Strona główna / Listy / Ja, doradca, Pana Boga

Ja, doradca, Pana Boga

Ogłośmy Trumpa Miss Polonią oraz Matką Pokoju w trybie pilnym. Kiedy dyplomacja zamienia się w konkurs, kto szybciej uklęknie, Nobel staje się nie nagrodą, tylko smoczkiem. A ambasador – nie pośrednikiem między państwami, tylko konferansjerem na gali samozachwytu.

On naprawdę to zrobił. Ambasador USA Thomas Rose ogłosił zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym — bo ten nie poparł kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. Tak. Dyplomacja, ta poważna sztuka rozmowy między państwami, weszła w nowy wymiar: foch jako doktryna, obraza jako instrument, narcystyczna histeria jako polityka zagraniczna.

Jezu. W tym tempie następna nota dyplomatyczna będzie miała formę ankiety:

„Czy uważasz, że Donald Trump zasługuje na Nobelka? (TAK / TAK BARDZIEJ / TAK NAJSILNIEJ)”.

A kto zaznaczy „nie”, temu odetną dostęp do uścisków dłoni, kurtuazji i zdjęć na tle flag. Bo przecież sojusze dziś nie opierają się na interesach i bezpieczeństwie, tylko na tym, czy potrafisz klaskać w odpowiednim rytmie.

Trump — jak widać — jest dramatycznie niedopieszczony. Świat nie docenia, świat nie głaszcze, świat nie mówi „jaki ty dzielny”. Te okropne dziennikarki, zamiast zadawać pytania w stylu „jak to jest być tak historycznie wspaniałym?”, non stop wypytują o Epsteina. No skandal. Zero savoir-vivre’u. Gdzie protokół? Gdzie ceremonialne milczenie? Przecież w tej nowej wersji demokracji pytania mają być dekoracyjne: miłe, miękkie i najlepiej z gotową odpowiedzią do podpisu.

Proponuję więc, żeby FIFA i Komitet Noblowski ogarnęły się i uruchomiły jeden wspólny pakiet ratunkowy dla ego. Messi powinien oddać mu wszystkie Złote Piłki — od razu, hurtem — może wtedy napięcie spadnie, a świat przestanie chodzić na palcach wokół czyjegoś nastroju. Do tego ordery, medale, dyplomy, laurki i tytuł „Człowieka Roku” wręczany co tydzień, żeby przypadkiem nie poczuł się niedoceniony przez trzy kolejne dni.

A Polska? Polska powinna przemyśleć sojusze i strategię. Nie w sensie geopolityki — broń Boże — tylko w sensie infrastruktury pod nową epokę. Zaczynam od najważniejszego: przejmujemy strategiczny sektor lusterek. Państwowy Holding Luster Sp. z o.o. Każde lustro z certyfikatem zgodności: „Trump najpiękniejszy jest na świecie”. Każde odbicie obowiązkowo zatwierdzone pieczątką. Żadnych odchyleń od narracji. Żadnych „wydaje mi się”. Prawda ma być jedna, gładka i polakierowana.

W szkołach też jest sporo do zrobienia. Wprowadzamy Akademie ku czci Wodza Pokoju: zajęcia praktyczne z autopodziwu, rytuały wdzięczności i lekcje dyplomacji w stylu „jeśli ktoś cię nie chwali, zerwij kontakt”. Do tego obowiązkowy przedmiot: „Maniery dla chłopców à la Trump w relacjach z dziewczynkami” — czyli jak zamienić chamstwo w „bezpośredniość”, a agresję w „silne przywództwo”, byle tylko nauczyciel na końcu postawił ocenę z dopiskiem: „charyzma”.

No i ogłośmy go Miss Polonią oraz Matką Pokoju w trybie „pilne”. Najlepiej jednym komunikatem, z lakową pieczęcią i dopiskiem: „do natychmiastowej adoracji”. To i tak rozsądniejsze niż te bzdety o „zerwanie kontaktów”, które brzmią jak karanie świata za brak wystarczająco głębokiego ukłonu.

Bo ludzie najwyraźniej nie rozpoznali wybrańca. Proroka, który ocalał. Kogoś, kto — jak głosi nowa teologia polityczna — nie chce Nobla dla siebie. On tylko kibicuje właściwemu wyborowi. Tyle że właściwy wybór, z definicji, zawsze prowadzi do jednego nazwiska: jego. Godny jest tylko on. I on od tygodni śle upomnienia, a świat wciąż nie rozumie, że to nie jest zwykła ambicja — to misja dziejowa, podawana w formie fochu, ultimatum i obrażonego milczenia. On świat edukuje. Nauczycielu nasz — bądź pochwalon.

I w tym właśnie jest puenta: kiedy dyplomacja zamienia się w konkurs, kto szybciej uklęknie, Nobel staje się nie nagrodą, tylko smoczkiem. A ambasador — nie pośrednikiem między państwami, tylko konferansjerem na gali samozachwytu, gdzie program jest prosty: najpierw hołd, potem zdjęcie, a na końcu — jeśli starczy czasu — rozmowa o czymkolwiek poza tym, jak wspaniale jest być wspaniałym.

Źródlo: listy@wyborcza.pl
Opinie publikowane w serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie zawsze muszą odzwierciedlać stanowiska całej redakcji
Artur Nowak – ur. w 1974 r., adwokat reprezentujący ofiary pedofilii w Kościele, pisarz, publicysta. Współautor z Ireneuszem Ziemińskim książki „Chrześcijaństwo. Amoralna religia”. Wspólnie ze Stanisławem Obirkiem wydali książki: „Gomora” i „Babilon. Kryminalna historia Kościoła”.

Tytuł od redakcji poprawny.pl

Sprawdź także

Adwokacki półmaraton

IX Adwokackie Mistrzostwa Polski w Półmaratonie Naczelna Rada Adwokacka wraz z Okręgową Radą Adwokacką w …