Prezes PiS może wszystko

We wtorek (27 stycznia) stołeczny sąd rejonowy umorzył postępowanie wobec prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z prywatnego aktu oskarżenia europosła KO Krzysztofa Brejzy, uznając, że czyn cechowała znikoma szkodliwość społeczna.

Według PAP, sędzia Tomasz Trębicki przypomniał, że Kaczyński wypowiadał się jako świadek przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa, a kontrowersyjne słowa były odpowiedzią na jedno z pytań członków komisji, kierowanych do prezesa PiS. Co ważniejsze – jak dodał sąd – pytania dotyczyły także „przemyśleń i opinii”. – Nie padło to jako samodzielna teza, tylko wypowiedź skonstruowana w odpowiedzi na pytanie – zaznaczył sędzia.

Przypomnijmy: europoseł Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza wytoczył Jarosławowi Kaczyńskiemu prywatny proces o zniesławienie. Sprawa dotyczy zeznań prezesa PiS złożonych przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa. Kaczyński, pytany o materiały pozyskane z telefonu Brejzy, stwierdził wówczas, że chodziło o „pokazanie opinii publicznej, że znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw”, dodając, że Brejza „rozpaczliwie broni się przed sytuacją, która zakończyłaby jego karierę polityczną”.

76
Jarosław Kaczyński Krzysztof Brejza mowa nienawiści proces o zniesławienie Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieści
Prezes sformułował to następująco: „Panie członku komisji, w tym wypadku chodziło o pokazanie opinii publicznej, że znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw. W tym wypadku, według mojej oceny, pan Brejza rozpaczliwie broni się przed sytuacją, która zakończyłaby jego karierę polityczną, a być może karierę jego ojca”.

Brejza uznał te słowa za zniesławiające i wytoczył Kaczyńskiemu proces po tym, gdy w marcu zeszłego roku Sejm uchylił – prezesowi PiS immunitet. Postępowanie w trybie prywatnoskargowym ruszyło 16 września ubiegłego roku przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Kaczyński nie stawił się wówczas na rozprawie pojednawczej.

Proces rozpoczął się 4 listopada. Jeszcze przed wejściem na salę sądową Kaczyński, odpowiadając na pytania dziennikarzy, nazwał Brejzę człowiekiem „skrajnie złej woli”, zarzucając mu „radykalny brak kultury” i „agresywne wypowiedzi pod adresem innych polityków”.

Rozprawa, której przewodniczył sędzia Tomasz Trębicki, odbyła się bez możliwości rejestracji przez media. Jarosław Kaczyński odmówił odpowiadania na pytania zadawane przez pełnomocniczkę oskarżyciela prywatnego, mecenas Dorotę Brejzę, prywatnie żonę europosła. Jak relacjonował Krzysztof Brejza, prezes PiS chciał składać wyjaśnienia „z miejsca dla świadków, a nie z ławy oskarżonych”, na co sąd się nie zgodził.

Ojciec mowy nienawiści w Polsce
Podczas rozprawy Kaczyński podtrzymał swoje wcześniejsze twierdzenia. Wyjaśniał, że jako wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo otrzymał informacje, iż Krzysztof Brejza podjął „działania bezprawne” i „moralnie odrażające”. Ich źródłem miał być „funkcjonariusz publiczny do spraw bezpieczeństwa”. Jednocześnie prezes PiS uzasadniał użycie systemu Pegasus wobec Brejzy i jego ojca działaniami związanymi z funkcjonowaniem Urzędu Miasta w Inowrocławiu.

Pisowskie media przekazywały wtedy, że działał tam „wydział propagandy” z farmą trolli atakującą oponentów prezydenta miasta Ryszarda Brejzy i jego syna Krzysztofa. Pracownicy TVP wymyślali oszczercze cuda. Na przykład, że na budynku magistratu zainstalowano sprzęt do łączności z darknetem, podczas gdy faktycznie była to antena zapewniająca łączność w razie awarii.

Kaczyński stwierdził na sali sądowej, że „używanie środków publicznych po to, żeby prowadzić brutalną walkę polityczną przeciwko swoim przeciwnikom, jest odrażające i łamie prawo karne”.

Mecenas Dorota Brejza w odpowiedzi przypomniała, że Prokuratura Okręgowa w Gdańsku w 2024 roku umorzyła śledztwo wobec Ryszarda Brejzy, wskazując w uzasadnieniu na nadużycia organów ścigania oraz bezprawne użycie Pegasusa.

  • W dalszym ciągu uważam, że ta sprawa, chociaż w sensie procesowym nie zakończona, albo też w wielu wypadkach umorzona, powinna być wznowiona, kiedy zmienią się warunki polityczne i wtedy będzie rozstrzygnięta – oświadczył mediom Kaczyński po rozprawie.

Natomiast europoseł Brejza ripostował, że nikt w państwie nie stoi ponad prawem, a „prezes nie jest nadczłowiekiem”. Przypominał, że jego telefon został poddany masowej inwigilacji, a mimo przeanalizowania „stu tysięcy wiadomości” nie znaleziono dowodów przestępstw.

  • Jarosław Kaczyński jest ojcem języka nienawiści w Polsce – dodała mecenas Brejza. – To on pierwszy wyzywał posłów od kanalii i morderców, a ludzi nazwał elementem animalnym. I jakoś nigdy nie było skutecznej reakcji prawnej, by ten język zatrzymać. My reagujemy i bronimy dobrego imienia swojej rodziny.

13 stycznia odbyła się ostatnia rozprawa. Jarosław Kaczyński tym razem również nie stawił się w sądzie. Obrońca prezesa PiS, mec. Bogusław Kosmus, zaapelował w mowie końcowej o uniewinnienie swojego klienta. Podkreślał, że sprawa nie dotyczy oceny „czy Brejza popełnił przestępstwa, czy one były obrzydliwe, czy nie”. Dowodził, że kluczowe w tym procesie było ustalenie, w jaki sposób powinien zachować się świadek komisji śledczej, „przymuszony do wypowiedzi na określony temat, na pytania dociekliwych kolegów partyjnych czy koalicyjnych pana posła Brejzy”. Zaznaczył, że jego klient w trakcie posiedzenia komisji działał w dobrej wierze, bo wypełniał obowiązki przewidziane prawem. Swoją argumentację wzmocnił retorycznie stwierdzeniami: „debata publiczna może być okrutna” albo: „Adamowicza nie zabiły słowa”.

Mecenas Dorota Brejza zaznaczyła m.in., że jej mężowi nie zależy na nadmiernie surowym rozstrzygnięciu wobec prezesa PiS. Usunięcie spacji przed myślnikiem, tak aby podobne sytuacje ze strony lidera PiS się nie powtarzały – podkreśliła i wniosła o nawiązkę w wysokości 50 tys. zł, pozostawiając sądowi decyzję co do wymiaru kary.

Wtorkowe umorzenie sprawy było zaskoczeniem dla niej i jej męża. – Będziemy się odwoływać dla dobra debaty publicznej – zapowiedział europoseł po rozprawie.

  • To nie jest dobry wyrok z wielu powodów – dodała mecenas Brejza. – Najmniej ważnym powodem jest nasza sprawa osobista i nasze poczucie sprawiedliwości. Trzeba zwrócić uwagę na to, że wyrok pełni dwie funkcje: prewencji indywidualnej i prewencji ogólnej. W pierwszym przypadku konkretne osoba powinna ponieść odpowiedzialność, a prewencja ogólna jest sygnałem dla społeczeństwa. Ten wyrok daje opinii publicznej sugestie co do tego, co jest dozwolone, a co nie jest. Nie mogę uznać tego, że można godzić się w przestrzeni publicznej na dezinformację, czy to spontaniczną, czy wywołaną czymś pytaniem i na to, żeby niszczyć komuś życie – podkreśliła obrończyni, dodając, że przypięta komuś łatka przestępcy może mieć straszne konsekwencje.

Adwokatka uznała, że argumentacja sędziego o znikomej społecznej szkodliwości wypowiedzi Kaczyńskiego „jest kompletnie, po ludzku niezrozumiała”.

  • Sąd uznał, że J. Kaczyński skłamał na mój temat – komentuje Krzysztof Brejza. – Jednocześnie uznał też, że szkodliwość społeczna kłamstwa jest niska. Z drugą częścią tego orzeczenia kompletnie się nie zgadzamy. Sąd stwierdził, że skazałby Kaczyńskiego, gdyby kłamstwa padły na konferencji prasowej, a nie komisji śledczej. Uważamy, że każde kłamstwa Kaczyńskiego rzucone w przestrzeń publiczną, niezależnie od miejsca mają bardzo wysoką szkodliwość społeczną, co pokazują kolejne kłamstwa TV Pispublika, które dołączymy do apelacji.

„To była jedna bitwa, częściowo wygrana przez nas, z pewnym kruczkiem, który może dawać satysfakcję Kaczyńskiemu. Ale chwilową, ponieważ składamy odwołanie, żeby wygrać wojnę” – skomentował europoseł na platformie X.

Przedruk z wyborcza.pl

Sprawdź także

Prawo UE czy prawo kaduka

Wokanda polska w Luksemburgu: 11 – 19 marca w Trybunale Sprawiedliwości i Sądzie Unii Europejskiej …