Najnowsze informacje
Strona główna / Szczypta soli / PiS-PO, jedno zło

PiS-PO, jedno zło

Kajetan Jan Wróblewski: Tymczasem na Wschodniej (780/337/72)*. Grochem o ścianę

Polska degrengolada

W 2015 roku PiS rozpoczął w Polsce epokę mainstreamowego szczucia na uchodźców. To, co do tamtej pory było domeną prawicowych oszołomów, weszło na salony medialne i polityczne. W 2021 szczucie zmieniło się w regularną zbrodnię przeciwko ludzkości na granicy polsko-białoruskiej.

W rok później, po otwartej inwazji rosyjskiej na Ukrainę, uchodźców podzielono na „dobrych”, czyli tych z Ukrainy, którym fajnie, że pomagamy, oraz tych „złych”, których można bić i skazywać na śmierć. Wbrew prawu kryminalizując i ich, i tych, którzy niosą im pomoc, której zgodnie z prawem winno udzielać państwo.

Na cześć zbrodniarzy państwo urządzało koncerty i parady, na aktywistów ratujących życie ofiarom polowano i stawiano pod sąd. Prokuratura ścigała też wszystkich (tych bardziej znanych), którzy publicznie odważali się zbrodnię nazywać zbrodnią.

Z kolei „solidarność” z uchodźcami z Ukrainy i pomagającymi im organizacjami wyrażali politycy od lewa do prawa. Przez jakieś maksimum 5 miesięcy, bo potem, jak to powiedziała pewna pani profesor, ikona walki o prawa kobiet, pomaganie uchodźcom stało się „passé” (kobiety i dzieci to prawie 90% uchodźców).

Obserwowałem ten proces na własne oczy w jedynym i ostatnim ośrodku recepcyjno-relokacyjnym – prowadzonym przez Norwegian Refugee Council przy Dworcu Wschodnim w Warszawie we współpracy z władzami Warszawy. Ośrodek ten był prowadzony fatalnie, ale miał fundamentalną przewagę nad tymi rządowymi: istniał.

Państwo błyskawicznie przestało realnie pomagać przybywającym do Warszawy uchodźcom. Do nas, Asymetrystów zaś, przychodził w towarzystwie dziesiątek kamer pan prezydent Trzaskowski i nawet, kiedy go zaczepiłem, przysłał swojego pełnomocnika. Pełnomocnik był „w dechę”, przyjechał do nas na rowerze. Wysłuchał, zanotował. A potem musiał wrócić już limuzyną, bo mu się spieszyło. I ślad po nim zaginął.

Z kolei, kiedy np. Justyna Grabowska, jako szefowa Asymetrystów, poszła na rozmowy w ratuszu, usłyszała, że miasto wie lepiej od nas, co się dzieje na Wschodniej i że niepotrzebnie tworzymy „jakiś równoległy system pomocy”, bo nie ma już żadnych uchodźców.

A Wschodnia stawała się w tym czasie największym hubem przesiadkowym dla uchodźców ukraińskich: codziennie przyjeżdżały autobusy ewakuacyjne Rubikus help UA i codziennie wyruszały transporty uchodźców na Zachód, organizowane przez współpracujących z nami wolontariuszy z Norwegii, Danii, Finlandii czy Holandii. Tym samym oszczędzaliśmy – nie przesadzam – miliardy polskiemu budżetowi, nie dostając żadnej pomocy od państwa.

Już w lipcu 2022 roku z ośrodka przy Wschodniej odwołano delegowanych tam miejskich urzędników. Miasto jeszcze wcześniej zniosło darmową komunikację dla uchodźców, a PKP zlikwidowały ostatnie możliwości darmowych podróży dla ofiar wojny.

Tymczasem my wraz z innymi organizacjami zbudowaliśmy system realnej pomocy uchodźcom. Nikt nam w tym nie pomagał: ani żadne NRC, ani UNHCR, IOM, rząd czy samorząd. Spontanicznie powstała sieć organizacji pozarządowych, wobec całkowitej abdykacji struktur państwowych i międzynarodowych, musiała przejąć zadanie fundamentalne: nie wystarczy bowiem zadeklarować, że uchodźcy ukraińscy mają jakieś prawa w UE i krajach strefy Schengen, lecz trzeba umożliwić im skorzystanie z nich, czyli pomóc im w dotarciu na miejsce.

A taki UNHCR nawet ogłasza na swojej stronie, że żadnej pomocy w relokacji nie udziela.

Zapał relokacyjny wyczerpał się de facto już we wrześniu 2022 roku, kiedy setki tysięcy uchodźców miesięcznie zamieniły się w dziesiątki tysięcy (taka skala trwa do dziś). Rząd PiS o to nie dbał, bo skonstruował tak polską pomoc, żeby służyła jedynie tym, którzy chcieli na uchodźcach zarabiać, a nie im rzeczywiście pomagać. A zarabiać można na uchodźcach, którzy w Polsce zostają, a nie na tych, którzy pojadą na Zachód, gdzie im się faktycznie pomaga, a nie trzyma miesiącami w wielkich halach z rozkładanymi łóżkami, byle kasować wojewódzkie dotacje za „osobodobę” – 70 zł. W takich przechowalniach nie liczył się człowiek i jego potrzeby, tylko kasa.

Ci bazujący na art. 13 ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, którzy nie mieli umowy z pisowskimi wojewodami, mogli otrzymywać tylko 40 zł za „osobodobę” (inflacja spowodowała, że to nie wystarczało nawet na wyżywienie, nie mówiąc już o jakichś dietach dla chorych).

Aktywizacja, czyli kop na ulicę

W marcu 2023 roku, kiedy realna liczba ukraińskich uchodźców w Polsce sięgała 1.5 mln, rząd PiS wykonał woltę i wprowadził odpłatność za pobyt w ośrodkach masowego zakwaterowania. Po 120 dniach 40 zł za „osobodobę”. W kraju, w którym uchodźcy nie mają żadnych zasiłków, wyjątkiem było 500 plus na dzieci. Spowodowało to masowy eksodus, 400 tysięcy ludzi musiało wrócić na Ukrainę, wyjechać na Zachód lub zostać na ulicy w Polsce.

W lipcu NRC przestało karmić nowo przybyłych uchodźców na Wschodniej, mimo że akurat ich liczba zwiększyła się o 100% po wysadzeniu tamy na Dnieprze przez Rosjan. I zlikwidowano nawet pomoc medyczną. Oraz 90% miejsc noclegowych.

Dodajmy tylko, że i przedtem nie było żadnej pomocy dla przewlekle chorych, rannych i niepełnosprawnych. Tym zawsze zajmowała się realnie nasza absolutnie nieformalna sieć organizacji pozbawionych instytucjonalnego wsparcia. To myśmy ich relokowali dalej, bo w Polsce żadnej pomocy systemowo nie otrzymywali.

Daliśmy radę. Kaperując podobnych do nas „wariatów” do pomocy. Z organizacji, które również są traktowane przez państwo po macoszemu. Czy to jest państwo PiS, czy „Polska demokratyczna”, jak się okazuje.

Setki tysięcy najuboższych i najbardziej potrzebujących uchodźców zostały relokowane na Zachód dzięki rozmaitym organizacjom i inicjatywom. Tylko w oparciu o zlikwidowany ostatni ośrodek przy Wschodniej jedynie w zeszłym roku – 40 tysięcy.

Normalne państwo nie tylko powinno umieć policzyć oszczędności, które mu przynosimy, ale i finansowo nas wspomagać we własnym budżetowym, że o humanitarnym interesie nie wspomnę. To nie jest jakiś wytrymuśny postulat „przewrażliwionych aktywistów”, lecz zimny wniosek wykończonych profesjonalistów.

Którzy z przerażeniem patrzą na los tysięcy ludzi, którym Polska nie pomaga, żeby… żeby co? Oszczędzić kilka-kilkanaście mln zł? Wydając nb. setki mln na tych, którzy skutkiem tej ignoranckiej polityki będą musieli u nas zostać? Albo umrzeć tam, gdzie są? Bo tak nam mówią wprost przedstawiciele państwa rzekomo wspierającego Ukrainę: po co ich ratujecie? Gdyby nie my, nie mieliby kłopotu.

Do jasnej cholery! Ratujemy ich my, bo polskie państwo ich nie ratuje, kiedy docierają do naszych granic. Ktoś to musi robić, żeby Polska nie miała tylko mordy żołdaka-pushbacka. Gdy systemowo skazuje na bezdomność i głód nawet rodziny żołnierzy państwa, które oficjalnie popiera, my staramy się tego ohydnego ryja zastąpić ludzką twarzą.

W dodatku nadal pokutuje u nas duma z pierwszych trzech miesięcy inwazji, kiedy społeczeństwo zastąpiło w niesieniu pomocy państwo. Duma nas rozpiera, że jesteśmy tacy dobrzy.

Nie jesteśmy, jesteśmy pod tym względem jednym z najgorszych krajów w Europie. To nie tylko głupota i bezmyślność, ale i podpowiedź innym państwom, jak należy traktować Polaków, jeśli zaatakują ich Rosjanie. Niech nas traktują tak, jak my Ukraińców. Żadnych zasiłków, po 120 dniach o zupce chińskiej won na ulicę, niech sobie Polak radzi. Podziękujcie w razie czego politykom od Kosiniaka-Kamysza po Obajtka (ten już nawiał, nie wiem, czy nie dostał tajnie gwiazdy bohatera Rosji – chociaż pewnie za bycie pożytecznym idiotą nie dają).

Zwrot

I nagle mamy „zwrot” w stosunku do Ukraińców. W kraju, gdzie jest notoryczny niedostatek kierowców, budowlańców, pracowników rolnych… mimo to Ukraińcy nam „zabierają” pracę. Po prostu biją polskie kobiety ustawiające się w kolejkach do noszenia towarów w Biedronkach. Prezes pieprzy o szparagach w Niemczech, a w Polsce nie ma kto zbierać truskawek.

Mainstream poddaje się tej narracji. Okazuje się, że to nie ruskie zboże milionami ton wysyłane w świat, a w części skradzione Ukrainie, zabija naszych „rolników”, lecz ukraińskie, eksportowane głównie Morzem Czarnym i przez Dunaj. Do Afryki.

„Demokratyczny” rząd Tuska, oczekiwany przez aktywistów humanitarnych jak zbawienie, kontynuuje zbrodnie na granicy z Białorusią. Nagle nie ma żadnych uchodźców z Ukrainy, tylko setki tysięcy „unikających poboru”. Ani słowa o tym, że nie ma żadnej pomocy potrzebującym, tylko sugestie o deportacjach. To oczywiście byłoby złamaniem prawa, ale czemu nie właściwie? Skoro można łamać prawo wobec kobiet w ciąży na jednej granicy, to tym bardziej można na drugiej wobec „poborowych”.

Demokracja, panie premierze, to nie wykonywanie poleceń sondaży, tylko spójny system gwarancji praw każdego człowieka mimo widzimisię aktualnej większości.

Nowelizacja

Na przykładzie rekomendacji wniesionych przez organizacje, które w żaden sposób nie zostały nawet odnotowane w procesie legislacyjnym, stwierdzam, że ten proces konsultacji to fikcja. W dodatku fikcja oparta o fikcję rządowego wyobrażenie o liczbie i potrzebach uchodźców z Ukrainy, a nie o prawdziwe dane. Których państwo polskie nawet nie chce zbierać.

Kompletnie przy tym nie wiadomo, co tak naprawdę ten kretyński upór państwa powoduje, bo ani racja stanu, wbrew której to wszystko, ani oszczędności, bo wręcz przeciwnie: w perspektywie nawet średnioterminowej spowoduje to tylko nabicie kabzy przyjaciołom wojewodów. Przy jednoczesnym zarżnięciu przyjaciół uchodźców. Czy to jest korupcja?

Nie tylko korupcja, miły panie wiceministrze Duszczyk, ale i powód, dla którego państwo polskie z Pańskiej winy w końcu wyląduje przed ETPC i przegra. Co pana nie obchodzi, bo ma pan rację stanu i los uchodźców w równym niepoważaniu. Liczy się pańska emerytura i ciężar orderów na pańskim garniturze: na przykład złoty krzyż zasługi za pozbawienie pomocy uchodźczyń w ciąży.

Gratulacje!

I dla pana premiera Tuska jeszcze większe. Bo ministrów wybiera osobiście.

Nb. nie mam też ciepłych słów wobec większości NGO-sów, które widzą, co się dzieje, ale nie podskakują rządowi, bo z niego żyją. Przedkładając własny komfort nad dobro, w imieniu którego podobno w ogóle działają.

W sumie, mili państwo, to ja mam po 24 latach darmowego zaiwaniania w obszarze wprowadzania standardów UE w PL (wiem, jesteśmy tam „tylko” 20 lat) lekko wyżej uszu. Uprzejmie prosiłbym o pomoc w tym przedsięwzięciu osoby, które mają mój szacunek i, mam nadzieję, pewien wpływ na obecny rząd, taki czy siaki, lista w kolejności przypadkowej w sumie. Bo już w lipcu czeka nas kolejna fala bezdomnych, najsłabszych uchodźców. Kilkanaście co najmniej tysięcy tym razem, licząc skromnie.

Kajetan Wróblewski,

koordynator programu relokacji międzynarodowej uchodźców fundacji Asymetryści

*) 780 dzień niesiemy pomoc uchodźcom ukraińskim przy Dworcu Wschodnim w Warszawie;
337 dzień robimy to bez żadnego wsparcia państwa (i żadnego wynagrodzenia za pracę, która zajmuje kilkanaście          godzin dziennie), samorządu czy wielkich organizacji humanitarnych, wojna zaś trwa już 802 dni;
72 dni temu zamknięto ostatni w Warszawie ośrodek recepcyjny dla ofiar agresji Putina.

Autor opublikował wcześniej ten artykuł jako post na swoim profilu FB

Tytuł od redakcji poprawny.pl

Sprawdź także

Sędzia pozywa System

Publicznych przeprosin i wysokiego zadośćuczynienia domaga się sędzia Igor Tuleya od 11 osób, w tym …