Holmesa stwierdzenie, że interesujące nas trudne przypadki tworzą złe prawo, wiązało się z uznaniem, że istotą common law jest to, że sędzia najpierw rozstrzyga konkretną sprawę, a dopiero później na tej podstawie próbuje określić zasadę. Sprawy z jednej strony wielkie i spektakularne, z drugiej zaś skomplikowane moralnie i politycznie tworzyły więc złe prawo, ponieważ były atypowe – sformułowane na ich podstawie zasady dotyczyły sytuacji ekstremalnych i wykraczały poza standardy oraz potrzeby bieżącego obrotu prawnego. Współcześnie coraz częściej albo przypomina się tezę Holmesa w kontekście skomplikowanych problemów etycznych, politycznych i prawnych, albo próbuje się poddać ją istotnej weryfikacji. Może jest bowiem wręcz przeciwnie, może to właśnie trudne przypadki kształtują dobrego sędziego lub szerzej – dobrego prawnika? Profil filozoficzno-prawny sędziego konstytucyjnego jest zdeterminowany w dużej mierze właśnie tym, że w praktyce napotyka on albo wyłącznie, albo przynajmniej bardzo często na tak pojęte hard cases. Wynika to z jednej strony z miejsca konstytucji w systemie prawa, z drugiej zaś z charakteru i struktury jej norm. W tym (ale nie tylko w tym) sensie sędzia konstytucyjny znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż sędzią sądu powszechnego, w tym także Sądu Najwyższego. W całej ogromnej liczbie spraw rozpatrywanych codziennie przez sądy powszechne różnych instancji, trudne przypadki w przyjętym tutaj rozumieniu zdarzają w gruncie rzeczy relatywnie rzadko (lub wręcz bardzo rzadko). Z tego punktu widzenia stosowanie i wykładnia prawa przez TK wykazują daleko idące odrębności. Szczególne znaczenie ma zderzenie prawa z innymi systemami normatywnymi: w procesie badania konstytucyjności dochodzi do niego zawsze (lub prawie zawsze). W tym sensie każda (lub prawie każda) sprawa konstytucyjna jest hard.

Interpretacja Konstytucji

Pozostaje więc ostatnia kwestia: co to jest interpretacja Konstytucji i czy także ona powinna przesądzać o szczególnych kwalifikacjach zawodowych i intelektualnych sędziego konstytucyjnego? Nasza prawnicza intuicja i podręcznikowa wiedza prima facie nie pozwalają na jednoznaczną odpowiedź na te pytania. Z jednej bowiem strony polska literatura z zakresu teorii prawa poświęcona problemom wykładni nie wskazuje na jakieś szczególne metody i reguły wykładni mające zastosowanie wyłącznie do Konstytucji. Nawet jeśli pewną odrębność wykazuje interpretacja zasad konstytucyjnych, to generalnie mamy jednak tutaj do czynienia z takimi samymi metodami wykładni i regułami określającymi jej kolejność, jak w przypadku norm poza konstytucyjnych. Z drugiej, jednakże strony, podkreśla się często „specyfikę wykładni Konstytucji”, która wynika m.in. z jej szczególnego miejsca w systemie aktów normatywnych, wyrażania przez nią zasad o podstawowym znaczeniu dla całego systemu prawa i ich dużym ładunku teoretycznym. Często językowe czy systemowe reguły wykładni nie wystarczają do ustalenia treści normy, trzeba odwoływać się do argumentów aksjologicznych, założeń teoretycznych leżących u podstaw poszczególnych przepisów czy też argumentacji o charakterze prawno-porównawczym. Sytuacja, w której dla rozstrzygnięcia sprawy Trybunał Konstytucyjny potrzebuje czegoś więcej aniżeli oparcia się na interpretacji literalnej jednego artykułu, nie oznacza, że wychodzi on poza swoje kompetencje i ingeruje w wybory ustawodawcy. Dokonuje jedynie interpretacji Konstytucji w sposób całościowy, poszukując zasad strukturalnych systemu konstytucyjnego, przesądza o jego aksjologii i wyznacza tory dla swojego przyszłego orzecznictwa, które w ten sposób staje się bardziej przewidywalne. W związku z tym, po drugie, stosowanie i interpretacja prawa nie są czynnościami automatycznymi, wykonywanymi w rzeczywistości zero-jedynkowej, według schematu polegającego na wprowadzeniu argumentów stron do komputera i oczekiwaniu na poprawną odpowiedź na ekranie.

Wiele lat temu angielski sędzia Lord Reid ostrzegał przed zbyt formalistycznym traktowaniem funkcji sędziego. Takie założenie przyrównywał do podobnej do słynnej metafory Platona bajki w której „prawo znajduje się w jaskini, gdzie ukryte jest w całym swoim blasku. Na rozkaz sędziego „Sezamie otwórz się” spływa na niego cała wiedza. Złe orzeczenia są wydawane, gdy sędzia pomyli hasło i otwiera nie te drzwi. My sędziowie jednak już od dawna nie wierzymy w bajki”. Niestety dzisiaj prawo nie jest, jak twierdzą krytycy Trybunału, tworem kompletnym, zamkniętym w „bajkowym” świecie wyznaczonym przez tekst przepisu. Orzecznictwo często musi uporać się z niedoskonałościami tekstu, wypełniać luki, wyrażać zasady systemu, adaptować je do zmieniającej się rzeczywistości i nowych okoliczności społeczno-ekonomicznych. sędzia jest zmuszony poszukiwać prawa, które będzie mógł zastosować, odnajdywać cel, ratio legis regulacji istniejącej, odkodować zasady prawa i włączać je jako integralny element „prawa”, które stosuje i interpretuje w obrębie Konstytucji oraz nad ewolucją którego sprawuje kontrolę.

To wszystko oznacza, że poszukując sprawiedliwego rozwiązania problemów pojawiających się w rozstrzyganych sprawach sędziowie muszą być kreatywni, ale taka kreatywność nie jest równoznaczna z „sędziowskim aktywizmem” czy populistycznym argumentem z impossybilizmu. Jest to raczej powszechnie akceptowane i uznawane „prawo sędziowskie”, które jest nieodzownym towarzyszem każdego sądu konstytucyjnego. Nie oznacza to, że sędzia konstytucyjny powinien być filozofem – wręcz przeciwnie, filozof byłby bardzo złym sędzią, ponieważ abstrahowałby w ogóle od prawa, w tym także od Konstytucji. Nie oznacza to jednak także, że sędzia konstytucyjny może abstrahować od argumentacji filozoficznej – wręcz przeciwnie, w gruncie rzeczy jest na nią skazany. Powstaje więc pytanie, co „postawa filozoficzna” mogłaby oznaczać w odniesieniu do polskiego Trybunału Konstytucyjnego? Otóż w gruncie rzeczy tylko jedno – rezygnację z utrwalonego paradygmatu reguł kolejności wykładni. Pamiętajmy, że Trybunał sądzi prawo, a nie fakty. Dlatego wykładnia językowa nadal powinna pozostać wiodącą wykładnią Konstytucji, ale sędzia konstytucyjny nigdy nie może poprzestawać na jej rezultatach i zawsze powinien rozszerzyć ją na wszystkie pozostałe poziomy interpretacyjne – historyczny, systemowy i celowościowy. Sędziowie nie mogą udawać, że orzekają w próżni. Każda interpretacja stanowi element większej konstytucyjnej całości, która podlega zmianie i ewoluuje. Kolejne generacje sędziów dopisują najlepiej jak jest to możliwe w danych okolicznościach jej nowe rozdziały, wyważając konkurencyjne, a czasami sprzeczne interesy i w ten sposób odpowiednio do momentu i czasu, stając na straży aksjologii Konstytucji i praw w niej zawartych.

„Sądowa filozofia” jako kryterium wyboru

W amerykańskim modelu nominacji sędziów federalnego Sądu Najwyższego pojawia się faza określana mianem „konfirmacji”. Polega ona przesłuchiwaniu przez komisję senacką wskazanych przez Prezydenta kandydatów, ponieważ zgodnie z Konstytucją USA, ostateczna nominacja musi się odbywać za „radą i zgodą” Senatu. Otóż jedno z podstawowych pytań, jakie zadają senatorowie kandydatom, brzmi następująco: „Jaka jest Pana/Pani filozofia sądzenia i filozofia prawa?”. Niestety ani polskie rozwiązania normatywne, ani tym bardziej polska praktyka polityczna i parlamentarna, nie świadczą o woli zadawania tego typu pytania kandydatom na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kandydat na sędziego konstytucyjnego musi zrozumieć, że wobec ogromnej władzy sądu konstytucyjnego, opinia publiczna nie tylko ma prawo do poznania poglądów kształtujących „filozofię sądzenia” kandydatów, ale to kandydat ma obowiązek przedstawienia swojej filozofii w sposób otwarty i precyzyjny. Ktoś, kto tego nie rozumie i „bawi się” w zwolnienia lekarskie czy inne wątpliwe tłumaczenia, dowodzi, że powinien trzymać się daleko od sądu konstytucyjnego. Ramy tego opracowania pozwalają jedynie na zasygnalizowanie problemu, a nie na jego wyczerpującą prezentację. Chodzi o zwrócenie uwagi na debatę, jaka toczy się na świecie w przedmiocie selekcji kandydatów i trybu wyboru sędziów sądów konstytucyjnych. Wydaje się, że polska teoria i filozofia prawa oraz nauka prawa konstytucyjnego powinna jak najszybciej włączyć się do tej powszechnej dyskusji. Jednocześnie można wykorzystać te już sformułowane postulaty, jakie pojawiły się w światowej nauce, zwłaszcza w jurysprudencji niemieckiej i amerykańskiej.

W Niemczech zwraca się przede wszystkim uwagę na problem transparentności i demokratyczności wyborów sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jak ogromny wpływ na proces weryfikacji kandydatów na sędziów może mieć opinia publiczna i organizacje pozarządowe, niech świadczy przypadek Horsta Dreiera. Ten wybitny niemiecki konstytucjonalista i filozof prawa, będący politycznie bezdyskusyjnym i merytorycznie świetnym kandydatem, w ostatniej chwili przegrał swoją szansą na zastąpienie jednego z ustępujących sędziów na stanowisku sędziego i wiceprzewodniczącego Bundesverfassungsgericht, ponieważ wcześniej w kilku wypowiedziach prasowych opowiedział się za dopuszczalnością tortur w celu wymuszenia zeznań w walce z terroryzmem oraz dla ustalenia miejsce pobytu osoby uprowadzonej dla okupu. W kwietniu 2008 r., pod naciskiem ze strony organizacji pozarządowych, SPD wycofała jego kandydaturę i wybrano innego profesora prawa. Na jeszcze większą uwagę zasługują bardzo interesujące propozycje de lege ferenda formułowane w jurysprudencji amerykańskiej, nawet jeśli uznamy, że możliwość ich bezpośredniego transponowania na grunt europejski, a zwłaszcza polski, jest mimo wszystko ograniczona.
Po pierwsze, podejmuje się próby skwantyfikowania zawodowych kwalifikacji kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego.
Po drugie, nawet jeśli zauważa się wzrost znaczenia ideologii w procesie wyboru sędziów, to przeciwstawia się im kryteria osobistych i charakterologicznych cech kandydatów rozwijane w ramach tzw. „jurysprudencji cnót”.
Po trzecie, próbuje się określić, jakie pytania oraz problemy mogą i powinny być przedmiotem postępowania przed komisją senacką w fazie tzw. konfirmacji.
Po czwarte wreszcie, pojawiają się propozycje zorganizowania selekcji i wyboru kandydatów do Supreme Court w oparciu o reguły swoistego konkursu sędziów.

To właśnie w tym miejscu pytanie o to „jak” wybierać sędziów konstytucyjnych spotkałoby się z „kim jest sędzia konstytucyjny”, ponieważ w toku dobrze skonstruowanej procedury wyboru obywatele mieliby faktyczną okazję poznać kim są kandydaci na sędziów, jak rozumieją konstytucję i jej interpretację i co jest dla ich istotne jako prawników. W Polsce nadal mamy bardzo daleko do połączenia „jak” z „kto”…

Sędzia konstytucyjny jako element „konstytucyjnej demokracji”

W Polsce dyskusja wokół odnowienia składu sądu konstytucyjnego jest od lat zdominowana wyłącznie przez rozważania natury stricte politycznej. Na Wiejskiej powszechny sposób rozumowania i oczekiwanie są nadal takie, że wraz z nadejściem nowej władzy sędziowie konstytucyjni powinni „dopasowywać” swoje orzecznictwo do jej poglądów. W 2015 r. to rozumowanie i oczekiwanie zostało TK podane w wersji radykalnej i doprowadziło do faktycznego wygaszenia polskiego sądu konstycuyjnego jako niezawisłego arbitra i strażnika konstytucyjności.

W państwie prawa Konstytucja jest jedna, nad jej aksjologią pracują pokolenia sędziów, odkrywając wraz z upływem czasu i wzbogacaniem tradycji konstytucyjnej nowe treści konstytucyjne. Zaakceptowanie poglądu o periodyczności Konstytucji oznaczałoby, że obywatele pozbawieni zostaliby minimalnego elementu pewności i przewidywalności prawa oraz ciągłości treści przekazywanych w Konstytucji, ponieważ nowi sędziowie musieliby sprostać oczekiwaniom obecnie rządzących. Wysyłanie do TK osób, których jedyną zaletą jest to, że są „swoi”, bez jakiejkolwiek refleksji nad zdolnością wypełnienia mandatu konstytucyjnego, oznacza, że politycy nie rozumieją po co jest sąd konstytucyjny w demokratycznym państwie prawnym. Nie jest po to aby ślepo aprobować wybory efemerycznego i nieracjonalnego ustawodawcy, ale aby przez konsekwentną interpretację Konstytucji efektywnie chronić prawa konstytucyjne obywateli i stanowić długofalową, wychodzącą poza perspektywę najbliższych wyborów, przeciwwagę dla większościowego ustawodawcy, który w XXI wieku nie może już wszystkiego.

W Polsce zobaczyliśmy z tragicznymi skutkami, co się dzieje, gdy ten konstytucyjny wentyl bezpieczeństwa odpada, a sąd konstytucyjny zamiast chronić Konstytucję i prawa obywateli przed władzą polityczną, staje się jej sojusznikiem … Cały czas nie rozumiemy, że wybory demokratyczne są tylko jednym z elementów demokracji, ale nie są z nią tożsame. Demokracja to coś więcej niż akt oddania głosu przy urnie i rządy wyłonionej większości parlamentarnej. To także w równym stopniu nakaz poszanowania fundamentalnych wartości i zasad systemowych przez rządzącą większość, takich jak prawa człowieka, prawa mniejszości etc. Wobec właśnie tych elementów sąd konstytucyjny ma do spełnienia funkcję gwarancyjną.

Pamiętajmy, że państwo i parlament zawłaszczone przez chwilową większość parlamentarną odchodzą, a idea „państwa prawa” i sąd konstytucyjny zostają. Po antykonstytucyjnym przejęciu sądu konstytucyjnego to powinno być potężną lekcją i przestrogą, a moment wyboru sędziów konstytucyjnych w 2026 r. stanowić okazję do głębokiej refleksji nad naszym polskim państwem prawa. Polityk, który chce instrumentalnie „majstrować” przy składzie TK powinien zawsze zadać sobie pytanie: przed jakim sędzią chciałby występować: uległym i przytłoczonym ogromem zadań, jakie lekkomyślnie przyjął na siebie godząc się na kandydowanie do Trybunału, czy silnym, niezależnym, efektywnie egzekwującym przestrzeganie Konstytucji wobec każdej nowo wyłonionej większości parlamentarnej, ale przede wszystkim intelektualnie zdolnym do codziennego przyjmowania wielkiego wyzwania, jakie wiąże się z dumnym tytułem „sędzia sądu konstytucyjnego”?

Po konstytucyjnej tragedii lat 2015 – 2023, te pytania i apele o nowe otwarcie w dyskusji o tym jak i kogo wybierać do sądu konstytucyjnego nabierają szczególnego egzystencjalnego znaczenia dla polskiego państwa prawa. Czy w 2026 r. jesteśmy gotowi na taką dyskusję?

Jerzy Zajadło*
Tomasz Tadeusz Koncewicz**

*Jerzy Zajadło: Prof. dr hab. Katedra Teorii i Filozofii Państwa i Prawa, Uniwersytet Gdański, członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności.
**Tomasz Tadeusz Koncewicz: Profesor prawa, kierownik Katedry Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej, Uniwersytetu Gdańskiego; Członek Editorial Board Oksfordzkiej Encyklopedii Prawa. Zasiada w Radzie Fondation Jean Monnet pour l’Europe w Lozannie.

Od Autorów:
Artykuł jest pełną wersją naszego tekstu opublikowanego w krótszej wersji Jacy powinni być sędziowie Trybunału Konstytucyjnego? W Polsce za mało się nad tym zastanawiamyGazeta Wyborcza 14 marca 2026 r. Nawiązuje też symbolicznie do naszej analizy sprzed … 16 lat opublikowanej w Gazecie Wyborczej Sędzia NadzwyczajnyGazeta Wyborcza, 24 marca 2010 r. Po długich 16 latach ten ostatni tekst cały czas pozostaje aktualny …

Adam Jankiewicz: Zanim Trybunał stał się atrapą

Nie mogę już słuchać tych bredni pisowskich i konfederackich kretynów… Od końca 1989 roku do końca 2016 roku NIKT, żadna partia polityczna i żadne lobby polityczne nie miały wpływu na SĘDZIÓW TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO… byłem tego świadkiem uczestniczącym.

Była to kwestia ogromnie wrażliwa i zawsze zwracano na to uwagę. Co nie znaczy, ze nie podejmowano takich prób ze strony np. SLD czy PSL-u. Wszystkie one kończyły się niepowodzeniem. Taka atmosfera i głębokie przekonanie panowało w Trybunale podczas mojej tam obecności (byłem w latach 1991-2016 Rzecznikiem TK , dyrektorem Gabinetu Prezesów i z czasem Zespołu Prezydialnego i obserwowałem to z bliska). To była wielka zasługa prof. Andrzeja Zola, prof. Marka Safjana i kolejnych prezesów oraz pełnej akceptacji wszystkich ówczesnych sędziów, niezależnie z jakiej rekomendacji zjawili się w Trybunale… Wynikało to z faktu, że wybór sędziów przez Sejm był aktem politycznym i należało wszystko robić, aby te wybory polityczne nie miały żadnego wpływu na orzecznictwo TK.

W latach 1990-2016 nikt w sposób zauważalny nie wyłamał się z tego „dogmatu” niezawisłości. I dotyczyło to zarówno sędziów wybranych z rekomendacji czy przy poparciu np. Ligi Polskich Rodzin, PC i PiS… jak i pozostałych sił politycznych. Czego nie można powiedzieć o niektórych pracownikach Biura TK, choc wydaje mi się, że przypadek Kamila Zaradkiewicza, postaci wyjątkowo cynicznej i zdemoralizowanej, był raczej odosobniony…

Tak ukształtowany niezawisły i niezależny Trybunał Konstytucyjny był zawsze solą w oku Kaczyńskich, Lecha i szczególnie Jarosława. W czasie pierwszych rządów PiS-u, czuliśmy to w TK bardzo wyraźnie. Pełne zniszczenie polskiego sądu konstytucyjnego po 2016 roku, jego degradacja z poziomu wzorcowej w skali europejskiej instytucji sądownictwa konstytucyjnego, było dziełem obsesji Jarosława Kaczyńskiego, Dudy, i niektórych posłów PiS-u, przy pomocy dziwnych postaci w rodzaju Przyłębskiej i Muszyńskiego.

Przez cały rok 2017 obserwowałem, jak to niszczenie przebiega. Dla mnie historia wspaniałego polskiego sądu konstytucyjnego, (którego orzecznictwo uzyskiwało najwyższe oceny w Europie), jednej z nielicznych wzorcowych polskich instytucji ustrojowych po transformacji 1989 roku, zakończyła się w grudniu 2016 roku.

Wszystko potem to dzieje pisowskiej przybudówki, lichej atrapy organu konstytucyjnego. Wskrzeszanie jej poprzez wybór niezależnych sędziów to iluzja, która się nigdy nie powiedzie, ponieważ mamy do czynienia z głęboko zainfekowaną przez Kaczyńskiego niekonstytucyjną instytucją partyjną… Najpierw trzeba rozliczyć Kaczyńskiego, Dudę, Szydło, Morawieckiego i Ziobro z niekonstytucyjnej zmiany ustroju RP, ponieważ zło nieukarane nadal pozostaje złem! Dopiero wtedy można będzie skutecznie odtwarzać zdegradowane organy konstytucyjne Państwa…

Warto dodać, że Kaczyńscy nie formułowali zarzutu wpływów politycznych. Sądownictwo konstytucyjne można zrozumieć tylko na gruncie „państwa prawa”, a oni odrzucali z zasady kelsenowski model sądowej kontroli instytucji państwa i tworzonego prawa… wyznawali omnipotencję organów państwa pochodzących z wyborów i tworzonego przez nie prawa, tak jak uczono nas w PRL-u w ramach marksistowskiej teorii państwa i prawa, w ramach której żaden sąd konstytucyjny nie miał racji bytu. Ale tego dziś nawet większość apologetów PiS-u, z panem Boguckim na czele, nie rozumie!

Adam Jankiewicz

Dr Adam Jankiewicz opublikował wcześniej powyższy komentarz na swoim profilu FB

Zdjęcie: Adam Jankiewicz. Autorka: Renata Zawadzka Ben Dor

Piotr Rachtan – Od Redakcji:

Pluralizm w Trybunale najlepiej ilustrują rekomendacje sił politycznych reprezentowanych w Sejmie dla poszczególnych kandydatów na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Przedstawiłem w 2018  roku w artykule „P. Rachtan: Jaka jest prawda o pluralizmie w Trybunale Konstytucyjnym przed 2015 rokiem – glossa do wywiadu prof. Andrzeja Nowaka„, Monitor Konstytucyjny, 16/10/2018. Pisałem tam:

„[…] W politycznym zgiełku nikną fakty, trzeba więc przypomnieć sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych od czasu przyjęcia konstytucji w 1997 roku do początku Dobrej Zmiany.

Jest to grupa licząca 30 osób, których poglądów politycznych nie oceniam, jak to z upodobaniem robią politycy i komentatorzy nie tylko gazet bulwarowych, bowiem każdy z nich pozostawił je na zewnątrz Trybunału (co widać w orzecznictwie TK). Można tylko posegregować ich wedle rekomendacji poszczególnych klubów parlamentarnych, które zgłaszały kandydatów. Poniżej lista, ułożona chronologicznie, z podaniem okresu kadencji, liczby głosów, które otrzymał każdy/każda z nich oraz nazwy klubu/klubów, które go/ją zaproponowały.

Andrzej Mączyński, 1997 – 2006, 263, AWS
Wiesław Johann, 1997 – 2006, 254, AWS
Marian Zdyb, 1997 – 2006, 257 głosów, AWS
Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska, 1997 – 2006, 240, AWS
Teresa Dębowska-Romanowska, 1997 – 2006, 234 gł, UW
Marek Safjan, 1997 – 2006, 274, AWS
Jerzy Ciemniewski, 1998 – 2007, 240, UW
Jerzy Stępień, 1999 – 2008, 199, AWS
Mirosław Wyrzykowski, 2001 – 2010, 378, SLD
Marian Grzybowski, 2001 – 2010, 299, SLD
Bohdan Zdziennicki, 2001 – 2010, 290, SLD
Janusz Niemcewicz, 2001 – 2010, 364, (UW?)
Marek Mazurkiewicz, 2001 – 12.2010, 291, SLD
Ewa Łętowska, 2002 – 2011, 219, SLD+PSL+UP
Adam Jamróz, 2003 – 2012, 210, SLD
Zbigniew Cieślak, 2006 – 2015, 224, PiS
Marek Kotlinowski, 2006 – 2015, 231, LPR+Samoobrona
Wojciech Hermeliński, 2006 – 2015, 237, PiS
Maria Gintowt-Jankowicz, 2006 – 2015, 224, PiS
Teresa Liszcz, 12. 2006 –, 303, PiS
Mirosław Granat, 04. 2007 – , 328, LPR+Samoobrona
Andrzej Rzepliński, 2007 – , 222, PO
Stanisław Biernat, 2008 – , 270, PO
Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz,2010 – , 415, PO
Stanisław Rymar, 2010 -, 293, PO
Piotr Tuleja 11. 2010 -, 348, PO
Marek Zubik 12. 2010 – , 200, PSL+PO+niezrz.
Małgorzata Pyziak-Szafnicka, 2011 – , 253, PO
Andrzej Wróbel, 2011 – , 243, SLD+PO+SDP+PJN+SD+niezrz.
Leon Kieres, 2012 – , 340, PO, PSL, SLD

A zatem jasno widać, że pluralizm jest górą: AWS zgłosiła 6 wybranych sędziów, UW – 3, SLD – 6, PiS – 4, PO – 6, LPR+Samoobrona – 2 oraz kilka klubów wspólnie zgłosiło 3. W przypadku wiceprezesa TK Janusza Niemcewicza brak jest informacji o klubie, który go zaproponował, jednak znając jego wcześniejszą aktywność parlamentarną (był posłem UW) można założyć, że to klub tej partii właśnie wysunął jego kandydaturę. […]”

Kiedy w 2015 roku Prezydent Andrzej Duda odmówił odebrania ślubowania od trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm, pytanie o prawny charakter tej ceremonii nabrało wagi ustrojowej. Czy Prezydent miał do tego prawo? Czy jego udział w uroczystości to obowiązek wynikający z przepisów, czy jedynie wieloletni zwyczaj? Wydaje się, że dotychczasowe orzecznictwo i doktryna odpowiadały na to pytanie błędnie – a rozważania należy zacząć od wskazania granicy między normą prawną a zwyczajem – pisze dr Marcin Krzemiński w serwisie internetowym konstytucyjny.pl

Ceremonia, która stała się sporem ustrojowym

Ślubowanie sędziego Trybunału Konstytucyjnego przez lata traktowano jako kwestię oczywistą i poboczną. Poza incydentem z 2006 r. i monografią prof. Zubika z 2011 r., nie poświęcano jej zbyt wiele uwagi, a praktyka – uroczysta ceremonia w Pałacu Prezydenckim, ślubowanie złożone ustnie i pisemnie w obecności głowy państwa – wydawała się naturalną konsekwencją tradycji i powagi instytucji. Jesienią 2015 roku ta sama ceremonia stała się zarzewiem kryzysu konstytucyjnego.

Prezydent Andrzej Duda odmówił odebrania ślubowania od trzech sędziów wybranych przez Sejm, uzasadniając to wątpliwościami co do prawidłowości ich wyboru. Trybunał Konstytucyjny w wyrokach K 34/15 i K 35/15 zajął stanowisko, że Prezydent jest zobowiązany niezwłocznie odebrać ślubowanie i że przepis ustawy o TK nadaje mu w tym zakresie szczególną kompetencję. Doktryna prawa konstytucyjnego w większości to stanowisko podzieliła. Uważam jednak, że oba te ujęcia zawierają fundamentalny błąd metodologiczny – i w niniejszym tekście staram się ten błąd wykazać.

Czego naprawdę wymaga ustawa

Konstytucja RP w art. 194 ust. 1 przesądza jedynie tyle, że sędziowie TK są wybierani indywidualnie przez Sejm na dziewięcioletnią kadencję. O ślubowaniu – jego obowiązku, treści, formie ani organie, wobec którego ma być złożone – Konstytucja milczy.

Regulację tę zawiera obecnie ustawa o statusie sędziów TK. Chodzi o dwa artykuły, zgodnie z art. art. 4 ust. 1 osoba wybrana na stanowisko sędziego TK składa wobec Prezydenta RP ślubowanie, tj. uroczyste przyrzeczenie służenia Narodowi i przestrzegania Konstytucji. Ust. 2 stanowi, że odmowa złożenia ślubowania jest równoznaczna ze zrzeczeniem się stanowiska sędziego. Z art. 5 wynika, że stosunek służbowy sędziego nawiązuje się dopiero po złożeniu ślubowania. Sędzia niezwłocznie stawia się w TK, a Prezes TK przydziela mu sprawy.

Art. 4. 1. Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie następującej treści: „Ślubuję uroczyście przy wykonywaniu powierzonych mi obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego służyć wiernie Narodowi, stać na straży Konstytucji, a powierzone mi obowiązki wypełniać bezstronnie i z najwyższą starannością.”. Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania „Tak mi dopomóż Bóg.”.2. Odmowa złożenia ślubowania jest równoznaczna ze zrzeczeniem się stanowiska sędziego Trybunału.Art. 5. Stosunek służbowy sędziego Trybunału nawiązuje się po złożeniu ślubowania. Sędzia po złożeniu ślubowania stawia się niezwłocznie w Trybunale w celu podjęcia obowiązków, a Prezes Trybunału przydziela mu sprawy i stwarza warunki umożliwiające wypełnianie obowiązków sędziego.

Warto zatrzymać się przy samym słowie „wobec”. Ustawodawca nie napisał: „Prezydent odbiera ślubowanie” ani „Prezydent przyjmuje ślubowanie”. Użył zwrotu opisującego wyłącznie czynność sędziego — wskazał, że ślubowanie składane jest wobec głowy państwa. Słowo „wobec” nie musi oznaczać bezpośredniej bliskości osoby prezydenta, tylko powinno być rozumiane zgodnie z celem Konstytucji i treścią ustawy. Celem konstytucyjnym jest zapewnienie TK działania, a ustawa w rocie ślubowania wskazuje, że sędzia ślubuje prawidłowo wykonywać obowiązku wobec Narodu. Zatem słowo „wobec” oznacza tyle, że to nie prezydent jest adresatem wypowiedzi sędziego, ale reprezentuje właściwego adresata – Naród. Dlatego ślubowanie nie jest składane „prezydentowi”, ale „wobec prezydenta”. Nie kreuje po stronie Prezydenta żadnego uprawnienia ani obowiązku. Trzeba tu także pamiętać o konstytucyjnym nakazie określania kompetencji w przepisach prawa i zakazie ich domniemywania.

Kluczowe jest to, czego w tych przepisach nie ma. Ustawa nie nakłada na Prezydenta żadnego obowiązku działania. Nie przyznaje mu żadnej kompetencji. Nie określa, kiedy i gdzie ma się dokonać ślubowanie. Formuła „składa wobec Prezydenta” opisuje jedynie okoliczności – wskazuje, że sędzia powinien złożyć ślubowanie w taki sposób, aby jego treść, osoba ślubująca i cel wypowiedzi – dotarły do świadomości głowy państwa. Adresatem przyrzeczenia pozostaje, co wyraźnie wynika z treści roty, Naród – nie prezydent. Można tu posłużyć się metaforą, że prezydent jest w tej sytuacji wzrokiem i słuchem Narodu.

Prawo a zwyczaj

Fundamentalnym błędem dotychczasowych analiz – zarówno w orzecznictwie TK, jak i w doktrynie – jest w moim przekonaniu nieodróżnianie tego, co wynika z normy prawnej, od tego, co jest elementem zwyczaju. Należy precyzyjnie rozgraniczyć te sfery:

NORMA PRAWNA•         Zawiadamianie Prezydenta o wyborze przez Sejm (Regulamin Sejmu)•        Obowiązek sędziego złożenia roty o treści ustawowej (art. 4 ust. 1)•         Skutek odmowy: zrzeczenie się stanowiska (art. 4 ust. 2)•         Nawiązanie stosunku służbowego po złożeniu ślubowania (art. 5)ZWYCZAJ KONSTYTUCYJNY•         Zapraszanie sędziego przez Prezydenta na uroczystość•         Organizacja ceremonii w Pałacu Prezydenckim•         Jednoczesna forma ustna i pisemna roty•         Obecność Prezydenta przy złożeniu ślubowania

To rozróżnienie ma doniosłe praktyczne konsekwencje. Zwyczaj konstytucyjny – choć pożądany i zasługujący na pielęgnowanie – nie jest normą prawną. W stosunkach między organami władzy publicznej jest normą z zakresu polityki, nie prawa. Nie może zatem tworzyć uprawnień ani obowiązków, których nie ustanowił prawodawca.

Przepisy prawa milczą co do formy złożenia ślubowania. Zatem może być to np. forma pisemna, ustna, albo za pomocą środków porozumiewania się na odległość. Jedyny wymóg co do formy, wynika z roty ślubowania – winno być ono złożone uroczyście. Przepisy nie nakładają na prezydenta obowiązku, ani – tym bardziej – monopolu organizowania uroczystej oprawy ślubowania sędziego TK. Może tego dokonać każdy inny organ, a obok głowy państwa, naturalnymi kandydatami na organizatorów mogą być: Sejm, Marszałek Sejmu, Prezes TK, wspólne posiedzenie Sejmu i Senatu – które zapraszałyby prezydenta, a gdyby ten nie przybył, to np. po uroczystym podpisaniu roty ślubowania doreczały by dokument prezydentowi. Wymóg uroczystego składania ślubowania wyklucza raczej pojawiające się pomysły ślubowania u notariusza, czy z megafonem pod pałacem prezydenckim.

Dlaczego mówienie o „kompetencji” Prezydenta jest nieporozumieniem

Zarówno Trybunał Konstytucyjny, jak i większość przedstawicieli doktryny, opisywała udział Prezydenta w ceremonii ślubowania jako jego kompetencję. Konstatacja ta nie jest prawidłowa.

Kluczowy argument

  • Zasada legalizmu (art. 7 Konstytucji):
    Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Kompetencja musi wynikać z wyraźnej normy prawnej – Konstytucji lub ustawy.
  • Wniosek: 
    Skoro żaden przepis nie przyznaje Prezydentowi uprawnienia do decydowania o tym, czy i kiedy odbierze ślubowanie – nie istnieje żadna kompetencja, którą mógłby wykonywać lub której mógłby zaniechać.

Dodatkowo, gdyby uznać, że Prezydent dysponuje kompetencją przy odbiorze ślubowania, a zwłaszcza, do odmowy jego przyjęcia – akt ten musiałby – jako urzędowy akt głowy państwa – wymagać kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów (art. 144 ust. 2 Konstytucji). Taki wniosek byłby nie do pogodzenia m.in. z zasadą niezależności władzy sądowniczej (premier miałby wtedy wpływ na obsadę i funkcjonowanie TK), oraz konstytucyjnie określonym monopolem Sejmu na obsadzanie TK.

Co z tego wynika w praktyce

Scenariusz optymalny – dotychczasowy zwyczaj:
Sędzia wybrany przez Sejm udaje się na zaproszenie Prezydenta do Pałacu Prezydenckiego. W uroczystej oprawie, wobec i w obecności głowy państwa, składa ślubowanie ustnie i podpisuje tekst roty. Następują zwyczajowe gratulacje i przemowy. Nawiązuje stosunek służbowy sędziego, który następnie przystępuje do obowiązków. Tę praktykę uważam za godną aprobaty jako wyraz zasady współdziałania władz i szacunku dla urzędów prezydenta oraz sędziego TK – nawet jeśli nie jest ona prawnie wymagana. Przestrzeganie tradycji daje poczucie stabilności państwa oraz świadczy o kulturze politycznej uczestników życia publicznego.

Scenariusz awaryjny – odmowa lub zaniechanie przez Prezydenta:
Pozostaje pytanie: co się stanie, jeśli Prezydent zdecyduje się sabotować proces — odmawiając przyjęcia korespondencji, uniemożliwiając kontakt, kwestionując każdą alternatywną formę złożenia ślubowania? Odpowiedź wynika z zasad wykładni prokonstytucyjnej: przeszkody takie należy traktować jako prawnie bezskuteczne. Przepisy ustawowe muszą być interpretowane w sposób zapewniający efektywność normom wyższego rzędu — a normą taką jest tu art. 194 ust. 1 Konstytucji, gwarantujący Sejmowi wyłączność w obsadzaniu składu TK. Wykładnia, która pozwalałaby głowie państwa unicestwić tę kompetencję przez zwykłą bierność lub opór, stałaby w jawnej sprzeczności z zasadą podziału władz (art. 10 Konstytucji) i niezależności władzy sądowniczej (art. 173 Konstytucji). W takiej sytuacji sędzia – po bezskutecznym zwróceniu się do Prezydenta do wyznaczenia terminu – może złożyć ślubowanie w innej uroczystej formie, a inny organ Państwa może podjąć się zorganizowania uroczystej oprawy i przesłać podpisane ślubowanie głowie Państwa, spełniając w ten sposób wymóg ustawowy złożenia ślubowania Narodowi „wobec prezydenta”. Konsekwencją będzie nawiązanie stosunku służbowego sędziego. Prezydent nie ma tutaj veta, którego Konstytucja mu nie przyznała. Przeszkody czynione przez Prezydenta byłyby – w moim przekonaniu – prawnie bezskutecznie w tym zakresie można sięgać w drodze analogii iuris do unormowań prawa cywilnego w zakresie chwili złożenia oświadczenia oraz przeszkodzenie w ziszczeniu się warunku.

Podsumowanie

  • Ślubowanie to jednostronna czynność konwencjonalna sędziego TK. Nie jest aktem dwustronnym i nie wymaga żadnego działania ze strony Prezydenta.
  • Niezbędne jest odróżnienie elementów procedury objętych normą prawną od elementów wyłącznie zwyczajowych – których naruszenie przez Prezydenta nie rodzi żadnych skutków prawnych.
  • Z żadnej normy Konstytucji ani ustawy nie wynika po stronie Prezydenta obowiązek aktywnego działania ani kompetencja do decydowania o tym, czy i kiedy ślubowanie zostanie złożone. Uzgodnienie terminu wynika z przyjętych zwyczajów.
  • Ewentualne przeszkody ze strony Prezydenta należy traktować jako bezskuteczne – na mocy nakazu wykładni zapewniającej efektywność normom konstytucyjnym.
  • Gdyby uznać rolę Prezydenta za kompetencję, jej wykonywanie wymagałoby kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów – wniosek sprzeczny z zasadą niezależności sądownictwa konstytucyjnego.
  • Dotychczasowy zwyczaj zasługuje na aprobatę jako wyraz współdziałania władz. Jednak zaniechanie jego kontytuowania przez Prezydenta nie wpływa na ważność ani skuteczność prawną złożonego ślubowania.

Tekst stanowi popularnonaukowe opracowanie referatu wygłoszonego na zebraniu Katedry Prawa Konstytucyjnego UJ w dniu 13.03.2026 r. Zbieżność tej daty z dniem wyboru sędziów TK jest przypadkowa – termin zebrania i temat wystąpienia zostały ustalone w styczniu br.

Marcin Krzemiński

konstytucyjny.pl

Od Redakcji Monitora Konstytucyjnego: 23 lutego 2026 r. na profilach FB Katedry Prawa Konstytucyjnego UJ oraz prof. Piotra Tulei opublikowano poniższe ogłoszenie:

Print Friendly, PDF & Email

Sprawdź także

Fikcja terapii postwięziennej

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje na pilną konieczność stworzenia realnego systemu wsparcia środowiskowego dla osób kończących …