Najnowsze informacje
Strona główna / Moja kancelaria / Gramy już 50 lat

Gramy już 50 lat

Mecenas Wiesław Michalski mówi o tym jak narodziła się tradycja meczów piłkarskich Palestra versus Temida w Poznaniu.

Adwokat Wiesław Michalski

Jak to się zaczęło? Na początku 1975 roku byłem aplikantem adwokackim, ale także grałem w piłkę nożną. Wpadłem wówczas na pomysł zorganizowania rozgrywek piłkarskich między sędziami i adwokatami. Drugim pomysłem było zorganizowanie „gwiazdki dla dzieci” ten pomysł zrealizowałem z koleżankami aplikantkami Magdą Spelak, Mirką Łuczak i Bernadetą Kędzią.

Zgodnie z zasadami etyki adwokackiej, udałem się do ówczesnego dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu czy zaakceptuje obie te inicjatywy. Dziekan wyraził zgodę. Wtedy Okręgowa Rada Adwokacka postanowiła finansować „gwiazdkę dla dzieci” natomiast, gdy chodzi o mecze piłkarskie zaakceptowała środki finansowe na zakup pucharu. Za pieniądze składkowe kolegów wygrawerowaliśmy na pucharze stosowny napis był to napis o rozgrywkach piłkarskich o puchar przechodni dziekana ORA.

Wracając do organizacji pierwszego meczu, prawnikom interesującym się piłką nożną nie była obca postać sędziego Andrzeja Gładysza z Sądu Powiatowego w Poznaniu, wiele lat później wielokrotnego prezesa Sądu Rejonowego w Poznaniu, który był działaczem Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Udałem się do niego z prośbą o pomoc w realizacji pomysłu. Wyraził on natychmiast zgodę mówiąc, że jest to fantastyczny pomysł i włączył się w konkretne działania. Latem 1975 roku zagraliśmy pierwszy mecz z 50-letniego cyklu zmagań piłkarskich pomiędzy Adwokatami i Sędziami.

Pierwsze rozgrywki w latach 1975/76 to był trójmecz, albowiem do walki o Puchar przystąpili także Prokuratorzy. Sędzia Andrzej Gładysz był coachem drużyny sędziów. Coachem drużyny prokuratorów był prokurator Włodzimierz Heleniak. Natomiast ja, skromny aplikant adwokacki, ustalałem skład i taktykę gry z moimi kolegami aplikantami adwokackimi, którzy stanowili 90 procent drużyny, jej zasadniczy trzon. Wspomagało nas tylko kilku zaprzyjaźnionych starszych kolegów adwokatów.

Pierwsze mecze rozgrywaliśmy na boisku AZS przy ulicy Pułaskiego, boisko „załatwialiśmy” z gospodarzem stadionu. Sędziowali arbitrzy pierwszoligowi, pamiętam nawet sędziego klasy międzynarodowej – Mariana Kustonia.

Finansowanie rozgrywek odbywało się w ten sposób, że wszyscy zawodnicy składali się na opłacenie przygotowania boiska i stroje piłkarskie oraz kawę po meczu.

Pieniądze były przeznaczone dla gospodarza boiska AZS przy ulicy Pułaskiego w Poznaniu, aby skosił trawę i założył siatki na bramki, oraz dla jego żony, za wypranie i wypożyczenie strojów piłkarskich. Stąd na fotografiach mamy różne stroje, bo zakładaliśmy te, które były akurat wyprane…

Jak to w naszej korporacji, organizacja meczów była profesjonalna pod kątem prawnym. Uczestnicy meczów zawsze byli ubezpieczeni w PZU od następ nieszczęśliwych wypadków. Zapewnialiśmy także profesjonalną opiekę medyczną. Na każdym meczu był lekarz z apteczką i akcesoriami do pierwszej pomocy. Przez wiele lat obowiązki lekarza pełnił mąż adwokat Magdy Spelak, pan doktor Lucjan Spelak, który zabezpieczał wszystkie mecze.

W pierwszym trójmeczu to sędziowie wygrali zarówno z adwokatami jak i prokuratorami. Rok później znowu reprezentanci Temidy byli najlepsi, sędziowie mieli więcej aplikantów. Prokuratorzy szybko, bo po dwóch latach wycofali się z rozgrywek. Przyczyną był problem ze skompletowaniem drużyny, ale pomogliśmy im. Na bramce prokuratorów stanął wówczas sędzia Maryś Antkowiak. Po wycofaniu się Prokuratury, prawniczy turniej piłkarski oznaczał pojedynki wyłącznie zmagania na zielonej murawie Palestry i Temidy.

Fakt. Zawodnicy grali zawsze fair play, ale i zdarzały się kontuzje. Pamiętam, że sędzia Wojciech Cyruliczek, który latami uprawiał lekką atletykę, był bardzo wysportowany, oddał tak silny strzał, że bramkarz prokurator Michał Dębski opuścił boisko ze złamaną ręką.

Nie dziwi brak dokumentacji zmagań piłkarskich. Nie było wówczas, jak teraz, tylu aparatów fotograficznych czy komórek. Od lat 80-tych, po stanie wojennym, relację z meczów zaczął zamieszczać w „Głosie Wielkopolskim”, znany z relacji procesów sądowych, red. Kazimierz Brzezicki, a notki publikowały bądź prezentowały w formie elektronicznej inne media, a nawet lokalna telewizja.

Tradycją, która narodziła się wówczas i pozostała w niezmienionej formie, aż do XXI wieku, były nieformalne spotkania towarzyskie z udziałem zawodników, ich rodzin, znajomych i przyjaciół. Organizator zawsze potrafił ze składek wygospodarować środki na kawę i ciastka, aby osłodzić przegranym smak porażki i wzmocnić smak zwycięstwa zawodnikom, którzy zdobyli Puchar.

Pomimo braku reklamy, począwszy od meczów rozgrywanych przy ulicy Puławskiego, na pojedynki piłkarskie zawsze przychodzili kibice. Jak pamiętam dopingowano nas na boisku AZS, potem Posnanii. Przez kilka lat graliśmy na stadionie Olimpii na Golęcinie i to wówczas prezes Bolesław Krzyżostaniak potwierdził, że na mecze prawników przychodziło więcej kibiców aniżeli na mecze Olimpii. Mecze odbywały się też na obiektach przy ulicy Rycerskiej oraz na stadionie Lecha przy ulicy Bułgarskiej, podkreślam, starym i nowym stadionie.

Ta historia pokazuje, że mój spontaniczny pomysł przerodził się we wspaniałą tradycję, a mecze organizowane są co roku do dziś. Turniej piłkarski w tym roku będzie obchodzić 50-lecie. Tyle samo lat organizowane są spotkania wigilijne z Gwiazdorem dla dzieci zarówno adwokatów jak i aplikantów, które mają szeroką formułę i zajmuje się tym grupa zaangażowanych młodych osób, poświęcających społecznie swój czas.

Adwokatura to nie tylko rywalizacja na Sali sądowej, ale również na gruncie sportowym i towarzyskim.

Sprawdź także

Niebyt moralny i prawny

 Mirosław Wyrzykowski o dublerach, ślubowaniu, Krystynie Pawłowicz i powolnym samobójstwie Trybunału Konstytucyjnego […] Trybunał Konstytucyjny …