Leszek M. Myczka: Niezatapialna pisówka nie przegrywa. Ona jest krzywdzona
Są ludzie, których nie rusza ani prawo, ani wstyd, ani rzeczywistość. Można im zabrać argumenty, podważyć kompetencje, wykazać sprzeczności, a oni i tak stoją – jak betonowy falochron w czasie sztormu. Fale faktów rozbijają się o nich z hukiem, po czym spływają bez śladu. W Polsce dorobiliśmy się nawet osobnej kategorii społecznej: pisowskiej niezatapialności. To nie jest już kwestia profesury, tytułów czy procedur. To jest stan ducha. Mentalność oblężonej twierdzy, w której każda krytyka staje się „nagonką”, każdy wyrok – „politycznym zamachem”, a każda decyzja instytucji – dowodem na spisek. Im więcej dowodów, tym większe poczucie krzywdy. Im bardziej jednoznaczne rozstrzygnięcia, tym głośniejsze wołanie o „brak sprawiedliwości”.
Niezatapialna pisówka nie przegrywa. Ona jest krzywdzona. Zawsze. Nawet wtedy, gdy sama rozstawia pionki, przestawia procedury, nagina regulaminy i testuje granice prawa jak dziecko, które sprawdza, jak daleko może się posunąć, zanim dorosły krzyknie „dość”.
A dorosły nie krzyczy.
Bo tu dochodzimy do sedna pytania: czy w tym państwie znajdzie się ktoś, kto powie „dość”? Nie w felietonie, nie w komentarzu, nie w tweecie. Tylko realnie. Instytucjonalnie. Skutecznie. Bo dotąd wygląda to tak, jakby całe państwo prawa stało pod drzwiami i grzecznie pukało, podczas gdy niezatapialni od środka przestawiają meble, zasuwają rygle i składają kolejne wnioski – do sądu, do trybunału, do historii, najlepiej jednocześnie. Każda porażka jest tylko pretekstem do następnego etapu. Każda decyzja negatywna – paliwem do dalszej walki. Nie po to, by wygrać sprawę, lecz by jej nigdy nie zakończyć. To właśnie jest istota pisowskiej strategii: zmęczyć państwo, sparaliżować procedury, rozciągnąć spór w nieskończoność, aż wszyscy wokół wzruszą ramionami i powiedzą: „niech już będzie, byle był spokój”. A wtedy niezatapialna wypływa na powierzchnię, otrzepuje się i ogłasza, że jednak miała rację. Nie chodzi więc o to, czy ktoś zostanie profesorem. Chodzi o to, czy w Polsce obowiązuje jeszcze elementarna zasada, że nie wszystko wolno, nawet jeśli ma się odpowiednie znajomości, odpowiedni mikrofon i odpowiedni trybunał w odwodzie.
Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to niezatapialni będą rządzić dalej – bez względu na wyroki, opinie, recenzje i fakty. A my będziemy żyli w kraju, w którym prawo jest elastyczne jak guma, a odpowiedzialność karna kończy się tam, gdzie zaczyna się pisowska legitymacja.
Pytanie więc nie brzmi, czy ona przetrwa. Pytanie brzmi, czy państwo w końcu przestanie tonąć.
Leszek M. Myczka
Wcześniej komentarz opublikowany został przez Autora na jego koncie FB
Źródło: monitorkonstytucyjny.ue
PoPrawny Poznański serwis prawny
