Strona główna / Listy / Mosina bije na alarm

Mosina bije na alarm

Zaledwie kilometr od stacji uzdatniania wody w Mosinie ma powstać spalarnia opon. Sanepid alarmuje: – Ten zakład może poważnie zagrozić ujęciu wody, z którego korzysta kilkaset tysięcy mieszkańców Poznania i okolicznych gmin Stacja uzdatniania wody w Mosinie to jedyne w Polsce tak duże ujęcie wód podziemnych zaopatrujące tak wielu mieszkańców. Tymczasem zaledwie kilometr od niej ma stanąć spalarnia opon przerabiająca 40 tys. ton odpadów w ciągu roku. W zakładzie będą składowane tony oleju, który powstaje w procesie spalania.Władze Mosiny już dwa tygodnie temu wydały decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach. Oznacza to, że jeśli inwestor spełni postawione przez burmistrz warunki, ta zgodzi się na inwestycję. Budowę spalarni opon próbuje blokować dostarczająca wodę mieszkańcom spółka Aquanet, która zaskarżyła decyzję władz Mosiny w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. – Jesteśmy pełni obaw. Woda, którą wydobywamy, jest napowietrzana. Tymczasem istnieje realne zagrożenie, że spalarnia opon zanieczyści wody gruntowe lub powietrze. Co to oznacza dla setek tysięcy mieszkańców? Brak dostępu do wody – mówi Paweł Chudziński, prezes Aquanetu. Jego obawy potwierdza poznański sanepid. W swojej opinii inspektorzy podkreślają, że inwestycja w Mosinie może stanowić poważne zagrożenie dla ujęcia wody i pogorszyć jej parametry. Zwracają też uwagę, że nie można wykluczyć awarii instalacji służącej do spalania opon. Sprawą zajęła się Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu, która nakazała inwestorowi zaprojektować dodatkowe zabezpieczenia. – Nakazaliśmy również przeprowadzenie ponownej oceny oddziaływania planowanego przedsięwzięcia na środowisko. Mają być w niej zawarte szczegółowe rozwiązania zabezpieczające glebę i wodę – mówi rzecznik prasowy Łukasz Dąbkowski. Do akcji włączyło się też Stowarzyszenie Technologii Ekologicznych Silesia, które również odwołało się do SKO. Tomasz Wolny, prezes stowarzyszenia, zarzuca władzom gminy, że o planowanej inwestycji nie powiadomiły mieszkańców i zwraca uwagę, że inwestycja jest określana jako zakład recyklingu opon, tymczasem w rzeczywistości nie ma mowy o odzysku odpadów, a o ich spalaniu. Podkreśla, że w przypadku powstania spalarni opon w Mosinie nie można wykluczyć, że do powietrza – a tym samym do wody – przedostaną się toksyczne dioksyny i furany należące do najbardziej rakotwórczych substancji na świecie. Próbowaliśmy skontaktować się z firmą Dudek & Kostek, która zamierza zbudować zakład w Mosinie. – Proszę o kontakt w piątek – usłyszeliśmy od Jacka Dudka, szefa firmy. Zapytaliśmy władze Mosiny, dlaczego nie próbują zablokować inwestycji, która może zatruć największe ujęcie wody w okolicy. Zastępca burmistrza Sławomir Ratajczak nie znał opinii sanepidu i był zaskoczony, że decyzja w sprawie spalarni opon w ogóle została wydana. – Tymi sprawami zajmuje się kierownik referatu ochrony środowiska – tłumaczył, obiecując, że zapozna się ze wszystkimi dokumentami i przeanalizuje sprawę. – Na razie nie mam zdania na ten temat – zastrzegł. Sprawa jest bardzo dziwna. W sierpniu radny Waldemar Wiązek pytal burmistrza o spalarnię Z urzędu otrzymał odpowiedz po dwóch dniach, że do urzędu nie wpłynął wniosek ws założenie w Mosinie spalarni. Moim zdaniem, gdyby burmistrz była transparentna, prawdomówna, to odpisałaby, że na terenie po SFM powstanie firma zajmująca się przetwarzaniem starych opon na coś tam. Przedmiotowa inwestycja nie jest szkodliwa dla środowiska, ludzi i ujęcia wody dla Poznania. Dodam, że na terenie po SFM, 24 godziny na dobę chodzi ogromna maszyna, która mieli opony na drobny mak. jest zasilana poprzez kabel elektryczny grubości ręki. Jest ciągnięty z trakcji kolejowej i se po prostu swobodnie wisi . Wygląda to na jakąś amatorszczyznę i prowizorkę. Z tego co wiem to kierownik referatu ochrony środowiska już o tym wie. Z tego co ustaliłem, to według kierownika, cały proceder tam istniejący jest niezgodny z prawem. Kierownik osobie, która mu to zgłosiła zalecił, aby zgłosić sprawę na policję i straż miejską. Osoba ta miała mu powiedzieć, że, skoro kierownik ma teraz wiedzę o nielegalnym procederze, to powinien sam zgłosić do odpowiednich służb. Nie wiem czy zgłosił, warto by było zapytać, czy jako funkcjonariusz publiczny, postąpił zgodnie z prawem.
Łukasz Kasprowicz

Sprawdź także

Letnie praktyki u RPO

Rusza nabór na studenckie praktyki wakacyjne w Biurze RPO Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich zaprasza studentów …