Finansowanie pomostowe
Strona główna / Aktualności / Ślepy i głuchy jak policjant

Ślepy i głuchy jak policjant

Na Dalekim Wschodzie symbolem mądrości stały się trzy małpy ze ?Świętej Stajni” w Nikko, z których jedna zasłania sobie oczy, druga uszy, a trzecia usta; interpretowane jako symbol mądrego (i dlatego też szczęśliwego) życia, w szczególności zaś obcowania z ludźmi: nic nie widzieć, nic nie słyszeć, nic nie mówić. Symbolikę Wschodu dosłownie pojmują organa ścigania. Nikt nie widzi dokonania przestępstwa. Ani policja, ani prokuratura. Fakt bezprawnego przetrzymywania kobiety i zmuszanie jej do napisania oświadczenia, iż zrzeka się części zapisu testamentu, zdaniem poznańskiej policji i prokuratury nie został w wyniku wszczętego postępowania w wystarczający sposób udowodniony. Kobieta, która została z rąk porywaczy uwolniona przez brata, której grozi się śmiercią i podpaleniem posesji jest bezradna. Policyjne umorzenie zatwierdzone przez prokuratora jest obecnie dla organów ścigania glejtem do dalszej bezczynności.
O co chodzi? Oczywiście o majątek. 6 stycznia 2012 roku zmarł Wojciech P. Całą schedę po nim, w tym trzy nieruchomości, w wyniku testamentu notarialnego ma otrzymać jego druga żona Adrianna Gawrońska. Syn z pierwszego małżeństwa Piotr P. już w 2003 roku, także przed notariuszem zrzekł się majątku, tym samym pozbawiając własne dzieci majątku po dziadku. Drugie dziecko Wojciecha – córka została w testamencie wydziedziczona.
Zanim doszło do rozprawy sądowej ( wciąż nie ma wyroku) w sprawie testamentu; dzieci i wnuki Wojciecha P. sprawę „wzięły” we własne ręce i chciały same wymusić zmianę testamentu. 6 marca 2012 roku Adrianna Gawrońska została podstępnie wezwana na posesje przy ulicy Górniczej w Poznaniu, gdzie Piotr P. jego konkubina Beata N. i Dawid P. – syn Piotra, wnuk Wojciecha, zmusili Adriannę Gawrońską do podpisania oświadczenia, że zrzeka się prawa do jednej z testamentowych nieruchomości. Zastraszona kobieta podpisała dokument, który był dyktowany przez anonimowego prawnika przez telefon. Świadomie jednak wpisała datę 6.01.2012 a nie 6.03.2012 r. Została wtedy zmuszona, aby datę poprawić na właściwą. Uprzedzając fakty, trzeba dodać, że 17 czerwca 2012 roku podczas przeszukania posesji przy ulicy Górniczej znaleziono oryginalny dokument, w którym Adrianna Gawrońska zrzeka się majątku.
Wskazani przez kobietę sprawcy napadu i zmuszenia do zmiany jej woli, wyparli się wszystkiego. ” Nikt nigdy tej kobiety nie zmuszał do niczego – mówią wszyscy potencjalni sprawcy. Piotra P. został przesłuchany przez policję dopiero po 8. miesiącach, gdyż stale unikał kontaktów z organami ścigania. Policja nie dała też wiary bratu Adrianny Gawrońskiej, który uwolnił ją z rąk porywaczy. Po dwóch godzinach „wydzwaniania” zaniepokoił sie i przyjechał na ulicę Górniczą. Policja zignorowała także informacje o groźbach karalnych. Fakt posiadania przez porywaczy czarnych worków, w których miano wywieźć Adriannę Gawrońską, po jej uprzednim uduszeniu opaską uciskową ( opaskę taką znaleziono podczas przeszukania domu przy ulicy Górniczej) i zakopać gdzieś na trasie Poznań- Karpacz; także uznano za niewiarygodny. Sprawę umorzono wobec braku dostatecznych danych, uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa , a decyzję tę zatwierdziła grunwaldzka prokuratura. Kobiecie nie dano żadnej szansy, aby to – czy ją porwano i grożono śmiercią ustalił niezawisły sąd.
Dodajmy, że postępowanie umorzyła ta sama grunwaldzka prokuratura, która umorzyła postępowanie w sprawie grunwaldzkich policjantów podejrzanych o pobicie i złamanie nogi nastolatkowi na Łazarzu rok temu. Prokuratura dała wiarę policjantom, że jest to pomówienie. Nastolatek, który złamał nogę w innym miejscu złośliwie przeszedł kilka kilometrów, aby sprowokować policjantów do jego zatrzymania na Łazarzu… ale to zupełnie inna sprawa.
Czekając na finał sprawy testamentowej posesja Adrianny Gawrońskiej była wielokrotnie obserwowana przez dziwnych osobników. Przed jej domem stały godzinami jakieś samochody, dawano wyraźnie do zrozumienia,że ma się podporządkować woli tych, którzy zmusili ją do zrzeczenia się zapisanego jej w testamencie majątku. 26 października 2012 roku Piotr P., Beata N. i Dawid P. zniszczyli bramę wjazdową na posesję Adrianny Gawrońskiej oraz pobili jej pełnomocnika Roberta J. wpierw go obezwładniając gazem pieprzowym. Po opatrzeniu obrażeń przez lekarza, Robert J,. dotarł na komisariat policji przy ulicy Rycerskiej. Zastał tam już Piotra P., Beatę N. i Dawida P. którzy składali skargę na pobicie ich przez…Roberta J. Policja przesłuchała wszystkich z wyjątkiem Piotra P. Dlaczego policja boi się Piotra P. karanego już przez sąd za przestępstwa kryminalne -nie wiadomo. Zresztą w tej sprawie, niebawem minie rok od wydarzeń a nic się nie dzieje.
Nie pomogły skargi i prośby Adrianny Gawrońskiej kierowane do Komendanta Głównego Policji i Prokuratora Generalnego. Otrzymuje zdawkowe odpowiedzi, że podległe im jednostki w niczym nie zlamały ani procedur, ani prawa i robily wszystko co można, przytaczają w kółko policyjne umorzenie sprawy, z którego wynika, że nie ma jakichkolwiek podstaw uzasadniających fakt popełnienia przestępstwa. Dowodem takim nie jest na przykład nagrana rozmowa Piotra P. jego konkubiny Beaty N i jego syna Dawida P. którzy dwa dni po śmierci męża Adrianny Gawrońskiej przyjechali do niej późnym wieczorem bez żadnego uprzedzenia i oświadczyli wprost, że albo kobieta podzieli się z nimi majątkiem po jej mężu, albo oni to załatwią inaczej – spalą jej posesję a jej dadzą nauczkę…
Zdawać by się mogło, że policja, państwowy organ, którego funkcjonariusze przysięgają, że będą strzec bezpieczeństwa i życia obywateli, jest powołana po to, aby chronić takich ludzi jak Adrianna Gawrońska. Jak się okazuje są to tylko pozory. Kobieta wciąż żyje w strachu, że ktoś ją spali, albo zabije. Zignorowano jej prośbę o wydanie zakazu zbliżania się do niej przez rodzinę P. Policja nie potrafi nawet przesłuchać wskazanego przez nią głównego, jej zdaniem podejrzanego, Piotra P. Policja, ani nadzorująca ją prokuratura na razie nie widzą żadnej sprawy. Czy rzeczywiście musi dojść do najgorszego, aby w końcu policja i prokuratura zaczęły wypełniać należące do nich obowiązki?

Sprawdź także

Zmiany w sądach nielegalne

TSUE: Orzeczenie wydane przez neo-sędziego można uznać za niebyłe 1 ZDJĘCIE Siedziba TSUE (zdjęcie ilustracyjne) …