Finansowanie pomostowe
Strona główna / Szczypta soli / Widelcem czy pałeczką

Widelcem czy pałeczką

Nareszcie pojawił się mocny argument za reformą edukacji. Zdecydowanie potrzebujemy więcej zajęć z historii! Nieoczekiwane wsparcie dla planowanej po tym kątem zmiany programów nauczania nadeszło właśnie ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej. Wszyscy piszą teraz o walce na noże, jaką wiceminister MON prowadzi z Francuzami w związku z zerwanym przetargiem zbrojeniowym. Niektórzy sugerują nawet, że zastępca Antoniego Macierewicza właśnie popełnia w ten sposób pierwsze w dziejach polityczne samobójstwo widelcem.Tymczasem gdyby w szkole, do której uczęszczał Bartosz Kownacki bardziej przykładano się do nauczania dziejów ojczystych, to teraz stacja BBC nie miałaby powodu, żeby naśmiewać się z Sarmatów, że do czasów Włoszki Bony jadali rękami, a teraz przypisują sobie wynalazek widelca. A tak, to dostali wiceministra na widelcu. Bo, niestety, Francuzi posługiwali się sztućcami wcześniej od nas. Co o tyle prawdopodobne, że przeciwko widelcom zdecydowanie protestował Kościół katolicki, długo uznając je za symbol wideł ? atrybut szatana (serio, wcale nie żartuję). Jednak w życiu najważniejsza jest wiedza praktyczna, więc mniej ważne jest, skąd w Europie wzięły się widelce (a wzięły się z Bizancjum), a bardziej to, jak zachowujemy się przy stole w czasach współczesnych. I tutaj, niestety, co chwila wychodzi na jaw, że jeszcze bardziej niż dodatkowych lekcji historii potrzebujemy zajęć z ? excusez le mot ? savoir-vivre?u, które to francuskie wyrażenie oznacza umiejętność poprawnego zachowania. Nie tylko przy jedzeniu. Jest takie ? znów francuskie ? powiedzenie: ?C?est le ton qui fait la chanson? (to melodia czyni piosenkę). W przekładzie na życie praktyczne oznacza to, mniej więcej, że można, oczywiście, zrezygnować z zakupu czego bądź, a przy wszelkich transakcjach za pieniądze publiczne, zwłaszcza służących obronności, najważniejszy ze wszystkiego jest interes narodowy (a też ekonomiczny, bo niby dlaczego mielibyśmy przepłacać). Kwestia tylko, jak to zrobić, żeby nie demolować zastawy i nie wywracać stolika. Na tym, jak zrobić swoje, unikając przy tym etykietki chama, a przy okazji nie zrazić sobie otoczenia ani się z nim nie skonfliktować, polega zresztą właśnie trudna sztuka dyplomacji oraz dobre wychowanie, inaczej ? ogłada. Niestety, tylko nieliczni wynoszą tę umiejętność z domu, razem z liczącym 19 sztuk (w tym 7 widelców) na jedno nakrycie kompletem sztućców rodowych. Ale na szczęście dobrych manier można się nauczyć. I tutaj jest postulat w kierunku autorów nowych programów dla szkół podstawowych. Obok zwiększonego wymiaru zajęć z historii, warto by może wprowadzić lekcje ogłady? (Savoir-vivre?u nie sugeruję, bo jeszcze trochę a francuski znajdzie się u nas na indeksie, razem z oświeceniem, racjonalizmem, wegetarianizmem, ?cyklizmem? i żabami pod beszamelem.) Inna sprawa, że całkiem spore gremia uważają, że czynić tego absolutnie nie należy. Bo po pierwsze ? nie można tłumić naturalnych instynktów Suwerena, który a nuż widelec poczuje się urażony przez te wszystkie bon tony. A po drugie i najważniejsze, powszechnie wiadomo, że liczy się wyłącznie siła (w tym siła nabywcza dwóch procent PKB na zakupy dla MON). Więc po co ta cała ?Francja-elegancja? skoro i tak rację ma ten, kto trzyma kasę i płaci rachunki? Można, owszem, przekonywać, że bezy nie je się nożem. Ale komu po skubaniu bezy, skoro prawdziwy Sarmata i tak preferuje konsumpcję golonek rękami? Ostatnio rzeczywiście, tak zwana poprawność polityczna (inna nazwa manier) ma kiepskie notowania, nie tylko zresztą w Polsce. Wypowiedzi publiczne stają się coraz mniej ?parlamentarne?, nawet w tak dotąd politycznie poprawnej Ameryce. Problem w tym, że dyplomację i dobre wychowanie wymyślono nie bez powodu i wcale nie we Francji. To wynalazek antycznej Grecji, darowany reszcie świata w pakiecie z demokracją, której klasyczna definicja stanowi, że jest to metoda bezkrwawego rozwiązywania konfliktów wcześniej rozstrzyganych militarnie. Przerzucanie się inwektywami zawsze grozi więc przejściem od słów do czynów, czy raczej rękoczynów. Ujmując rzecz historycznie, bejsbol to współczesny odpowiednik maczugi, a odwrót od dyplomacji to powrót do epoki kamienia łupanego. W tym kontekście odwrotnością słowa ?dyplomata? jest ?troglodyta?. Logika dziejów, po prostu… A wracając do historii sztućców, to właśnie Francuzom (jedni wskazują na Ludwika XIV, inni na kardynała Richelieu) zawdzięczamy zaokrąglenie noży używanych w Wersalu. Chodziło o to, żeby się dworzanie nie pozabijali przy stole, walcząc o większe porcje ślimaków pod beszamelem i sufletu. Więc teraz nasz wiceminister zmuszony był popełnić samobójstwo dyplomatyczne widelcem… PS. Aby już pozostać przy temacie sztućców, to chyba jednak nie przypadek, że pierwszym świeckim utworem literackim spisanym po polsku w okolicach roku 1400 jest uroczy poemacik pod tytułem ?O zachowaniu się przy stole”
Bożena Chlabicz-Polak
Źródło: koduj24.pl

Sprawdź także

Narodowy Nie( Ład)

I wreszcie wiemy, co ma mieścić się w dawno zapowiadanym z hukiem „Nowym Ładzie”, który …