Najnowsze informacje
Strona główna / Moja kancelaria / Nie chodzi o Grenlandię

Nie chodzi o Grenlandię

O skutkach dla NATO aneksji Grenlandii przez Stany Zjednoczone mówi w Verfassungsblog prof. Marko Milanović z Uniwersytetu w Lund

„Cokolwiek mniej” niż kontrola USA nad Grenlandią jest „niedopuszczalne”. Tymi słowami w tym tygodniu prezydent Donald Trump ponownie rozniecił obawy, że aneksja Grenlandii przez USA może przejść ze sfery retoryki do rzeczywistości. Podczas gdy rządy europejskie starają się zapewnić Danię o swoim wsparciu i solidarności, jedno jest już jasne: gdyby scenariusz aneksji Grenlandii się ziścił, nic już nie byłoby takie samo.

Maxim Bönnemann, redaktor naczelny Verfassungsblog, renomowanego serwisu specjalizującego się w prawie konstytucyjnym i europejskim zadał 5 pytań Marko Milanoviciowi, profesorowi prawa międzynarodowego publicznego i czołowemu ekspertem w dziedzinie prawa bezpieczeństwa i międzynarodowego prawa humanitarnego, o tym, jak prawo międzynarodowe zareagowałoby na taki scenariusz – i co aneksja Grenlandii oznaczałaby dla przyszłości NATO.

Zacznijmy od pewnego kontekstu: dlaczego Grenlandia ma dziś tak strategiczne znaczenie – nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale również dla innych mocarstw?

Cóż, istnieją pewne naprawdę obiektywne powody. Położenie geograficzne, które podczas zimnej wojny było kluczowe dla obrony nuklearnej. Fakt, że lód arktyczny topnieje z powodu zmian klimatycznych. Fakt, że na Grenlandii znajdują się pierwiastki ziem rzadkich i inne minerały, które są cenne nie tylko same w sobie, ale także strategicznie, ponieważ mogłyby zmniejszyć zależność od Chin w tym zakresie. Istnieją więc bardzo dobre powody, dla których różne mocarstwa, w tym Stany Zjednoczone i Chiny, nie wspominając o UE, mogłyby być zainteresowane Grenlandią.

Ale szczerze mówiąc, uważam, że w obecnej sytuacji wszystkie te powody są drugorzędne dla wyjaśnienia przemocowego podejścia Stanów Zjednoczonych. Tym, co wyjaśnia tę politykę, jest roszczeniowa, osobista natura prezydenta USA, który z jednej strony rozwinął w sobie idée fixe na temat wagi „posiadania” Grenlandii i zapisania się w historii jako wybitna postać, przed którą świat drży, w tym poprzez rozszerzanie granic USA, a z drugiej strony zdołał tak całkowicie zneutralizować własną partię polityczną, że może robić wiele z tych rzeczy bez żadnych wewnętrznych mechanizmów kontroli i równowagi. Co więcej, wspiera go cała masa chętnych pochlebców w swojej administracji. No i tak to wygląda. Naprawdę nie ma w tym przesady. Wszystkie obiektywne korzyści strategiczne, jakich Stany Zjednoczone mogłyby oczekiwać od Grenlandii, mogłyby z łatwością uzyskać dzięki pokojowej współpracy z Danią i Europą. Zamiast tego mamy tego rodzaju mafijne podejście.

Zakładając najgorszy scenariusz i wyobrażając sobie aneksję Grenlandii przez USA, w grę wchodziłoby kilka nakładających się na siebie systemów bezpieczeństwa zbiorowego – od Karty Narodów Zjednoczonych po prawo UE i NATO. Czy mógłby Pan pokrótce wyjaśnić, które z tych ram miałyby zastosowanie i jak byłyby one ze sobą powiązane?

Najgorszym scenariuszem jest całkowity upadek znanego nam porządku międzynarodowego, w szczególności sojuszu Zachodu.

Po pierwsze, jakakolwiek inwazja i aneksja Grenlandii przez USA stanowiłaby naruszenie zakazu użycia siły zawartego w artykule 2(4) Karty Narodów Zjednoczonych. W istocie stanowiłoby to najsurowszą formę zakazanej siły – agresję. Nie różniłoby się to niczym od tego, co Rosja zrobiła Ukrainie. Stany Zjednoczone nie mogą przedstawić żadnego uzasadnienia dla takiego użycia siły – na przykład kryteria samoobrony nie mogłyby mieć zastosowania w żadnym racjonalnym ujęciu.

Po drugie, aneksja naruszałaby również powiązaną normę zakazującą podboju, tj. zdobywania terytorium siłą. Miałoby to miejsce niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone dokonały formalnej, de jure aneksji na mocy aktu Kongresu, czy też wprowadziły szereg de facto działań równoznacznych z aneksją (opinia doradcza Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie legalności izraelskiej polityki aneksyjnej na terytoriach palestyńskich trafnie określa prawo w tym zakresie).

Po trzecie, w świetle prawa międzynarodowego taka aneksja byłaby nieważna.

Po czwarte, wszystko to naruszałoby również prawo narodu Grenlandii do samostanowienia.

Po piąte, jako ofiara ciągłego ataku zbrojnego, Dania miałaby prawo do samoobrony na mocy artykułu 51 Karty. Prawo to ma charakter zarówno indywidualny, jak i zbiorowy – Dania miałaby pełne prawo zwrócić się do innych państw o pomoc, a wszystkie państwa na świecie miałyby prawo podjąć działania na podstawie takiej prośby (czy i co by zrobiły, to oczywiście inna kwestia). Ponownie, sytuacja nie różniłaby się od sytuacji w przypadku Rosji i Ukrainy.

Po szóste, inwazja na Grenlandię zniszczyłaby NATO. Nie widzę, jak ta organizacja mogłaby przetrwać – przynajmniej nie w obecnej formie. W przeszłości dochodziło do pewnych napięć między sojusznikami NATO, np. Turcją a Grecją, które mogłyby doprowadzić do wojny. Ale cały sens NATO polega na korzystaniu z prawa do zbiorowej samoobrony, wynikającego z Karty Narodów Zjednoczonych. Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego przekształca prawo każdego państwa członkowskiego do udzielenia pomocy ofierze zbrojnego ataku w obowiązek. A tutaj najpotężniejszy członek sojuszu robiłby dokładnie to, po co sojusz został stworzony, zachowując się jak imperialny władca.

Wreszcie, mamy UE. Artykuł 42(7) Traktatu o Unii Europejskiej jest podobny do artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, ponieważ ustanawia obowiązek pomocy, a nie tylko prawo. Toczyła się dyskusja na temat tego, czy przepis ten obejmowałby Grenlandię, ponieważ jest ona terytorium zamorskim niebędącym częścią UE (kwestia ta została trafnie omówiona tutaj ). Szczerze mówiąc, jako kwestia prawna ma to niewielkie znaczenie – jeśli państwa UE nie będą w stanie zjednoczyć się i przeciwstawić podbojowi terytorium państwa członkowskiego, możemy po prostu zapomnieć o europejskiej solidarności.

W tym krajobrazie NATO zajmuje pierwsze miejsce. Gdyby Stany Zjednoczone użyły siły, aby zająć Grenlandię, czy kwalifikowałoby się to jako „zbrojny atak” na Danię w rozumieniu Artykułu 5? I jak ma funkcjonować Artykuł 5, skoro domniemany napastnik jest członkiem Sojuszu?

Cóż, najbardziej rzuca się w oczy artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych. To właśnie ten artykuł, a także zwyczajowe prawo międzynarodowe, uznaje prawo Danii do samoobrony i prawo innych państw do udzielenia jej pomocy. Nie ma wątpliwości, że inwazja, a następnie aneksja, stanowiłaby atak zbrojny – nie jest to przypadek marginalny. Każde państwo na świecie miałoby prawo udzielić pomocy Danii, w tym poprzez użycie siły. Każde państwo miałoby również obowiązek nieuznawania sytuacji wywołanej przez inwazję USA za zgodną z prawem. Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego ustanawia obowiązek udzielenia pomocy. Jego twórcy nigdy nie wyobrażali sobie, że jego najpotężniejszy członek zacznie podbijać terytorium innego państwa. Z punktu widzenia prawa artykuł 5 zobowiązywałby inne państwa NATO do udzielenia pomocy Danii w przypadku ataku ze strony Stanów Zjednoczonych, tak samo jak w przypadku ataku ze strony Rosji. Co to oznacza w praktyce, to oczywiście inna sprawa.

Skoro Waszyngton mógłby zablokować każdą decyzję w Radzie Północnoatlantyckiej, jakie realne opcje pozostałyby dla Danii i innych sojuszników? Niektórzy wskazują na wspomnianą przez Pana klauzulę o wzajemnej pomocy UE, czyli artykuł 42(7) TUE. Jaką wagę miałaby ta klauzula w scenariuszu aneksji?

Szczerze mówiąc, możemy o tym zapomnieć. Inwazja USA zniszczyłaby samo sedno wzajemnych zobowiązań państw NATO. Kogo obchodzi Rada Północnoatlantycka od tej chwili? A wszystkie te formalności nie mają żadnego znaczenia. Pamiętajmy – każde państwo na świecie miałoby prawo udzielić pomocy Danii, niezależnie od członkostwa w NATO czy UE. Nawet Chiny! Pytanie brzmi, czy chciałyby to zrobić i w jaki sposób. To samo dotyczy artykułu 42(7) TUE. To, czy państwa europejskie znajdą siłę, by zjednoczyć się, wesprzeć Danię i przeciwstawić amerykańskiemu imperializmowi, nie zależy ani trochę od interpretacji tego przepisu. To kwestia podstawowego zaangażowania politycznego i odwagi.

Powiedziałeś, że aneksja Grenlandii najprawdopodobniej doprowadziłaby do upadku NATO. Czy mógłbyś to nieco rozwinąć – co Twoim zdaniem stałoby się z Sojuszem, gdyby doszło do takiej aneksji?

Najbardziej prawdopodobnym rezultatem byłaby śmierć NATO. Sojusz przestałby istnieć; przestałby istnieć; dołączyłby do chóru niewidzialnych; stałby się byłym sojuszem . Istnieją dwie możliwości jego nominalnego przetrwania. Pierwsza polegałaby na tym, że w jakiś sposób kontynuowałby kulejąc do czasu zmiany administracji w Waszyngtonie, która wówczas odrzuciłaby i zapewniła reparacje imperialistycznej polityce Trumpa. Jednakże zerwanie zaufania byłoby tak drastyczne, że jakoś nie sądzę, aby ta odbudowa mogła kiedykolwiek zadziałać. I oczywiście zakłada to, że następna administracja USA byłaby rozsądniejsza niż Trumpa. Druga możliwość polegałaby na przekształceniu NATO w Układ Warszawski, a (pozostałe) państwa w nim będące stałymi jedynie amerykańskimi sługami. Ale NATO, jakie znamy dzisiaj, byłoby martwe.

Verfassungsblog.de

Marko Milanović jest profesorem prawa międzynarodowego publicznego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Reading oraz profesorem wizytującym na Katedrze Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego im. Raoula Wallenberga na Uniwersytecie w Lund.

Maxim Bönnemann jest redaktorem naczelnym Verfassungsblog i członkiem sieci recenzentów procesów klimatycznych działającej przy Sabin Center.

Źródło:monitorkonstytucyjny.ue

Sprawdź także

„To próba zastraszania”

Sędzia Beata Morawiec: słowa Zbigniewa Ziobry to próba zastraszaniaTo już nie jest grożenie podejmowania legalnych działań, …