Najnowsze informacje
Finansowanie pomostowe
Strona główna / Aktualności / Sędzia Jacek Sobczak wyjaśnia

Sędzia Jacek Sobczak wyjaśnia

Poniżej publikujemy oświadczenie sędziego Sądu Najwyższego w stanie spoczynku Jacka Sobczaka, w którym sędzia odnosi się do zarzutów dotyczących jego orzecznictwa w sprawach opozycjonistów, które pojawiają się w środkach społęcznego przekazu. Oświadczenie W związku z informacjami, podawanymi przez środki społecznego przekazu,określającymi mnie jako ?stalinowskiego sędziego?, ?skazującego opozycjonistów na podstawie przepisów o stanie wojennym?, oświadczam co następuje:
1. Urodziłem się w 1946 r., w chwili śmierci J. Stalina miałem lat 7. Przypisywanie mi związków z ideologią stalinowską jest grubym nieporozumieniem i nadużyciem.
2. Odnośnie do zarzutów dotyczących mojego orzecznictwa w sprawach opozycjonistów, pragnę stwierdzić, że z dniem 1 września 1981 r., jako sędzia Sądu Powiatowego dla miasta Poznania w Poznaniu, zostałem oddelegowany do orzekania w Sądzie Wojewódzkim w Poznaniu. Po wprowadzeniu stanu wojennego zostałem powołany w dniu 15 grudnia 1981 r. do odbycia służby wojskowej w Sądzie Wojsk Lotniczych w Poznaniu. Kartę mobilizacyjną do tego sądu miałem od 1976 r. Podkreślam, że odpowiednie organy wojskowe, z nieznanych mi przyczyn, przez długi czas nie umiały ustalić miejsca mojego zamieszkania, ani miejsca pobytu i doręczyć mi powołania. W efekcie zostałem ?zabrany? przez organy wojskowe prosto z sali rozpraw w Sądzie Wojewódzkim. Postępowanie w procesie, który prowadziłem, zanim przedstawiciele organów wojskowych wyprowadzili mnie z budynku sądu , na polecenie prezesa Sądu Wojewódzkiego, w związku z powstałą sytuacją, zmuszony zostałem odroczyć. Tak więc do Sądu Wojsk Lotniczych nie ?trafiłem?, ani nie ?zgłosiłem się?, ale zostałem do tego Sądu zmobilizowany. W trakcie odbywania służby zachorowałem, korzystałem ze zwolnień lekarskich i 30 września 1982 r. zostałem zwolniony ze służby w Sądzie Wojsk Lotniczych.
3. W Sądzie Wojsk Lotniczych orzekałem wyłącznie w składach kolegialnych, którym ani nie przewodniczyłem, ani nie byłem sprawozdawcą. Nie pisałem także uzasadnień wydanych orzeczeń, a jedynie zdania odrębne . Podawane w środkach społecznego przekazu stwierdzenia ?skazywał opozycjonistów? sugerują przeciętnemu odbiorcy , który nie ze tknął się w swoim życiu z pracą sądów , że były to orzeczenia wydawane wyłącznie przeze mnie ? jednoosobowo. Tymczasem, byłem tylko członkiem trzyosobowego składu , który takie orzeczenia wydawał . Nie mogłem uniknąć w sposób legalny spełniania obowiązków sędziego . Nie zgadzając się z zapadającymi wyrokami, zresztą zapadającymi w granicach ustawowego minimum, dawałem temu wyraz w zdaniachodrębnych pisanych przeze mnie do tych orzeczeń. Był to jedyny instrument, z którego mogłem skorzystać. Większości spraw, w których orzekałem wówczas, po latach już nie pamiętam. Chcę jednak z auważyć, że w kilku sprawach, rozpoznawanych z moim udziałem, zapadły wyroki uniewinniające , a w wielu pozostałych kary były znacząco niższe, niż tego żądał prokurator.
Sąd Wojsk Lotniczych, w owym czasie, uchodził za sąd bardzo ?liberalny?, wydający łagodne wyroki. Taka ocena ze strony przedstawicieli opozycji, prezentowana także w ówczesnej prasie podziemnej, spowodowała, że po transformacji ustrojowej dwaj z trzech oficerów zawodowych, będących niefunkcyjnymi sędziami tego Sądu, zostali powołani do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego, a trzeciemu powierzono funkcję Szefa Urzędu Ochrony Państwa w Poznaniu.
4. Chcę stwierdzić, że orzekając w Stanie Wojennym w Sądzie Wojsk Lotniczych, będąc zmobilizowanym , nie miałem legalnej możliwości uchylenia się od służby. Sędziowie sądów powszechnych mogli odejść z sądu. Sędziowie, którzy w chwili ogłoszenia s tanu wojennego, zostali zgodnie z prawem zmobilizowani do czynnej służby wojskowej i skierowani do orzekania w sądach wojskowych , takiej możliwości nie mieli. Uchylenie się przez nich od wykonywania swoich obowiązków , od orzekania, było równoznaczne z popełnieniem przestępstwa dezercji . Groziła za to wówczas kara do 10 lat pozbawienia wolności. Jako ojciec dwójki, wówczas bardzo małych dzieci, nie zdecydowałem na taki krok . Dzisiaj z powyższych uwarunkowań, niektórzy dziennikarze albo nie zdają sobie sprawy, albo nie chcą przyjąć ich do wiadomości , posługując się półprawdą . W każdym razie , nie informują o tym odbiorców , którzy zasługują na pełną i rzetelną informację, pozwalającą na sformułowanie samodzielnej oceny, a nie przyjęcie narzuconego , gotowego , niesprawiedliwego osądu. Od czasu stanu wojennego upłynęło blisko czterdzieści lat. Pojawiły się dwa pokolenia, które ówczesnych problemów nie znają i nie rozumieją. Dlatego też za nieuczciwe i krzywdzące uważam posługiwanie się uogólnieniami oraz skrótami myślowymi , które narzucają błędne wnioski . Jest to manipulowanie opinią publiczną, wykorzystywanie jej zaufania wobec dziennikarzy, niedostatecznej wiedzy o stanie prawnym, postawach sędziów i wyzwaniach, z którymi przyszło im się mierzyć.
5. Pomijam pojawiającą się w informacjach o mojej osobie krytykę orzeczeń, w wydawaniu których brałem udział, w szczególności w tych, w których byłem sprawozdawcą. Jako specjalista w zakresie prawa prasowego, wielokrotnie podkreślałem i podkreślam, że każdy obywatel, a w szczególności dziennikarz ma prawo do krytyki, także orzeczeń sądów. Krytyka jednak winna odnosić się do faktów , przedstawiać argumenty sądu, podejmując z nimi polemikę. Jasną jest dla mnie rzeczą, że nie wszystkie orzeczenia muszą podobać się opinii publicznej, ale taka jest rola i zadanie sędziów, aby stosując prawo, często surowe , nie łamać jego przepisów, orzekając jednak zgodnie z e swoim sumieniem , nie ulegając naciskom opinii publicznej i kształtujących ją dziennikarzy. W wydanych orzeczeniach nigdy nie sprzeciwiłem się zasadzie niezawisłości, działając na podstawie i w granicach prawa.
Pozostawiam bez komentarzy zdziwienie piszących o mnie dziennikarzy, dotyczące tego, że cieszę się uznaniem, szacunkiem, nawet wielką sympatią moich studentów. Praca z nimi i dla nich była dla mnie zawsze ważna i dumny jestem z tego, że nawet po latach pamiętają o mnie i dają temu wyraz także wtedy, kiedy jestem obiektem medialnej nagonki. Wielu dziennikarzy, także pracujących w tych środkach przekazu, które obecnie prowadzą atak na mnie, przygotowywało się do wykonywania swojego zawodu uczęszczając na moje wykłady lub korzystając z moich podręczników i komentarzy. Ubolewam, że nie zawsze kierują się oni zasadami zawodu dziennikarza, jak służba społeczeństwu , poprzez przekazywanie prawdziwych i rzetelnych informacji. Przez wiele dziesięcioleci kierowałem się , zarówno jako sędzia, jak i w pracy naukowej , najwyższymi zasadami etyki, działałem dla dobra Polski, a nie dla jakiegoś systemu politycznego.
Zarówno sędzia, jak i uczony, z założenia musi być apolityczny, obiektywny, sumienny i rzetelny w swojej pracy. Wyrazem i potwierdzeniem tego, że nigdy nie uchybiłem wysokim wymaganiom, stawianym przez prawo i etos zawodu , może stanowić fakt, że na stanowisko Sędziego Sądu Najwyższego zostałem wybrany w demokratycznej Polsce w 1999 r. , po przejściu wszystkich szczebli w pracy sędziego, a nie jak wielu się może wydawać ? z racji profesury. Na tytuł profesora zasłużyłem prowadząc dociekania naukowe , jako niezależny badacz rozpoczynając pracę na uczelni dopiero w okresie przemian ustrojowych , mając już wtedy stopień doktora habilitowanego.
Całe moje życie zawodowe pracowałem dla dobra Ojczyzny, którą pojmowałem jako państwo o wielowiekowej historii, nie identyfikując się z głoszonymi hasłami propagandowymi. Wykonywałem moje obowiązki służbowe w sposób, który pozwala mi po wielu latach spokojnie spoglądać w lustro, wiedząc, że każdą, nawet najbardziej trudną i niejednoznacznie ocenianą decyzję w moim życiu podejmowałem po głębokim namyśle, zgodnie z własnym sumieniem, z myślą o ludziach, których one dotyczyły i w najlepszych dla nich możliwy sposób. Także i dzisiaj dobro Ojczyzny stawiam najwyżej . Jestem już sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku.
Składam to oświadczenie z przekonaniem, że jestem to winien moim najbliższym, a także studentom, doktorantom i habilitantom.
SSN w stanie spoczynku Jacek Sobczak

Sprawdź także

Pacyfikacja Kolegium SN

Do podjęcia uchwał Kolegium Sądu Najwyższego wymagana jest rzeczywista obecność co najmniej 2/3 liczby jego …