Finansowanie pomostowe
Strona główna / Moja kancelaria / PiS unieważnia ETPC

PiS unieważnia ETPC

W środę Trybunał mgr Przyłębskiej ma wyłączyć Europejski Trybunał Praw Człowieka. Wniosek Zbigniewa Ziobry jest tak kuriozalny, że trzeba by zamieszczać go w podręcznikach prawa dla rozbawienia studentów.

Analogia do postanowień Trybunału mgr Przyłębskiej w sprawie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest całkowita. Jak w tamtych przypadkach Trybunał w alei Szucha ma zdecydować o nieważności pewnych artykułów ratyfikowanego przez Polskę europejskiego traktatu tylko po to, by europejski sąd nie denerwował Zjednoczonej Prawicy swymi wyrokami. W tamtych przypadkach chodziło o najwyższy organ sądowy Unii Europejskiej i o traktat o UE, a w tym tygodniu padło na Europejski Trybunał Praw Człowieka realizujący europejską konwencję praw człowieka. Nie chodzi więc o Unię Europejską, ale o Radę Europy, czyli wspólnotę szerszą (wszystkie kraje kontynentu poza Białorusią) i luźniejszą. Tyle że podważenie członkostwa w Radzie automatycznie wyklucza państwo z Unii.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska i prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński

A metoda jest taka sama. Skoro Polska nie jest w stanie unieważnić orzeczeń europejskiego sądu (TSUE lub ETPCz), bo po prostu w świetle prawa ani europejskiego, ani polskiego nikt takiej kompetencji nie ma, stosuje się metodę cząstkowego unieważnienia traktatów, na podstawie których te irytujące polską władzę wyroki międzynarodowe zostały wydane. To trochę tak, jakby podpalacz zniszczył cały budynek, bo w jednym mieszkaniu znajduje się niekorzystny dla niego dokument. Albo – zmieniając metaforę na bardziej apetyczną – jest to skrawanie salami (którym jest traktat lub konwencja), plasterek po plasterku, tak aby nic z niego nie zostało. Zwłaszcza że w kolejce są już dalsze wnioski min. Ziobry motywowane innymi wyrokami ETPCz.

Wyrok jak yeti

Wniosek ministra Ziobry (w jego prokuratorskiej personie) jest tak kuriozalny, że zgłaszam, by zamieszczać go w podręcznikach dla studentów prawa, oczywiście dla rozbawienia. Zacząć trzeba od tego, że ów wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który ma być teraz „unieważniony” okrężną drogą (czyli wyrok w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce z 7 maja 2021 r. uznający Trybunał Konstytucyjny za niewłaściwie ukonstytuowany, gdy zasiada w nim dubler), już został oficjalnie określony przez mgr Przyłębską jako nieistniejący. Dzień po wyroku oświadczyła, że jest on bezprawny i „nie wywołuje żadnych skutków w polskim porządku prawnym”. A zatem jest jak yeti cechujący się tym, że go nie ma.

Oczywiście jest to czcza paplanina, bo ani prezes, ani cały polski Trybunał nie mają kompetencji do unieważniania wyroków Europejskiego Trybunału, ale przynajmniej jeden min. Ziobro mógłby słowa mgr Przyłębskiej potraktować poważnie. Skoro tego wyroku nie ma, to jak może stwarzać „nowość normatywną”, jak stwierdza wniosek Ziobry do TK? https://c2859869eb7049a46a60b1d7948f9d60.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

Albo go nie ma, więc tym yeti już nie ma się co sromać, albo on istnieje – i to istnieje tak donośnie i natrętnie, że koniecznie trzeba go wyeliminować aż wyrokiem najwyższego polskiego Trybunału. W tym przypadku autorytet pani mgr doznaje pewnego uszczerbku.

Ziobro: Trybunał Konstytucyjny to nie sąd

Drugie dziwactwo wniosku polega na odmówieniu Trybunałowi Konstytucyjnemu cech sądu. Po co to Ziobrze? Proste: wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oparty jest na art. 6 konwencji dotyczącym prawa obywateli do sądu. Artykuł ten zawiera pojęcie sądu jako organu „niezawisłego i bezstronnego, ustanowionego ustawą”. W przypadku wyroków wydanych z udziałem osoby nieuprawnionej, czyli dublera, organ nie jest właściwie ukonstytuowanym sądem w rozumieniu europejskiej konwencji. I tak właśnie się stało w przypadku polskiej procedury przed TK zakończonej w Strasburgu wyrokiem Xero Flor.

Chytry zabieg min. Ziobry polega na próbie udowodnienia, że TK nie jest sądem, a zatem do niego nie mogą się stosować kryteria „niezawisłego i bezstronnego sądu” z art. 6 konwencji. Trudno mi przyznać, że Trybunał mgr Przyłębskiej jest normalnym sądem, bo rzeczywiście organ ten jest obecnie patologiczny i stał się po prostu narzędziem operacji politycznych. Nie o to wszakże chodzi ministrowi Ziobrze. Chodzi mu, rzecz jasna, nie o dyskwalifikację Trybunału w al. Szucha, ale o wyniesienie go ponad prawniczą definicję sądu w rozumieniu i polskiej konstytucji, i europejskiej konwencji praw człowieka.

Zabieg ten jest absurdalny – i to nie tylko dlatego, że jeśli Trybunał jest taki ważny i wspaniały, to do niego tym bardziej powinny się stosować wymogi stawiane „zwykłym” sądom. Polska konstytucja wyraźnie kwalifikuje TK jako organ sądowy, stwierdzając w art. 10, że „władzę sądowniczą sprawują sądy i trybunały”, a potem, w rozdziale VIII, regulując właśnie TK jako jeden z owych „trybunałów”. Sam polski TK wielokrotnie w czasach, gdy był jeszcze Trybunałem, określał się jako część władzy sądowniczej, np. w postanowieniu z 22 października 2003 r. uznając, że postępowanie przed nim podporządkowane jest zasadom wynikającym z art. 6 konwencji.

Ale także sami obecni członkowie Trybunału mgr Przyłębskiej mówią o sobie per „sędziowie”, każą się tytułować z namaszczeniem „Wysoki Trybunale” (a „trybunał” i „sąd” to synonimy, np. oba europejskie trybunały mają w swej angielskiej nazwie słowo „court”), naśladują procedury sądowe, noszą togi oraz insygnia sędziowskie i wydają decyzje zwane „wyrokami”. Trybunał uczestniczy bezpośrednio w normalnych sądowych postępowaniach, odpowiadając na pytania prawne zadawane mu przez sądy powszechne. Jak powiadają Anglicy, „jeśli coś wygląda jak kaczka, pływa jak kaczka i kwacze jak kaczka, to zapewne jest to kaczka”.

Zresztą nie tylko polskie prawo konstytucyjne nakazuje traktować Trybunał Konstytucyjny jako sąd, ale Europejski Trybunał Praw Człowieka również ma utrwalone orzecznictwo, na mocy którego stosuje do krajowych sądów konstytucyjnych kryteria „sądu” z art. 6 konwencji. I wcale nie tylko z wrodzonego antypolonizmu, co jest – jak wiadomo – przypadłością wszystkich instytucji europejskich, ale m.in. w odniesieniu do trybunałów konstytucyjnych w Niemczech, we Francji czy w Chorwacji.

W składzie sami swoi

Pomijając absurdy i nielogiczności samego wniosku, skład na środową rozprawę został przez mgr Przyłębską dobrany nieprawidłowo. W sprawie tak wielkiej wagi (w końcu nie mówimy o jakiejś regulacji walnego zebrania spółdzielni pracy, ale o najważniejszej w Europie karcie praw człowieka) wymagany jest pełny skład, a nie pięcioosobowy. Zwłaszcza że ewentualny wyrok przyznający słuszność min. Ziobrze (a czy może być inny? To żart) będzie stanowił odwrócenie orzecznictwa samego TK, który wcześniej uznawał się za „sąd”. W przypadku odejścia od precedensu TK ma obowiązek decydowania w takim samym składzie jak przy wcześniejszym orzeczeniu, z 2003 r. – teraz negowanym, a wtedy był to pełny skład.

Wyjaśnienie zagadki pięcioosobowego składu jest proste. W pełnym składzie nie dałoby się uniknąć przykrych incydentów, takich jak zdanie odrębne np. sędziego Piotra Pszczółkowskiego lub innego nawróconego. A tak są sami swoi. Przytoczmy te nazwiska ku pamięci: mgr Julia Przyłębska na czele, a także Wojciech Sych (sprawozdawca), Zbigniew Jędrzejewski, Bartłomiej Sochański i Michał Warciński. Dobrzy, zaufani towarzysze.

I już ostatnia, ale chyba najważniejsza uwaga prawnika o nadchodzącej rozprawie. Ma w niej Trybunał zadecydować o tym, czy tenże Trybunał jest związany kryteriami europejskiej konwencji praw człowieka. Czyli ma zadecydować o sobie. Jedna z najważniejszych maksym prawniczych mówi: „Nemo iudex in causa sua”, czyli nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

No ale, jak brzęczące łaciną słowa sugerują, była to paremia prawa rzymskiego. Prawo PiS odchodzi od takich anachronizmów.

Wojciech Sadurski jest profesorem filozofii prawa na Uniwersytecie Sydney i profesorem w Centrum Europejskim UW. Polskie tłumaczenie jego „Konstytucyjnego kryzysu Polski” (Oxford 2019) ukazało się w 2020 nakładem Fundacji Liberté. Twitter @WojSadurski

Przedruk: wyborcza.pl

Sprawdź także

Historia i realia

Tytuł artykułu opublikowanego przed 40 laty, 13 listopada 1981 roku w 33 nr Tygodnika „Solidarność” …