Finansowanie pomostowe
Strona główna / Aktualności / Sanepid też można pozwać

Sanepid też można pozwać

Kary administracyjne za łamanie zakazów związanych z epidemią nakładają powiatowe inspektoraty sanitarne. Od dostarczenia ich decyzji w ciągu 14 dni możemy odwołać się do Wojewódzkiego Państwowego Inspektora Sanitarnego.

Jeśli wojewódzki inspektor podtrzyma decyzję o karze, wtedy możemy zaskarżyć ją do wojewódzkiego sądu administracyjnego, a w razie porażki do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Na wyroki sądów administracyjnych niestety jeszcze przed epidemią zdarzało się czekać ponad rok. Teraz najprawdopodobniej trzeba będzie poczekać jeszcze dłużej.

Czy mam szanse na wygraną w sądzie?

Tak, i to dość duże. Eksperci – w tym Rzecznik Praw Obywatelskich – są zgodni co do tego, że ogłoszenie stanu epidemii na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych, pozwala jedynie na ograniczenie sposobu przemieszczania się,ale nie na zakaz przebywania w miejscach publicznych. Mógłby on zostać wprowadzony tylko w przypadku ogłoszenia stanu nadzwyczajnego.

Co więcej, kary administracyjne nakładane przez Sanepid, są niewspółmiernie wysokie. Zaczynają się od 5 tys. zł, podczas gdy w stanie klęski żywiołowej lub stanie wyjątkowym 5 tys. zł to maksymalny wymiar kar za te same naruszenia zakazów poruszania się i gromadzenia się.

Czy zaskarżenie decyzji o karze wstrzymuje obowiązek zapłaty?

Nie. Zgodnie z przepisami ustawy z 31 marca decyzja Sanepidu ws. kary “podlega natychmiastowemu wykonaniu z dniem jej doręczenia” i należy ją opłacić w ciągu 7 dni od wydania decyzji.

Czy karę można jakoś złagodzić?

Tak. Trzeba w tym celu wysłać “uzasadniony ważnym interesem” ukaranego wniosek do Powiatowy Sanepidu, który wystawił karę. Zgodnie z art. 189k k.p.a. może on zdecydować się na:

odroczenie terminu wykonania kary;
rozłożenie jej na raty;
umorzenie w części lub całości;
umorzenie odsetek za zwłokę w części lub całości.

Po wprowadzeniu ostatnich obostrzeń dotyczących przemieszczania się, w sieci pojawia się coraz więcej filmów z policyjnych interwencji. Ich autorzy zazwyczaj zarzucają policjantom zbyt stanowcze traktowanie legitymowanych osób, czy wręcz przekraczanie uprawnień przez funkcjonariuszy. Na jednym z opublikowanych w czwartek filmów z interwencji w Mikołowie (woj. śląskie) widać, jak policjant żąda od stojących w kolejce do smażalni ryb paragonów oraz odpowiedzi na pytanie, jakie potrawy zamówili. Z kolei na filmie z interwencji we Wrocławiu policjanci w towarzystwie Żandarmerii Wojskowej legitymują ojca trzech dziewczynek, z którymi przebywał na podwórku domu wielorodzinnego. Interwencji towarzyszą emocje, słychać krzyki i płacz dzieci.

Jak mówił w Poranku Radia TOK FM dr Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, restrykcyjne egzekwowanie przez służby przepisów, bez analizowania sytuacji życiowej, może doprowadzić do absurdów. – Jeżeli ktoś wychodzi na spacer, krótki, półgodzinny, na przykład raz na trzy dni i przy okazji wejdzie do sklepu po jakąś drobnostkę, to trudno doszukiwać się tutaj złamania prawa – ocenił prawnik.

Wskazywał, że policja podczas kontroli może zareagować dwojako. – Zaproponować nam mandat, którego możemy nie przyjąć i sprawa trafi do sądu. Jednak policjant może też „umyć ręce” i zgłosić nasze zachowania prosto do inspektora sanitarnego – mówił. I, jak podkreślił, w tym miejscu ustawodawca popełnił bardzo duży błąd. – Zrobiono coś zupełnie nieakceptowalnego, czyli dopuszczono sanepid do nakładania kar pieniężnych nawet do 30 tys. zł – przekonywał ekspert w rozmowie z Janem Wróblem.

Zdaniem Małeckiego to tutaj właśnie kryje się „patologia” wprowadzonego przez rządzących rozwiązania. – Urzędnik w trybie postępowania administracyjnego „z góry” nakłada na kogoś bardzo wysoką karę. W tej sytuacji mamy mechanizm prawny, do którego ani policja nie jest przyzwyczajona, ani sanepid. Bo urzędnik między jakimś protokołem pokontrolnym a wydaniem pozwolenia na wykopanie dołu na działce, ma na kogoś nałożyć karę w wysokości do 30 tys. zł. Oni nie są do tego przygotowani – podkreślał dr Mikołaj Małecki.

Jak podsumowywał, w relacji między obywatelem i służbami – kiedy dojdzie do sytuacji spornej – kluczowe powinno być właśnie wzajemne zrozumienie. – Bo policja może zastosować najmniej surowe rozwiązanie i nas pouczyć. Sytuacja jest na tyle nadzwyczajna, że duży nacisk powinien być położony na wyczucie policjanta, często bardziej powinien tłumaczyć, rozmawiać niż od razu karać. Z drugiej strony my też powinniśmy do tego podejść „z głową”. Wszyscy są zmęczeni restrykcjami czy poddenerwowani obowiązkiem siedzenia w domu. Nasz kontakt z policjantem jest kluczowy i najważniejszy. Gdy dojdzie do kontroli służb, to nie szedłbym na zwarcie z policją. Starałabym się wytłumaczyć swoją sytuację i liczyłbym na zrozumienie – podpowiadał prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Sprawdź także

Wybory kopertowe bezkarne

Prokuratura nie zamierza wszczynać śledztwa w związku z doniesieniami Najwyższej Izby Kontroli przeciwko premierowi, trzem …