Najnowsze informacje
Strona główna / Korporacje prawnicze i trybunały / Pisprokuratorzy nadal rządzą

Pisprokuratorzy nadal rządzą

Prokuratorzy wierni PiS nadal chronieni. Sędzia Żurek o aferze hejterskiej: „Sprawę ukręcono”

Prokuratorzy z Kielc, którzy za czasów PiS mieli ścigać hejterów atakujących sędziego Waldemara Żurka, nie przesłuchali wskazanych przez sędziego osób i umorzyli śledztwo. Prokurator z Nowego Sącza uznała teraz, że nie popełnili przestępstwa.

– Uważam, że prowadzoną w Kielcach sprawę z mojego zawiadomienia, dotyczącą afery hejterskiej, celowo ukręcono. Decyzja prokuratury jest dla mnie zaskakująca — mówi krakowski sędzia Waldemar Żurek.

Afera hejterska. Prokuratura hejterów nie widzi

Przez cały okres rządów prawicy sędzia Żurek był systematycznie i brutalnie atakowany za obronę praworządności. Nasyłano na niego CBA, rzecznicy dyscyplinarni — ustanowieni przez Zbigniewa Ziobrę, gdy był ministrem sprawiedliwości — wytoczyli sędziemu ponad 20 spraw. Bez pardonu atakowano go w mediach społecznościowych, ponieważ bronił sądownictwa przed demolowaniem go przez prawicę.

– Jeszcze przed wybuchem afery hejterskiej zobaczyłem na swoim profilu twitterowym, że jestem w sposób zorganizowany atakowany przez kilka osób. Wyłapałem trzy postacie o następujących nickach: FigoFago, Jakob i Mała Emi. Moją uwagę zwrócił fakt, że tych kilka osób, atakując mnie i innych sędziów, posługuje się półprawdami, kłamstwami i obelżywym hejtem — opowiadał Żurek w „Wyborczej”.

Trafił wówczas na trop zorganizowanej akcji wobec sędziów krytykujących pisowskie zmiany w wymiarze sprawiedliwości, którą potem nazwano aferą hejterską. Złożył zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa. – To nie były tylko zwykłe połajanki. W sposób zorganizowany atakowano polskich sędziów, publikowano dokumenty wyjęte z ich akt — twierdził.

Dostarczył śledczym wydruki z portali z hejtem wraz z nickami osób, które puszczały oszczercze wpisy oraz wniosek o przesłuchanie tych, którzy mogły mieć związek ze sprawą. To o nich zaczęła mówić w mediach Mała Emi, czyli posługująca się tym nickiem Emilia Sz., jedna z osób zaangażowanych w oczernianie w portalach społecznościowych m.in. sędziego Żurka.

Sprawa ostatecznie trafiła do prokuratury w Kielcach. Prowadziło ją dwóch referentów. O tym, jak potraktowano zawiadomienie, sędzia Żurek opowiadał „Wyborczej”. – Dziewięć miesięcy rozpatrywano mój wniosek o przesłuchanie wskazanych przeze mnie osób, po czym prokurator wniosek… oddalił! Za to ja byłem kilka razy przesłuchiwany — mówił z goryczą sędzia.

Sprawę po dwóch latach umorzono. – Tłumaczenie było kuriozalne. Powołano się na odmowę udostępnienia danych przez Twittera. Tyle że Twitter ma swoją praktykę postępowania, o czym doskonale wiedzą prokuratorzy. Portal nie odpowiada na prośbę o udostępnienie danych autora, jeśli organ pytający nie zrobi tego od razu. I tak było w tym przypadku. Odczekano, nie podejmowano decyzji o zasięgnięciu IP, a gdy w końcu to zrobiono, portal odmówił ujawnienia informacji — relacjonował Waldemar Żurek.

Jak podkreślał, w decyzji o umorzeniu prokurator stwierdził, że nie wie, kim jest Mała Emi, choć wiedziała to cała Polska, bo oglądała choćby reportaż w telewizji, w którym wystąpiła Emilia Sz. – Ale prokurator twierdził, że nie widział nawet przeprosin Małej Emi skierowanych do mnie — zżymał się sędzia Żurek.

Żurek pytał, dlaczego nie przesłuchano ściganego dziś za szpiegostwo byłego sędziego Tomasza Szmydta już w 2018 roku, gdy o to wnioskował? Dlaczego nie przesłuchano Małej Emi, gdy się ujawniła i dlaczego nie zaproponowano jej statusu małego świadka koronnego? – Ówczesna prokuratura nie zrobiła tego, bo była skrajnie upolityczniona. W rzeczywistości prokuratura roztaczała parasol nad przestępcami — oceniał w rozmowie z „Wyborczą”. 

Śledztwo ws. afery hejterskiej: „Prokuratorzy działali w sposób niezależny”

Jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości sędzia Żurek złożył doniesienie do prokuratury na kieleckich śledczych. Wskazał w nim wówczas na możliwość niedopełnienia obowiązków przez oboje referentów, którzy mieli zbadać, jak za czasów PiS był w zorganizowany sposób atakowany i opluwany w portalach społecznościowych.

Sprawa trafiła do prokuratury w Nowym Sączu. I ta właśnie, po rocznym śledztwie, umorzyła postępowanie. – Prokurator po przeprowadzeniu postępowania dowodowego i dokonaniu jego wnikliwej oceny wskazał, iż zachowanie ustalonych funkcjonariuszy publicznych nie wyczerpywało znamion przestępstwa z art. 231 § 1 k.k., ani też żadnego innego czynu zabronionego — odpowiada na zadane przez nas pytania o powody umorzenia prokurator Justyna Rataj-Mykietyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu. 

Według naszych ustaleń prokurator z Nowego Sącza uznała, że jej koledzy z Kielc działali w ramach zasad i podejmowali decyzje w sposób niezależny i zgodny z własnym uznaniem.

– Nie zgadzamy się z tym rozstrzygnięciem — mówi „Wyborczej” adwokat Justyna Borucka, pełnomocniczka sędziego Waldemara Żurka. – Wbrew temu, co uznała nowosądecka prokuratura, decyzje podejmowane przez wskazanych przez nas referentów z Kielc nie były niezależne, a ma to związek z  osobami, o których przesłuchanie wnioskowaliśmy — podkreśla. Wskazuje, że w trakcie śledztwa w Kielcach dziewięciokrotnie zwracała się o dostęp i odmawiano jej. Dopiero gdy zagroziła, że powiadomi o sprawie media, umożliwiono jej zapoznanie się z materiałami z postępowania.

Po zażaleniu sędziego Żurka sąd uchylił też decyzje prokuratorów z Kielc o umorzeniu śledztwa w sprawie hejtu. – I po czterech latach od złożenia przez nas wniosku we wznowionym śledztwie przesłuchano jednak większość wskazanych przez nas osób — zaznacza mec. Borucka. Co więcej, postawiono też pierwsze zarzuty, a kielecka prokuratura zapowiedziała akt oskarżenia przeciwko Małej Emi. 

Adwokatka wskazuje też na inną sytuację związaną z tą sprawą. Rok temu zawiadomiła również rzecznika dyscyplinarnego prokuratury o możliwości popełnienia deliktu dyscyplinarnego przez dwóch wspomnianych już prokuratorów z Kielc. – Do dziś nie dostałam żadnej informacji, że cokolwiek zrobiono w tej sprawie — mówi „Wyborczej” mec. Borucka. 

Prokuratura przestępstw z czasów PiS nie widzi

To nie pierwsza taka budząca wątpliwości decyzja obecnej prokuratury, odnosząca się do działań za czasów rządów prawicy. Kilka dni temu pisaliśmy o umorzeniu innej sprawy, w której krakowski sędzia Wojciech Maczuga powiadomił prokuraturę o możliwości przestępstwa w związku z uchyleniem kary nałożonej na przewodniczącą upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa Dagmarę Pawełczyk-Woicką. Decyzje o umorzeniu podjął prokurator z Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej. I tu prokuratura zasłania się formułką braku znamion czynu zabronionego. Co więcej, śledztwo umorzono już po trzech miesiącach i uznano, że nie ma w nim pokrzywdzonego. Takiego statusu nie dostał bowiem sędzia Maczuga, a tym samym nie ma on prawa złożyć zażalenia.  

Sędzia Żurek będzie mógł złożył zażalenie w swojej sprawie. I takowe zapowiada, ale jego pełnomocniczka przyznaje, że jego rozpatrzenie może się przeciągać. – Zgodnie z miejscową właściwością rozpatrzyć powinien je sąd w Kielcach, więc można się spodziewać, że tamtejsi sędziowie wyłączą się ze sprawy i trzeba będzie zwrócić się do Sądu Najwyższego o wyznaczenie innego sądu — ocenia. 

Przedruk z wyborcza.pl

Sprawdź także

Nie można im nie pomóc

Projekt ustawy o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa …