Najnowsze informacje
Strona główna / Moja kancelaria / Magilla musi odejść

Magilla musi odejść

Sejm wybrał sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, w tym roku wybierze jeszcze dwóch. To jednak nie koniec problemów.

„Operacja Trybunał Konstytucyjny”, polegająca na dokonaniu wyboru nowych sędziów w oparciu o pisowską ustawę, skoro z powodu prezydenckiego weta nie można jej zmienić, oparta jest na szlachetnym zamyśle: czas wreszcie zakończyć 10-letni kryzys tego organu, niegdyś kluczowego dla polskiej demokracji. Od pierwszych machlojek z obsadą trybunału w końcu 2015 roku po ostatnie brewerie prokuratora Bogdana Święczkowskiego (ktoś jeszcze pamięta jego doniesienie o „zamachu stanu”?), organ ten stał się gorliwym pomocnikiem PiS.

Powołanie nowych sędziów Trybunału ma być krokiem w kierunku uzdrowienia tego głęboko chorego organizmu. Ma ono prowadzić do następnego kroku: powołania niebawem dwojga nowych sędziów wraz ze zbliżającymi się dwoma nowymi wakatami (w czerwcu i we wrześniu), kiedy PiS straci większość w Trybunale i będzie można mówić o całkiem nowej instytucji.

Wiążą się z tym jednak pewne zasadzki, z których Koalicja 15 Października powinna sobie zdawać sprawę. I nie, nie chodzi tu ani o ewentualne złamanie prawa przez Karola Nawrockiego, polegające na nieprzyjęciu ślubowań, ani o formalny wniosek grupy posłów PiS do Trybunału prok. Święczkowskiego o uniemożliwienie tych powołań. To są akurat najmniejsze problemy – i o nich poniżej.

Takich dwóch jak nas trzech, czyli PiS może zachować władzę
Podstawowa zasadzka wynika z bardzo prostej arytmetyki, która pokazuje, że liczebna większość nowych sędziów w obsadzie Trybunału (czyli ósemka na piętnastu) nie oznacza końca dominacji prok. Święczkowskiego i jego grupy przez jeszcze kilka dobrych lat. Wszystkie prawie sprawy dotyczące najważniejszej funkcji Trybunału, czyli oceny konstytucyjności ustaw, rozpatrywane są w składach pięcioosobowych (wyjątkiem są wnioski Prezydenta w trybie kontroli uprzedniej, przed podpisaniem ustawy). A składy ustala Prezes Trybunału. Wystarczy zatem, że dobierze sobie dwóch kolegów i we trzech będą mogli przegłosować każdą decyzję, jaką tylko będą chcieli.

I prezes Święczkowski tak bez wątpienia będzie robił – podążając ścieżką Julii Przyłębskiej, a w instytucji partnerskiej Małgorzaty Manowskiej – wyznaczając składy tak, by decyzje były zgodne z oczekiwaniami Karola Nawrockiego i PiS. Nowi sędziowie będą mogli zajmować się ustawami o ogródkach działkowych albo o zasadach nabycia w drodze zasiedzenia, ale do spraw o znaczeniu politycznym będą wyznaczani: prok. Święczkowski, Bartłomiej Sochański i Rafał Wojciechowski. Tym dwóm ostatnim kadencja kończy się bowiem dopiero w połowie 2029, a obecnemu kierownikowi (nie „prezesowi”, bo Bogdan Święczkowski został powołany w wyniku bezprawnej procedury z udziałem dublerów) dopiero w 2031 roku. A zatem jeszcze przez prawie trzy lata PiS będzie dysponował w TK maszynką do głosowania, bez względu na układ całości Trybunału.

Wniosek stąd jeden: „Operacja Trybunał” musi mieć w pakiecie odsunięcie prok. Święczkowskiego od wpływu na składy orzekające, a zatem usunięcie go z funkcji prezesa. Powodów jest aż za dużo. Zrobić to może tylko zgromadzenie sędziów TK w trybie dyscyplinarnym. Czy jest taki pomysł? Tego nie wiem. Wiem jednak, że bez tego, przez trzy lata nowi sędziowie będą listkiem figowym i nie będą mieć wpływu na ważne decyzje. Jeśli tak miałoby być, to lepiej, by Trybunału w ogóle nie było. Co prowadzi mnie do gorzkiej refleksji pod nieznośnym dla Czytelników tytułem „A nie mówiłem?”, że należało cały Trybunał wyzerować już na początku 2024 roku, kiedy Sejm uchwalił, że osiągnięty został „stan niezdolności obecnie funkcjonującego organu do wykonywania zadań Trybunału Konstytucyjnego”.
Wojciech Sadurski

Źródło: wyborcza.pl

Tytuł od redakcji poprawny.pl

Sprawdź także

Urzędowy wasalizm

Michał Romanowski o tym, że niezawisłość Trybunału jest groźna dla Karola Nawrockiego, prezydenta kraju upadłego …