Finansowanie pomostowe

Ta władza nie wybacza

Ogólnopolski Strajk Kobiet. Około czterech tysięcy Polek i Polaków zostało ukaranych lub postawionych przed sądami za udział w protestach w obronie praw kobiet. Liderki OSK czekają na proces. Grozi im osiem lat więzienia.

Do domu Maćka przyszli we wtorek, 17 listopada 2020. Otworzyła mama, bo Maciej w swoim pokoju miał zdalne lekcje. Z nauką bywało u niego różnie, bo sporo chorował i dużo opuszczał, ale dobrze zdał egzamin ósmoklasisty i dostał się do liceum. Teraz marzy o studiach prawniczych na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Maciej: Policjanci zabronili mi udziału w proteście

Rok temu, po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej delegalizującego aborcję w przypadku nieuleczalnych wad płodu, Maciej Rauhaut był na proteście po raz pierwszy. W jego miejscowości zebrało się 2,5 tysiąca ludzi. W 16-tysięcznych Krapkowicach było to wydarzenie bez precedensu. Dwa tygodnie później w jego mieście planowano kolejną manifestację. W przeddzień protestu do Maćka przyszła policja.2 ZDJĘCIAMaciej Rauhut Fot. Radoslaw Dimitrow/Polska Press/East News

– Już w drzwiach powiedzieli mamie, że grozi mi osiem lat więzienia, bo na moim profilu na Facebooku wykryto „niedozwoloną aktywność” – wyjaśnia 15-latek. – Poinformowali mnie, że udostępniając post z wydarzeniem dotyczącym Strajku Kobiet, nawołuję do czynu zabronionego, uczestnictwa w nielegalnym zgromadzeniu. Zabronili mi przychodzić na protest następnego dnia. Nie przyznałem się do winy, bo udostępnienie postu wcale nie jest nawoływaniem do popełnienia przestępstwa. Po 40 minutach policjanci pojechali do szkoły, w której się uczę, a dyrektorce powiedzieli, że jestem organizatorem nielegalnego zgromadzenia. Jeszcze raz musiałem wszystko wyjaśniać – opowiada nastolatek.

Kiedy Maciek opisał wizytę policjantów na Facebooku, zaplanowany na następny dzień protest odwołano, chłopak z przyjaciółmi przyszedł za to przed komisariat policji. Byli z nimi dziennikarze TVN24. – Kiedy policjanci zorientowali się, że przed jednostką są kamery, tylko wychylali się przez okno i chowali za zasłoną – mówi Maciek. Czytaj także: Bąkiewicz stanie przed sądem. Oskarżony o naruszenie nietykalności kobiety

Tego samego dnia policja skierowała sprawę do sądu rodzinnego, informując o „przejawie demoralizacji osoby nieletniej polegającej na namawianiu do wzięcia udziału w zgromadzeniu przez portal internetowy Facebook”. Tydzień później, 25 listopada, sąd odrzucił wniosek, nie widząc podstaw do wszczynania postępowania. Maciek wraz z mamą napisali skargę na działanie funkcjonariuszy. – Do tej pory miałem ogromny szacunek do polskiej policji. Wierzyłem, że funkcjonariusze służą państwu i obywatelom. Dziś widzę, że policja służy tylko jednemu obywatelowi – Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Liderki czekają na proces

– Według naszych szacunków z represjami polskich służb po serii protestów w obronie praw kobiet ma do czynienia ok. czterech tysięcy osób w całej Polsce – mówi Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. – Od października ubiegłego roku w związku z organizacją zgromadzeń wszczęto wobec mnie kilkanaście postępowań. Odpowiadałam m.in. za znieważenie funkcjonariusza, łamanie przepisów antycovidowych, blokowanie ruchu, bezprawne zajęcie pasa drogowego czy zaśmiecanie. W lipcu prokuratura skierowała wobec mnie i pozostałych organizatorek OSK akt oskarżenia. Odpowiemy za „sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób” i „spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego (…) poprzez organizację i prowadzenie marszów w październiku, listopadzie oraz grudniu 2020 r. na ulicach Warszawy”. Grozi nam za osiem lat więzienia. Czekamy na termin rozprawy. Czytaj także: Marta Lempart: Spotkam się z Tuskiem przy robocie

Zdaniem Marty Lempart władza świadomie wykorzystuje służby do karania uczestników protestów. – Politycy PiS mówią w mediach, że w Polsce demokracja ma się dobrze, bo każdy może wyjść na ulice. To nieprawda. Za udział w protestach przeciwko władzy grożą poważne konsekwencje. Zatrzymywanie zgromadzonych, przetrzymywanie ich w komisariatach bez dostępu do prawników, stawianie absurdalnych zarzutów i kierowanie wniosków o ukaranie do sądów to nic innego, jak jawne represje. Takie działania mają zniechęcić do udziału w zgromadzeniach i występowaniu przeciwko władzy, a tym samym ograniczyć korzystanie z gwarantowanych przez konstytucję praw i wolności obywatelskich – dodaje liderka OSK. I zaznacza: – Najbardziej obrzydliwe jest wykorzystywanie służb do represji na nastolatkach. Dla tej władzy nie liczy się nic, oprócz całkowitego podporządkowania społeczeństwa.

Więcej na wyborcza.pl

Sprawdź także

Policja może nadal bić

Żeby biło się lepiej. Nie będziesz miał prawa do adwokata zaraz po zatrzymaniu przez policję”Przepisy …