Strona główna / Moja kancelaria / Z faszyzmem nie po drodze

Z faszyzmem nie po drodze

Może napiszę list do Hanny Gronkiewicz-Waltz, żeby ten plac, gdzie stanie pomnik Lecha Kaczyńskiego – większy niż monument marszałka Piłsudskiego – nazwać imieniem Lecha Wałęsy. I przywrócić równowagę historii” – powiedział Władysław Frasyniuk w radiu TOKFM, zapytany przez Jacka Żakowskiego o to, jak świętować będzie rocznicę odzyskania niepodległości.
Na marsz Frasyniuk się nie wybiera, bo jak oznajmił „nie chodzi z przestępcami, którzy łamią konstytucję i naruszają swobody obywatelskie. Za to się siedzi w więzieniu. Zorganizowana grupa przestępcza – to ciężki zarzut” i dodał oceniając atmosferę panującą w przededniu rocznicy: „Mam przekonanie, że to potworny chaos, łamanie prawa, a nie świętowanie.”
Jak tłumaczył był opozycjonista, sprawy marszu przesłaniają nam ważniejsze kwestie. „Podniecamy się tą demonstracją, a znika nam z pola problem polityczny. Bo za kilka lat wysypie się nam ze szkół wielka falanga ONR-owców. Potrzebna jest debata, co z tym zrobić” – alarmował w TOKFM.
Skrytykował też ustanowienie 12 listopada dniem wolnym od pracy. „To bieganina na ostatnią chwilę. Ta decyzja jest sprzeczna z obowiązującym prawem, narusza konstytucję” – mówił.

W tym miejscu przywołał swoje wspomnienia z czasów PRL-u. „Gdy zamykano mnie na 48 godzin, to w więziennej celi wisiał regulamin. Szczególnie ważny był punkt 12: o ile naczelnik nie postanowi inaczej. Mam wrażenie, że tak wygląda to święto. Mamy w nosie prawo czy historię. Mamy punkt 12, o ile PiS nie postanowi inaczej” – przekonywał obecny przedsiębiorca.

Władysław Frasyniuk stwierdził, że obywatele nie dostali ciekawej propozycji świętowania 100-lecia odzyskania niepodległości. „Możemy tylko wyjść, stanąć naprzeciwko faszystów i zaprotestować” – mówił o 11 listopada.
Pytany przez dziennikarza o jego ewentualny pomysł na świętowanie 11 listopada, powiedział: „Chętnie wziąłbym udział w poważnej debacie o odzyskaniu niepodległości. Debacie o tym, która tradycja wygra? Czy ta autorytarna, czy ta z sierpnia 1980 roku. Ta druga to tradycja otwartości i wspólnoty” – dodał i nie przebierając w słowach, oświadczył: „w tym z przyjemnością wziąłbym udział, ale nikt k***a tego nie zaproponował”. Celowe użycie niecenzuralnych słów tłumaczył tym, że taki jego zdaniem będzie język, który będzie obowiązywał na marszu narodowców.
Z żalem wyznał, że w ogóle „nie ma poczucia święta”. „Tylko Lech Wałęsa miał odwagę powiedzieć, czym jest to 100-lecie niepodległości. To choroba niecierpliwości polskiej, gdzie mamy skłonności do chodzenia na skróty. I on sam przyznaje, że tak zrobił. Miał odwagę za to przeprosić. Niestety, jego głos przechodzi niezauważony” – przekonywał były polityk.

W ten sposób odniósł się do wpisu byłego prezydenta na Facebooku. O przeprosinach Wałęsy piszemy obok.

Sprawdź także

Polskość i pseudopolskość

Polska inteligencja zbyt łatwo oddaje pole w dyskusji o patriotyzmie i istocie polskości. Z jakiegoś …