Najnowsze informacje

Duby smalone

Piotr Prusinowski o „reformie” Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, dubach smalonych i swoim marzeniu

Na stronie internetowej dziennika „Rzeczpospolita” ukazał się wywiad z sędzią Sądu Najwyższego Piotrem Prusinowskim, byłym prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, przeprowadzony przez red. Agatę Łukaszewicz, zatytułowany „To ludzie zapłacą za taką „reformę” Sądu Najwyższego„. Przytaczamy najważniejsze – naszym zdaniem – fragmenty[…] To była dobrze działająca struktura, przez 30 lat dopieszczana, efektywnie funkcjonująca. Dla pani Małgorzaty Manowskiej to wada, bo Izba Pracy nie orzekała „po linii”, była za bardzo zapatrzona w Europę i za bardzo „antyneonowa”, taka po prostu zbyt samodzielna. W dzisiejszym szarym, „naszym” SN to skaza. Dlatego wywrócono strukturę Izby do góry nogami, co dało pretekst do usunięcia z funkcji przewodniczących wydziałów trzech najwybitniejszych w kraju „pracusiów” i ubezpieczeniowców. W to miejsce upchnięto „swoje” kadry, z eksportu, z Izby Dyscyplinarnej i Cywilnej. W tym miejscu dotarliśmy do wątku komediowego. W oświadczeniu znajdującym się na stronie internetowej SN nominat Jarosław Sobutka, odpowiadając na zarzuty o niekompetencji, pochwalił się, że „posiada wieloletnie doświadczenie w sprawach pracowniczych. Jako radca prawny, prowadząc kancelarię radcy prawnego w latach 1999–2020, obsługiwał przedsiębiorców na podstawie stałych umów, w tym duże podmioty zatrudniające setki pracowników”. To pocieszne. Nie znam radcy prawnego, który takich kwalifikacji nie posiada. Zatem każdy radca prawny w Polsce (a jest ich prawie 40 tysięcy) ma wystarczające kwalifikacje aby zostać sędzią SN i kierować Izbą Pracy.

[…] Sąd Najwyższy to takie miejsce, do którego powinni trafiać nie ci, co „znają królika” albo których politycznie wybrana KRS uznała za „swojego”, ale ci, którzy są „the best in the best”. Znam wielu takich radców prawnych, wyśmienitych specjalistów z prawa pracy, z osiągnięciami – no ale oni nie znają „królika” i są zbyt niezależni.

[…] Z kolei [….] [P]ani Agnieszka Góra-Błaszczykowska (przejęła zarządzanie izbą – red. rp.pl) pochwaliła się, że przez dziewięć lat „orzekała w sądzie rejonowym – sądzie pracy i ubezpieczeń społecznych”, a potem od 2009 r. w WSA też miała do czynienia z tematyką Izby. Deklaracja ta, proszę mi wierzyć, rozbawiła około tysiąc polskich sędziów „pracusiów” i około dwustu naukowców specjalizujących się stale, a nie z doskoku w prawie pracy i ubezpieczeniach społecznych. Jeśli ktoś na poważnie opowiada takie duby smalone, to z jednej strony, robi się wesoło, z drugiej jednak, do oczu napływają łzy.

[…] Mam taką propozycję dla aktualnie kierujących Izbą Pracy. Zapraszam Was w kwietniu i w maju na coroczne szkolenia sędziów, odstąpię Wam swoje zajęcia, będziecie mogli się sprawdzić, a sędziowie zweryfikują Waszą wiedzę i kwalifikacje z prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.

[…] [L] ludzie zapłacą za tę „reformę”. Nie przyspieszy ona rozpoznawania spraw. Zmiany pani A. Góry-Błaszczykowskiej mają już swoją kadrową cenę. W stan spoczynku przeszło w ostatnim roku kilku wybitnych sędziów. Mogli jeszcze sądzić. Jak się jednak ma ponad 65 lat, to chce się pracować w przyjaznym środowisku, a nie w „domu wariatów”.

[…] Gdybym powiedział, że sytuacja jest zła, to bym się przechwalał. Kilka faktów. W Izbie na przedsąd czeka się ponad rok, a na orzeczenie merytoryczne […] co najmniej dwa lata. Nasi klienci to ludzie z reguły chorzy i starzy. Wielu nie dożywa rozstrzygnięcia. W Izbie powinno orzekać 22 sędziów, a jest 12. Na siedmiu nowych sędziów prawem pracy i ubezpieczeniami społecznymi wcześniej zajmowało się zawodowo dwóch, dla pozostałych tematyka jest nowa. Patrzę na to i dopada mnie rozpacz ludzka. Dziękujemy Wam politycy.

[…] [„Starzy” sędziowie] [j]esteśmy gatunkiem wymierającym, zostało nas w SN niespełna 30. Mam marzenie, naiwne i nierealne. Chciałbym zaludnić Izbę Pracy najwybitniejszymi prawnikami. Tak wielu jest w Polsce specjalizujących się w prawie pracy i ubezpieczeniach społecznych, mądrych, mających autorytet i ponadprzeciętne osiągnięcia radców prawnych, adwokatów, sędziów i profesorów. Marzę, aby w SN znów garściami czerpać z ich wiedzy i zachwycać się ich różnorodnością. Różnorodność jest taka kolorowa i inspirująca. Taki Sąd Najwyższy jest Polsce niezbędny. Obecny, „szary, bury i ponury”, poza politykami, nie jest nikomu potrzebny.

Źródło:monitorkonstytucyjny.ue

Sprawdź także

„To próba zastraszania”

Sędzia Beata Morawiec: słowa Zbigniewa Ziobry to próba zastraszaniaTo już nie jest grożenie podejmowania legalnych działań, …