Najnowsze informacje
Strona główna / Moja kancelaria / Traktatowe powinności

Traktatowe powinności

Prof. Ewa Łętowska o braku ekskluzywności niektórych norm Konstytucji, związkach jednopłciowych i wyroku TSUE

Po wydaniu przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku z 25 listopada w sprawie C-713/23, ukazało się wiele interpretacji werdyktu i jego implikacji dla polskiego systemu prawa. Głos polemiczny, także z m. in, artykułem Dawida Bunikowskiego i Karola Dobrzenieckiego „Związki jednopłciowe a konstytucja. Co po wyroku TSUE” (Rzeczpospolita z 6.1. b.r.), zabrała prof. Ewa Łętowska w serwisie konstytucyjny.pl.

Przytaczamy podstawowe argumenty autorki.[…] Żaden wyrok TSUE nie wywiera sam bezpośredniego skutku w krajowym systemie prawa (chyba, że dotyczyłby rozporządzenia unijnego). Wyrok musi być wykonany przez władze krajowe jako obowiązek traktatowy. Przy pytaniu prejudycjalnym (tak tutaj) rodzi to dwojakie następstwa. NSA, który zadał pytanie, czy polskie organy administracji odmawiające transkrypcji zawartego zagranicą małżeństwa osób jednej płci, naruszają prawo europejskie, już wie, że tak właśnie jest. Państwo zaś jako całość powinno zadbać, aby USC i inne organy administracji dostosowały na przyszłość praktykę do tego, co stwierdził TSUE. I to jest wszystko, o czym wyraźnie mówi wyrok. Dostosowanie praktyki – jest proste: zmiana formularza będącego podstawą wpisu do systemu zagranicznego aktu małżeństwa plus stosowne zmiany w programie komputerowym. Nie wymaga się tu – co expressis verbis wyrok podkreśla – żadnych dalszych zmian w polskim prawie, w szczególności wprowadzenia możliwości zawierania związków między osobami jednej płci. Wyrok więc nie wprowadza równości małżeńskiej.

[…] Opór przeciw wykonaniu wyroku przybiera [w artykule Dawida Bunikowskiego i Karola Dobrzenieckiego – przyp. MK] postać sugestii, że wymaga to głębokiej przebudowy systemu prawnego, z konstytucją włącznie.

[…] Tymczasem TSUE orzekał o prawie unijnym; […] aksjologia wyroku odwołuje się do swobody przemieszczania się na terenie UE, nie do statusu osobowego czy rodzinnego. Sądy będą więc miały w przyszłości mnóstwo problemów i spodziewać się można dalszych pytań prejudycjalnych i skarg także do ETPC. Nie wyprowadzam stąd jednak wniosku, że wyroku TSUE wykonać nie należy, z obawy przed tym, co ewentualnie nastąpi i stanowczo oponuję przeciw tezie, jakoby wykonanie wyroku wymagałoby zmiany konstytucji.

[…] Problem w tym, że wcale nie idzie tu o aksjologiczny progresywizm (uwaga na stygmatyzującą etykietę), lecz po prostu o dosłowne czytanie tego, co w art. 18 Konstytucji napisano. A napisano – i to jest rzeczywiście zasada konstytucyjna – że małżeństwu hetero służy „ochrona i opieka”. Tyle że z tego nie da się nijak wyprowadzić wniosku, że „tylko” małżeństwu hetero przysługuje ochrona i opieka, a jakimkolwiek innym związkom – żaden poziom ochrony i opieki przysługiwać nie może.

Zgoda, że co do poziomu (czy treści) ochrony i opieki małżeństwo „jako związek kobiety i mężczyzny” ma się cieszyć sytuacją uprzywilejowaną. To nie implikuje jednak, że jakikolwiek inny typ związku nie musi jednak mieć wcale […] „charakteru wyłącznie <symbolicznego>”.[…] Słabość tego rozumowania można wykazać wskazując całkiem bogate orzecznictwo sądowe dotyczące choćby ochrony konkubentów – oczywiście ani nie tożsamej, ani takiej samej jak ma małżeństwo, ale bynajmniej nie mającej charakteru symbolicznego. Już tylko jako ciekawostkę i nie chcąc być posądzona o złośliwość, wskażę tylko ochronę sądową dla związków (prawnie wszak konkubinatów) zawartych w ceremoniale religijnym w latach 46-58. A argument, że to naruszałoby konstytucyjną równość i zakaz dyskryminacji nie wytrzymuje konfrontacji z zasadą, iż równość oznacza równe traktowanie równego i nierówne – nierównego.

[…] Autorzy tekstu, z którym polemizuję, interpretując art. 18 Konstytucji operują pojęciem „zakazu” (czego w tekście nie wysłowiono) i nie dostrzegają, że rzeczywistym problem jest tu inna kwestia: „ekskluzywności” normowania na poziomie konstytucyjnym. Jeżeli art. 18 Konstytucji miałby być efektywną zaporą przeciw możliwości jakiejkolwiek instytucjonalizacji prawnej związków jednopłciowych, to trzeba byłoby zadbać jeszcze o wykluczenie takiej możliwości na poziomie ustawowym. Małżeństwo osób płci odmiennych jako instytucja konstytucyjna ma stabilniejszą ochronę prawną. To jednak nie wyklucza instytucjonalizacji małżeństw o innej strukturze personalnej – na poziomie ustawowym, gdzie ochrona będzie słabsza.

[…] Autorzy odwołują się do analogii z konstytucyjnej regulacji np. stolicy, godła, barwy czy hymnu jako oznaczonych w sposób indywidualny […] O ile jednak odwołanie do [tych] symboli […] ma za sobą substrat w realnie istniejących pojedynczych bytach zindywidualizowanych, o tyle „małżeństwo” jest – gdy idzie o reżim prawny – konstruktem normatywnym. Argumentacyjnie analogia więc zawodzi, bo po to, aby uznać, że art. 18 konstytucji zawiera zakaz instytucjonalizacji na poziomie ustawowym i z jakimkolwiek poziomem opieki i ochrony dla jakichkolwiek innych związków – trzeba przyjąć a priori takie właśnie założenie. Co niebezpiecznie zbliża cały wywód do błędnego koła.

Także przywołana przez Autorów analogia ze Zgromadzeniem Narodowym jest chybiona. Zgromadzenie Narodowe jako wspólne posiedzenie dwóch izb parlamentu ma oczywiście swoiste kompetencje konstytucyjne. Ale przecież to nie wyklucza możliwości posiedzeń wspólnych dwóch izb (na podstawie ich uchwał i regulaminu) w innych sprawach, oczywiście z innymi kompetencjami, niż wynikające z Konstytucji.

Autorzy odwołują się do historii powstania Konstytucji. Ano właśnie. U źródeł art. 18 jako związku kobiety i mężczyzny rzeczywiście leżało przekonanie, że konstytucjonalizacja o takiej treści zapobiegnie ewentualnej instytucjonalizacji małżeństw homoseksualnych. Jeżeli jednak chciano w ten sposób w Konstytucji stworzyć przeszkodę, to było to usiłowanie nieudolne. A to z uwagi na nieekskluzywny charakter normowania, zarówno w odniesieniu do domniemanego zakresu nazwy „małżeństwo”, jak i właściwego reżimu prawnego regulującego to, co ten zakres miałby obejmować. Ponadto nie zdawano sobie sprawy, że stworzenie skutecznej przeszkody dla instytucjonalizacji związków o innej strukturze podmiotowej wymagałoby ich wykluczenia nie tylko na poziomie konstytucyjnym, ale również przez ustawę zwykłą, która ponadto musiałaby wyeliminować instytucjonalizację związków opartych na wspólnym pożyciu, ale nie będących małżeństwami de lege lata.

To, że kodeks rodzinny i opiekuńczy (a więc ustawa) rzeczywiście normuje ekskluzywnie małżeństwo między kobietą i mężczyzną, też jest kiepskim argumentem na rzecz tezy o ekskluzywnym charakterze małżeństwa hetero – w konstytucji. To bowiem o treści ustaw wnioskuje się z Konstytucji, ale nie odwrotnie.[…] Wykonanie wyroku TSUE C-713/23 jest obowiązkiem traktatowym Polski. […] Wyrok wymaga przeniesienia do polskich ksiąg stanu cywilnego aktu skutecznie zdziałanego zagranica. Nie wymaga ani zmiany Konstytucji i nie wprowadza tylnymi drzwiami obowiązku wprowadzenia do polskiego systemu prawa zezwolenia na zawieranie małżeństw osób jednej płci. Nie zawiera ani „aberracji”, ani „falandyzacji” prawa i nie jest „nieprzyjazny polskiej konstytucji”.

[…][A]ni ten wyrok TSUE, ani jego wykonanie, polskiej Konstytucji nie zagrażały ani nie zagrażają.

Ewa Łętowska

Sprawdź także

„To próba zastraszania”

Sędzia Beata Morawiec: słowa Zbigniewa Ziobry to próba zastraszaniaTo już nie jest grożenie podejmowania legalnych działań, …